Polityka i społeczeństwo

Będzie miliardowa chryja z Niemcami? “Wyliczona kwota jest znaczna, w całości udokumentowana”

W kwotach reparacji wojennych członkowie Prawa i Sprawiedliwości pewnie już sami się pogubili. Miało być 850 mld dolarów, potem nawet bilion, a ostatnie doniesienia medialne mówią o ponad o 543 mld dolarów. Poseł Arkadiusz Mularczyk odpowiedzialny za przygotowanie raportu ws. reparacji od Niemiec powiedział kilka tygodni temu w wywiadzie dla Rzeczpospolitej, że merytoryczne prace są już zakończone, a obecnie trwa dopieszczanie dokumentu od strony redakcyjnej oraz tłumaczenie na język angielski.

Szacunkowa kwota ma być podana z chwilą publikacji raportu – “(…) Chcę podkreślić, że precyzyjne policzenie wszystkich strat wojennych nigdy nie będzie możliwe; bowiem skala strat ludzkich i materialnych jest tak znaczna, że część z nich wymyka się wszelkim metodom badawczym. (…) Pomimo przyjęcia założeń ostrożnych, “konserwatywnych” które, co do zasady nie powodują zawyżenia szacunków, wyliczona kwota jest znaczna, w całości udokumentowana” – stwierdza Mularczyk w wywiadzie. Ponownie w piątek w “Sygnałach dnia” szef zespołu ds. reparacji wojennych poinformował, że sporządzony przez zespół raport o polskich stratach wojennych “jest na ukończeniu”. – Myślę, że jest to dzieło o dużej wadze politycznej, więc chcę, żeby było przygotowane bardzo dobrze od strony merytorycznej i redakcyjnej, żeby było bardzo dobrze przetłumaczone – podsumował.

Pewnie niedługo dowiemy się, co sobie wymarzył w raporcie Mularczyk, ale w wywiadzie dla Interia.pl Rolf Nikel, ambasador Niemiec w Polsce mówi, że z punktu widzenia naszego zachodniego sąsiada ten temat jest zamknięty.

Prawo i Sprawiedliwość do perfekcji opanowało mydlenie oczu opinii publicznej, gdy jakiś fakt lub szczegół nie pasuje do aktualnej narracji. Wtedy takie detale są skrupulatnie pomijane, zbywane próbą narzucenia innego tematu lub po prostu wprowadzaniem do obiegu medialnego zwykłego “fake newsa”. Pomijana jest zasadnicza różnica w narracji o reparacjach wojennych oraz zwrocie mienia żydowskiego, co jakiś czas temu zaakcentował Sekretarz Stanu USA Mike Pompeo.

Arkadiusz Mularczyk pytany w wywiadzie dla RP o podtrzymany przez Georgette Mosbacher apel Pompeo uwiarygadnia podpisane za PRL-u dokumenty – “Nie ma ku temu żadnych podstaw prawnych, ponieważ te kwestie uregulowały umowy indemnizacyjne zawarte przez PRL z różnymi krajami. W 1960 roku została zawarta taka umowa pomiędzy PRL, a USA, która regulowała sprawę roszczeń majątkowych instytucji i obywateli amerykańskich od Polski za mienie pozostawione i ocalałe na terenie Państwa Polskiego po II wojnie światowej. Tak więc sprawa jest zamknięta, a wypowiedzi polityków USA, należy traktować, jako pewną formę presji, pod naciskiem środowisk żydowskich, która nie ma jednak mocy prawnej” – oznajmia poseł.

Cytowany fragment kłóci się jednak z elementarną logiką. Obóz Zjednoczonej Prawicy rzucił wszystkie własne siły oraz mediów wspierających rząd, do ofensywy wmawiającej społeczeństwu, że dokumenty podpisane za czasów PRL nie mają mocy prawnej w przypadku zrzeczenia się przez nasz kraj reparacji od Niemiec. Od pewnego czasu można usłyszeć – co potwierdza w wywiadzie Mularczyk – że umowy parafowane przez PRL-owskie władze mają jednak moc prawną. Zjednoczona Prawica potępia w czambuł cały okres PRL-u oraz mówi w przypadku takich uzgodnień o braku ciągłości państwa przez cały okres komunizmu. Jednak w sytuacji tych dwóch spraw ewidentnie traktuje czasy PRL-u wybiórczo, negując porozumienia które nie pasują do strategii, a do rangi najbardziej wiarygodnych dokumentów wynosi się te, z których wynika, że kwestie mienia żydowskiego są zamknięte. To tak jak z esbekami i tajnymi współpracownikami, których PiS podzielił na dobrych i złych, na swoich i nie swoich. Dobrzy to ci popierający prezesa, a źli to opozycyjne zło wcielone. Nie zmienia to jednak tego, że bardziej dociekliwi dziennikarze, mogliby dopytać w przyszłości o różnicę w postrzeganiu PRL-owskiej dokumentacji.

Jeżeli raport Mularczyka od kilku miesięcy jest poddawany ostatnim pracom kosmetycznym, to znaczy, że jest szykowany na jesienną kampanię wyborczą. Pod znakiem zapytania stoi czas i miejsce “odpalenia” miliardów dolarów, które Niemcy miałyby wypłacić.

Źródło: Rp

fot. flickr/KPRM

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media - wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie