Polityka i Społeczeństwo

Aferzysta Marek Falenta ma się dobrze? Wychodzi na jaw prawda o działaniach policji

Autor największej afery ostatnich lat od pół roku nie jest w stanie trafić do zakładu karnego. Każdy obywatel ma prawo wyczerpać ścieżkę wszystkich odwołań czy nawet dłuższej wizyty w zakładzie psychiatrycznym, jeżeli czuje, że jego moce intelektualne wymagają leczenia. Tylko problem polega na tym, że Marek Falenta nie jest zwykłym obywatelem tylko człowiekiem, który doprowadził do upadku rządu. Sprawa Falenty to nie jest włamanie do garażu na Grochowie czy pomalowanie sprayem muru w centrum miasta w barwy klubowe. To główny oskarżony w aferze podsłuchowej jest paradoksalnie spiritus movens dzisiejszych problemów z Unią Europejską, opóźnień w modernizacji armii, upolitycznienia prokuratury czy wzrostu znaczenia środowisk nacjonalistycznych, które poczuły, że wolno im więcej.

Od dłuższego czasu można odnieść wrażenie, że główni beneficjenci taśm Falenty nie mają większego zapału do umieszczenia biznesmena tam, gdzie wskazał miejsce pobytu sąd, skazując go na 2,5 roku bezwzględnego więzienia. Ta sprawa to jest pewnego rodzaju fenomen na skalę światową, który pokazuje, w którym miejscu jesteśmy. Gdyby w jednym z zachodnich państw osoba dokonująca de facto przewrotu na najwyższych szczytach władzy, z nitkami prowadzącymi do naszych wschodnich sąsiadów, wodziła za nos, obojętnie czy byłby to gabinet lewicowy, czy prawicowy, opinia publiczna codziennie na śniadanie zjadałaby ćwierć ministra odpowiedzialnego za ściganie skazanego. W Polsce wszyscy śmieją się do rozpuku i stroją sobie żarty ze sprawy, która powinna być fundamentalna dla zachowania powagi państwa.

Patrząc na ostatnie newsy opisujące postępy w ściganiu Marka Falenty, rzeczywiście można się zacząć głośno śmiać, jednak chyba bardziej adekwatne jest załamanie rąk. Dwa tygodnie temu do mediów przeciekła informacja, że policja próbująca zlokalizować Falentę ustaliła, że ma wyłączony telefon. Nikt nie jest w stanie racjonalnie wytłumaczyć, jaki jest sens karmienia społeczeństwa taką sensacją, która ma tyle wspólnego z powagą państwa, co pijany alfons z produkcją aut elektrycznych. Dzisiaj można przeczytać, że ukrywa się w jednym z krajów strefy Schengen. Opcje są trzy. Jest to “sprostowanie rewelacji” prawicowego publicysty, który uważa, że Falenta przebywa w Moskwie. Opcjonalnie jest to dezinformacja stosowana przez policję w takich przypadkach albo tylko krótka informacja potwierdzająca, że policja jednak coś robi.

Człowiek, który powinien być na szczycie zainteresowań operacyjnych policji, od pierwszego dnia po wyroku jeździ sobie po świecie, tańczy i lulki pali. Może bym i rozumiał ślamazarność w namierzeniu go, gdyby był przeszkolonym w ukrywaniu się i maskowaniu terrorystą, ale nie jest. Ten cały cyrk wokół poszukiwań Falenty nie buduje zaufania do państwa, tylko obnaża jego groteskowość. Jeżeli państwo nie jest w stanie zapewnić sobie kontroli nad jednym z największych aferzystów i teraz musi ponosić dodatkowe koszty na poszukiwania, to znaczy, że żyjemy w kraju z kartonu. To jest po prostu niewyobrażalne, żeby ktoś wywracający do góry nogami pół Polski nie był monitorowany. Ktoś może powiedzieć, że są wątłe podstawy prawne do objęcia kontrolą operacyjną Falenty po wyroku. Nawet gdyby trzeba było naciągnąć prawnie jakiś wniosek, to nikt nigdy nie zrobiłby z tego afery, bo każdy rozumie, co to jest za persona i w jego przypadku wyższa konieczność jest jak najbardziej na miejscu. Tylko wszystko wskazuje na to, że zabrakło chęci.

fot. yt

POLUB NAS NA FACEBOOKU

[wpdevart_like_box profile_id=”539688926228188″ connections=”show” width=”600″ height=”200″ header=”big” cover_photo=”show” locale=”pl_PL”]

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.
Media Tygodnia
Ładowanie