PiS-owcy krzyczeli, Giertych wszedł na mównicę i wywołał prezesa. „Wuja nie szanują”

Awantura w Sejmie! Gdy na mównicy pojawił się Roman Giertych, posłowie PiS zaczęli krzyczeć. Mecenas od razu zwrócił się do Jarosława Kaczyńskiego. I się zaczęło.

Awantura z Bąkiewiczem w tle

Środowa awantura w Sejmie rozpoczęła się od wizyty na mównicy Janusza Kowalskiego. Były poseł PiS mówił m.in., że Roman Giertych jest milionerem (a nawet jeśli, to co?), a Witolda Zembaczyńskiego nazwał „panem naleśnikiem”. Emocje sięgały zenitu, a po Kowalskim na mównicy pojawił się Roman Giertych przy okrzykach polityków PiS. I wtedy dopiero zaczął się show.

Panie pośle Czarnek, poziom świrowatości, który osiągnęliście, wskazując na to, że pan Bąkiewicz i jego banda, którą popieracie, to jest coś podobnego do walki narodowowyzwoleńczej w czasie drugiej wojny światowej — powiedział mecenas. — Wie pan, kto walczył z Niemcami? Wanda Traczyk-Stawska, która powiedziała do Bąkiewicza: „milcz, chamie”, „milcz głupcze”. To powiedziała ta, która realnie z Niemcami walczyła — dodawał.

Cały czas przemówienie Romana Giertycha zakłócali Antoni Macierewicz i Przemysław Czarnek. Wtedy polityk KO zwrócił się do samego prezesa i nawiązał do pewnych koligacji rodzinnych. – Jarku, uspokój ty swoją gawiedź, bo już ci mówiłem — jak wuja nie szanują, to i ciebie nie uszanują — przestrzegał Kaczyńskiego.

Mów mi wuju

Mecenas odniósł się do spięcia z Jarosławem Kaczyńskim z ubiegłego roku, które wywołało lawinę komentarzy. Zamieszanie z kwietnia 2025 r. zaczęło się do wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS wparował na mównicę sejmową i wygłosił mowę, obrażającą Romana Giertycha. Kaczyński nazwał posła KO „sadystą”. Lider PiS zaapelował o zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu, które miałoby omówić „co oznacza humanitaryzm w demokracji walczącej”. Nawiązał oczywiście do śmierci Barbary Skrzypek.

– Mamy do czynienia z doprowadzeniem do śmierci Barbary Skrzypek poprzez haniebne przesłuchanie. Mamy tutaj na sali głównego sadystę — Giertycha – grzmiał Jarosław Kaczyński. – Niejakiego Giertycha, bo to jego człowiek, jego adwokat najbardziej się znęcał podczas tego przesłuchania i to jest dzisiaj sprawa naprawdę bardzo ważna – mówił przy akompaniamencie oklasków ze strony swoich popleczników.

Później na mównicę wszedł wywołany do tablicy Roman Giertych. Gdy Kaczyński zobaczył, że mecenas zajmuje miejsce, ruszył w jego stronę i stanął obok niego. – Zostałem nazwany sadystą przez pana Jarosława Kaczyńskiego. Jarku, siadaj spokojnie, uspokój się – rzucił w stronę lidera PiS Giertych. To mocno zdenerwowało prezesa. — Nie jestem z tobą na „ty” łobuzie! – krzyknął oburzony lider PiS.

– Nie jestem z panem, panie Kaczyński po imieniu – odparł więc Giertych. – Badacze genealogii wykazali natomiast, że jestem wujkiem pana Kaczyńskiego. Mów mi wuju, Jarku – stwierdził nagle mecenas.

O Bąkiewiczu jeszcze długo będzie głośno

Wracają do teraźniejszości. W środę w Sejmie debatowano m.in. na temat berlińskiej akcji Roberta Bąkiewicza. Bąkiewicz i jego Ruch Obrony Granic odwiedzili we wtorek Berlin. Przynieśli duży krzyż, który chcieli umieścić przed głazem–pomnikiem upamiętniającym polskie ofiary II wojny światowej. Na miejscu pojawiła się niemiecka policja, która wyjaśniła narodowcom, że nie zgłosili wcześniej manifestacji. Funkcjonariusze wyjaśnili, co grupa może robić, a co jest zabronione. Co istotne, instrukcje policji tłumaczono na język polski. Tak więc policja tłumaczyła, Bąkiewicz słuchał. A potem zrobił to, co chciał.

Skończyło się płaczem na antenie Republiki, czerwonym noskiem, który był efektem skutecznej akcji niemieckiej policji. Mówiąc w skrócie: pajace z Ruchu Obrony Granic zostali rozgonienie i zatrzymani.

Źródło: Fakt.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *