Polityka i społeczeństwo

Bartłomiej Misiewicz i jego tajemnice. Były poplecznik Macierewicza powiązany z największą aferą finansową PiS?

Bartłomiej Misiewicz. Piewca macierewiczowskiej pożogi. Anioł kadrowej śmierci. Wybitny strateg i demaskator fake newsów (głównie własnych). Pulchny rzecznik prasowy, któremu wydawało się, że jest ministrem. Człowiek, którego nazwisko jest synonimem nepotyzmu, korupcji politycznej i tego wszystkiego, co przypełzło kanałami razem z władzą PiS. Mimo tego, że Misiewicz został zmuszony do odejścia z Ministerstwa Obrony Narodowej przez samego prezesa Kaczyńskiego w marcu 2017 roku, to do chwili obecnej nie daje on o sobie zapomnieć i coraz to nowe fakty z jego życia prywatnego i służbowego wychodzą na jaw.

Jak już się zdążyliśmy przekonać, politycy PiS są pazerni na pieniądze. Dla nich nie ma najmniejszego znaczenia ich źródło pochodzenia. Ważne, żeby zarobić i się nie narobić, ukraść i nie dać się złapać, albo tak lawirować, żeby nie musieć oddawać. I ten ostatni przypadek dotyczy właśnie pana Misiewicza.

Historia zaczyna się od Jakuba B., szkolnego kolegi Misiewicza ze stolicy polskiego patriotyzmu, Łomianek. Otóż rzeczony pan Jakub w kwietniu 2013 roku zaciągnął kredyt w SKOK Wołomin w wysokości 15.300 zł na 1,5 roku. W tym samym SKOKu, który stał się sławny na całą Polskę, ponieważ działała w nim zorganizowana grupa przestępcza, która wyłudziła ponad 3 miliardy zł. Z uwagi na fakt, że pan Jakub urodził się w 1990 roku i jako 23-latek był gołodupcem, to SKOK Wołomin zażądał zabezpieczenia kredytu. Kredytobiorca zwrócił się zatem do swoich rówieśników, aby podżyrowali mu ten kredyt. Tymi kolegami byli Michał Ł. i właśnie Bartłomiej Misiewicz. Pożyczka została udzielona, a Jakub B. otrzymał pieniądze. Kiedy przyszło do spłaty okazało się, że żadna z rat nie wpłynęła na konto SKOK Wołomin. Półtora roku później, tj. kilka dni po tym jak minął termin spłaty zaciągniętej pożyczki, Komisja Nadzoru Finansowego zawiesiła działalność SKOK Wołomin, a dwa miesiące później sąd ogłosił jej upadłość. W tym czasie Misiewicz pełnił ważne funkcje państwowe za spore pieniądze. Drugi żyrant, jako funfel Miśka też nie zasypiał gruszek w popiele – ciężko pracował w Radzie Nadzorczej Wojskowych Zakładów Łączności nr 1 (z rekomendacji Misiewicza). Sprawa niespłaconego długu trafiła do sądu i po trzech latach zapadł wyrok. Koniec końców dług musiał spłacić drugi z żyrantów. Misiek wyszedł z całej sytuacji bez uszczerbku na swoim majątku.

Chciałbym wyciągnąć morał z tej historii, ale bardziej nurtują mnie pytania: kto polecił Jakubowi B. wziąć kredyt w SKOK Wołomin w czasie, kiedy działała tam zorganizowana grupa przestępcza z byłym członkiem WSI na czele i skąd mu do głowy wpadł pomysł niespłacania zaciągniętego zobowiązania? Czyżby już wtedy w środowisku PiS było wiadomo, że SKOK Wołomin będzie wkrótce niewypłacalny i warto w nim zaciągać zobowiązania, bo za chwilę przestanie istnieć? To tłumaczyłoby brak spłaty jakiejkolwiek raty przez Jakuba B.

Bartłomiej Misiewicz na stałe zagościł w naszej przestrzeni politycznej i tak szybko nie pozwoli o sobie zapomnieć. Pokuszę się jednak o morał z tej historii, choć wielu z was może się on nie spodobać: najwyraźniej warto iść w politykę. Tam się kradnie bezkarnie z gwarancją poklepania was po plecach przez kolegów, którzy będą Wam zazdrościć operatywności i mądrości życiowej.

Źródło: RP

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie