Bartłomiej Przymusiński: Przywrócenie Macieja Ferka do orzekania, to sukces społeczeństwa obywatelskiego i niezależnych sądów
Dwa lata temu, gdy jako środowisko wieszaliśmy w Polsce plakaty i puszczaliśmy na telebimach hasło: „Żądamy przywrócenia do orzekania zawieszonych sędziów”, postulat ten był postrzegany jako nierealny. Dzisiaj zaś udało się ten cel osiągnąć, co jest sukcesem społeczeństwa obywatelskiego i niezależnych sądów. – Z sędzią Bartłomiejem Przymusińskim, członkiem Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia, o przywróceniu do orzekania sędziego Macieja Ferka i praworządności rozmawia Michał Ruszczyk.
Michał Ruszczyk: Niedawno do orzekania został przywrócony sędzia Maciej Ferek. Jak Pan to skomentuje?
Bartłomiej Przymusiński: Dwa lata temu, gdy jako środowisko wieszaliśmy w Polsce plakaty i puszczaliśmy na telebimach hasło: „Żądamy przywrócenia do orzekania zawieszonych sędziów”, postulat ten był postrzegany jako nierealny. Dzisiaj zaś udało się ten cel osiągnąć, co jest sukcesem społeczeństwa obywatelskiego i niezależnych sądów.
Nie mam wątpliwości, że decyzja dotycząca przywrócenia Macieja Ferka, jak i pozostałych sędziów, miała podłoże polityczne, gdyż jest to jeden z elementów podlegających ocenie Komisji Europejskiej. Nadal nie ma niezależnego sądownictwa dyscyplinarnego, ale pokazaliśmy, że presja ma sens, bo władza musiała się cofnąć.
Powiedział Pan, jak wyglądał odbiór społeczny postulatu środowiska sędziowskiego, którym było przywrócenie do orzekania zawieszonych sędziów. Dlaczego w Pana ocenie wielu sądziło, że jest on nierealny?
Władza w wielu swoich działaniach pokazywała, że jest zdeterminowana i potrafi być monolitem. Mimo to, społeczeństwo i środowisko prawnicze korzystały z dostępnych środków w celu wywierania presji, która przyniosła rezultat.
Obecnie władza dostosowała się do nowych okoliczności i nęka niezależnych sędziów czy prokuratorów, działając w szarej strefie prawa poprzez przenoszenie do innego wydziału czy też do innego sądu, żeby ograniczać ich możliwości walki o praworządność. To pokazuje, że represje nadal trwają, ale mają inną formę.
Powiedział Pan o innych formach nękania niezawisłych sędziów. Najlepszym tego przykładem jest sędzia Juszczyszyn, który został przywrócony i skierowany do pracy na innym wydziale. Co, w Pana ocenie, w takiej sytuacji może zrobić społeczeństwo, ale też i sędziowie, żeby przywróceni sędziowie pracowali w tych wydziałach, w których pracowali przed zawieszeniem?
Dopóki Zbigniew Ziobro będzie ministrem sprawiedliwości, nie będzie to proste.
Już teraz sędziowie czy obywatele wygrywają postępowania przed ETPCz. Zapadają też orzeczenia polskich sądów, które nakazują przywrócenie sędziów do pracy w wydziałach sprzed zawieszenia. Jako przykład można podać sprawę sędziego Juszczyszyna, który miał orzeczenie sądu pracy.
Jednak, mimo prawomocnego wyroku, Maciej Nawacki nie dopuścił Pawła Juszczyszyna do orzekania, tylko skierował go do wydziału rodzinnego. To pokazuje, że realizacja orzeczeń jest trudna ze względu na resort sprawiedliwości i jego nominatów, gdyż neo-sędziowie powołani na wysokie stanowiska w sądach powszechnych za wszelką cenę będą chcieli utrzymać obecny układ rządzący, któremu zawdzięczają swoją pozycję zawodową.
Powiedział Pan, że obecne represje wobec sędziów obywatele zawdzięczają Zbigniewowi Ziobrze i jego najbliższemu otoczeniu. Co po odsunięciu Zjednoczonej Prawicy od władzy trzeba będzie zrobić, żeby sędziowie wrócili do swoich wydziałów, w których orzekali przed zawieszeniem?
Na pewno w sądach powszechnych i instytucjach państwach trzeba będzie usunąć ze stanowisk nominatów koalicji rządzącej, którzy sprzeniewierzyli się ślubowaniu sędziowskiemu. Będzie to wymagało radykalnych działań i powrotu tych osób na stanowiska, które pełniły przed 2015 rokiem.
Powiedział Pan, że nominatów władzy trzeba będzie rozliczyć. Jak długi i skomplikowany będzie to proces?
Trudno powiedzieć, bo należy przyśpieszyć pracę sądów powszechnych, w tym sądów dyscyplinarnych, czego nie udało się dokonać Zbigniewowi Ziobrze, który mówił, że reforma przyśpieszy postępowania. Niestety do tego nie doszło, sądy działają jeszcze wolniej, w wyniku czego dochodzi do skandalicznych sytuacji, ponieważ przedłużają się również postępowania dyscyplinarne. Skutkiem tego jest fakt, że sędziowie którzy dopuścili sie czynów zabronionych, nadal pracują w zawodzie. Prokurator Generalny jest zaś twarzą tych zmian.
Jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że zawieszenia, jak i przywrócenia, dokonał organ, który jest niezgodny z prawem krajowym jak i europejskim, to czy w Pana ocenie decyzja w sprawie sędziego Ferka została wydana zgodnie z przepisami?
Funkcjonowanie Izby Odpowiedzialności Zawodowej, która zdecydowała o powrocie sędziego Ferka do pracy, jest niezgodne z prawem. Jednak należy przypomnieć o faktach. Jeśli sędzia Ferek nie został w sposób prawidłowy odsunięty od orzekania, to teraz nie patrzymy, czy przywrócenie sędziego ma umocowanie w prawie. Tylko czy sędzia będzie mógł faktycznie wrócić do swojej pracy i orzekać.
Czy nie obawia się Pan, że sędziemu Ferkowi, przełożeni mogą utrudniać powrót do pracy, tak samo, jak miało to miejsce w przypadku sędziów Tulei i Juszczyszyna?
Nie jest to wykluczone i nie będą zaskoczony, jeśli do takich działań dojdzie. Jednak należy powiedzieć, że przywrócenie sędziów jest pewnym rodzajem teatrem dla instytucji europejskich, którym władza chce pokazać, że wartości demokratyczne coś dla niej znaczą.
Fakt, że władza musiała zrezygnować z postępowania dyscyplinarnego, nie oznacza, że nie jest ona w stanie dalej realizować swoich celów w sądownictwie, w sytuacji, gdy w sądach powszechnych jest już ponad 2000 neo-sędziów, którzy znaleźli się tam dzięki zmianom w prawie Zjednoczonej Prawicy. To zaś pokazuje, że społeczeństwo, któremu zależy na standardach państwa demokratycznego i praworządności, musi zrobić wszystko, żeby trójpodział władzy został odbudowany od fundamentów.
Powiedział Pan, że przywracanie sędziów do orzekania to gra rządzących dla instytucji europejskich. Jak Pan sądzi, czy Unia Europejska da sobie zamydlić oczy tym spektaklem?
Mam nadzieje, że nie, bo organizacje prawnicze robią dużo, żeby działania władzy wobec sędziów pokazywać. Jako Iustitia opiszemy wszystkie tego rodzaju represje w raporcie w celu pokazania instytucjom europejskim sytuacji w Polsce. Natomiast jaka będzie reakcja polityków europejskich, to trudno powiedzieć.
Do orzekania wrócili wszyscy sędziowie, którzy zostali odsunięci od orzekania w wyniku decyzji Izby Dyscyplinarnej. Jaka może być reakcja instytucji europejskich?
Jednym z kamieni milowych jest istnienie niezależnego sądownictwa i mającego umocowanie w prawie sądownictwa dyscyplinarnego. Takiego zaś Polska nie ma, gdyż rządzący nie uchwalili odpowiedniej ustawy.
Odpowiadając na Pana pytanie, to przywrócenie wszystkich sędziów do orzekania jest istotnym ruchem, ale nie wypełnia on kamienia milowego, gdyż Izba Odpowiedzialności Zawodowej, nadal funkcjonuje.
Czy nie obawia się Pan scenariusza, że po uzyskaniu przez rząd pieniędzy z KPO, sędziowie mogą ponownie być odsuwani od orzekania?
Kamienie milowe w sposób istotny powiązane są z wykonaniem postanowienia zabezpieczającego TSUE, które dotyczy sądownictwa dyscyplinarnego. W mojej ocenie, jeśli Unia Europejska nie będzie miała gwarancji, że władza w Polsce nie ma już wpływu na sądownictwo dyscyplinarne, to do tego momentu nie uruchomi środków z KPO.
Niewykluczone też, że może dojść do pewnego rozdźwięku w stanowisku między Komisją Europejską a TSUE. Jeśli do takiego scenariusza by doszło, to wówczas zostałby podważony prestiż tych instytucji. Byłoby tak, gdyby Komisja Europejska zdecydowałaby się wypłacić Polsce środki z KPO, mimo innego zdania TSUE co do wykonania zabezpieczenia. Mam jednak nadzieję, że do tego nie dojdzie.
Polska do tej pory nie otrzymała pieniędzy z KPO, gdyż nie zrealizowała tzw. kamieni milowych. Oprócz tego są nakładane olbrzymie kary za funkcjonowanie Izby Odpowiedzialności Zawodowej. Jak Pan sądzi, czy rząd zrealizuje kamienie milowe, żeby Polska mogła dostać fundusze z KPO?
Wątpię, gdyż po stronie rządu nie widzę woli politycznej w tej kwestii. Ustawa, która jest obecnie w Trybunale Julii Przyłębskiej, nie rozwiązuje problemu, a to pokazuje, że rząd będzie tkwił w obecnej sytuacji, jeszcze przez długi czas. Odczują to obywatele, gdyż do tej pory za Izbę Odpowiedzialności Zawodowej, kara nałożona na Polskę wynosi już ponad pół miliarda euro.
Należy powiedzieć wprost, że Zjednoczona Prawica poprzez swoje działania pozwoliła na to, żeby Prokurator Generalny wrzucił tą kwotę do pieca, żeby realizować swój interes polityczny kosztem obywateli i kraju.
Wkrótce wybory parlamentarne. Jak trudnym wyzwaniem będzie przywrócenie praworządności po rządach Zjednoczonej Prawicy?
W interesie praworządności, ale też polskiej racji stanu, jest porozumienie ponad podziałami, żeby standardy państwa demokratycznego zostały w Polsce przywrócone. Jak i również pokazanie wizji, że krytykowanie władzy, czy też jej wyśmiewanie, nie będzie karane przez sędziego, który po wydaniu orzeczenia po myśli władzy, w zamian za to dostanie awans lub inną nagrodę.
W mojej ocenie mało jest istotny fakt, które z ugrupowań opozycyjnych zajmie się tym zadaniem. Ponieważ takie same prawa do niezawisłego sądu ma mieć każdy obywatel i nie ma znaczenia, jakie ma sympatie polityczne.
Powiedział Pan, że obywatele mają mieć zagwarantowane prawo do niezawisłego i niezależnego wymiaru sprawiedliwości. Jednak, jeśli weźmie się pod uwagę, jakie możliwości daje obecny system, to czy nie obawia się Pan, że może on zostać zachowany przez przyszłą ekipę rządzącą?
Takie ryzyko istnieje, ale wówczas, jako sędziowie również będziemy walczyć o niezależne sądownictwo i nie ma znaczenia, kto po najbliższych wyborach będzie sprawował władzę.
Bardzo dziękuję za rozmowę.