Polityka i społeczeństwo

Beata Szydło nie spełnia oczekiwań prezesa PiS. To nie jest przypadek…

fot. flickr/KPRM

​Przemęczona, zestresowana, spięta. Urzędnicze obowiązki i presja prezesa Kaczyńskiego​ męczą premier Beatę Szydło. Współpracownicy twierdzą, że jest psychicznym wrakiem. Tak zaczyna się artykuł w najnowszym numerze Newsweeka o ciężkim życiu Beaty Szydło. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, ponieważ sprawowanie urzędu premiera jest stresogenne oraz męczące. Inaczej to wygląda, gdy jest się tylko marioteką w rękach człowieka szalonego. Nie przypadkiem określam w ten sposób od pewnego czasu Jarosława Kaczyńskiego. Jego atak furii w Sejmie, gdy krzyczał o kanaliach i zdradzieckich mordach, przeraził nawet marszałka Brudzińskiego, który natychmiast ogłosił zakończenie obrad.

Tygodnik cytuje ważnego polityka Prawa i Sprawiedliwości, który mówi, że Beata Szydło jedzie na oparach i jest wymęczona ciągłą huśtawką. Gdy tylko ustabilizuje swoją pozycję i ma chwilę oddechu, zaraz pojawiają się pretensje z Nowogrodzkiej i wszystko zaczyna się od nowa. Prezes uważa, że premier realizuje tylko 30-40 procent jego żądań i często popada w irytację. Może to i dobrze, że wykonuje taki procent żądań, chociaż z drugiej strony z tekstu wynika, że uważa ją za osobę niezbyt lotną, żeby nie napisać niedorozwinętą. Kaczyński jest załamany ciągłym tłumaczeniem jej rzeczy, które sama powinna łapać w mgnieniu oka. Jeżeli tak jest naprawdę, to rysuje się dość niewesoły obraz osoby, która rządzi 38 milionowym państwem w środku Europy. A może jej nie za duża lotność w pojmowaniu spraw oczywistych jest przyczyną braku realizacji planu prezesa w 100 procentach? Ciężko powiedzieć, ale w tej ułomności może jest jednak jakaś szansa dla Polski na przetrwanie? Może jednak powinniśmy być szczęśliwi, że premierem jest Beata Szydło, a nie sam Jarosław Kaczyński ze swoim zmaksymalizowanym planem?

Andrzej Duda i Beata Szydło jeszcze dwa lata temu byli najbliższymi współpracownikami. Razem przeszli przez dwie wygrane kampanie. Dwa lata po tym zwycięstwie po dawnej przyjaźni nie ma śladu – pisze Newsweek. Jakim chłodem powiało między dawnymi bliskimi sobie osobami, można było zobaczyć kilka godzin po ogłoszeniu prezydencich wet. Gdy było już wiadomo, że wieczorem prezydent wygłosi orędzie, identyczne zadanie z Nowogrodzkiej otrzymała Beata Szydło. Cel był prosty, czyli przykrycie i zneutralizowanie tego co powie Andrzej Duda. Aby się dowiedzieć dużo wcześniej o czym będzie mówił prezydent, zaprzęgnięto TVP. Ludzie z Woronicza zaczęli wydzwaniać do pałacu prezydenckiego z ponagleniami przysłania nagrania lub nawet chociaż jego szkicu. Pracownicy Kancelarii Prezydenta byli zadziwieni tym pośpiechem i naciskami, aż w końcu zapytali, o co chodzi? Usłyszeli, że prezes telewizji chce mieć jak najszybciej nagranie. Wieczorem było już wiadomo skąd takie przyspieszenie, bo nagle się okazało, że Beata Szydło wygłosi swoje orędzie.

Nie będę opisywał całego artykułu, a jest tam kilka ciekawych wątków. Najbardziej zastanawia mnie ta kondycja intelektualna, której nie widać na zewnątrz pod pudrem wyuczonych gestów, formułek oraz PR-u. Sławna przecież jest odpowiedź Beaty Szydło na pytanie o datę wejścia Polski do Unii Europejskiej. Urzędująca premier pomyliła się wtedy o 10 lat, ale na naszą korzyść, więc nie rozdzierałbym szat. 😉 Niemniej jednak, w świetle tego co myśli o niej Kaczyński, jest to pewnien trop. W najnowszym Newsweeku polecam również bardzo fajny tekst o tym, jak dwa wielkie amerykańskie dzienniki – New York Times i Washington Post – znakomicie sobie radzą pod rządami Trumpa w trudnych czasach cyfryzacji.

Twitter/BWicinski

Źródło: Newsweek

fot. flickr/KPRM

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie