Polityka i społeczeństwo

Zdesperowany Macierewicz na tropie kolejnego spisku. Karygodne oskarżenia szefa MON

Antoni Macierewicz dokonał właśnie spektakularnej w poziomie manipulacji i oszczerstw próby odwrócenia uwagi od problemów, z jakimi zmaga się w kierowaniu Ministerstwem Obrony. Zamówienie patriotów, których cenę Amerykanie wywindowali do niebotycznego poziomu w pierwszej fazie 38 mld zł, a całego projektu do około 70 mld zł jest tematem, który MON chciałby jak najszybciej zamieść pod dywan. Z tego powodu Macierewicz sięgnął po najcięższą amunicję ze swojego arsenału teorii spiskowych. Minister w wywiadzie dla Gazety Polskiej ujawnił bowiem istnienie swoistego państwa w państwie w strukturach MON, tajnej grupy wojskowych wywodzących się z komunistycznej bezpieki, która w interesie Kremla od 25 lat trzyma w ręku stery polskiej armii. Ta mityczna grupa trzymająca władzę została nazwana “złotym funduszem” i jest ona pokłosiem umowy między gen. Jaruzelskim a Michaiłem Gorbaczowem, którego generał zapewnił, “że jeśli chodzi o polską armię, to on na pokolenia zabezpieczył dominację środowisk związanych ze Związkiem Sowieckim”.

To nie destabilizacja struktur wojska przez Macierewicza, a środowisko “złotego funduszu” stoi za “buntem generałów”, gdy z armii masowo odchodzili wysocy stopniem dowódcy. Macierewicz okazuje im pogardę nazywając sprawę “odejściem kilku generałów współodpowiedzialnych za osłabianie polskiej armii”. Rozpoczęta wówczas szeroka krytyka MON zostaje nazwana atakiem medialnym, także motywowanym przez tą tajemniczą siłę w armii.

Czym jest złoty fundusz? Szef MON spieszy z odpowiedzią:
“To byli młodzi ludzie, wyselekcjonowani na początku lat 80. z całej kadry oficerskiej, jako ci, którzy będą w przyszłości dowodzili polską armią. Wojsko miało czuwać nad ich rozwojem i przygotowaniem do roli dowódców”

Oficjalnie omawiany Fundusz Przyspieszonego Rozwoju zyskał przydomek “złoty”, wg ministra, przez wzgląd “na przywileje finansowe, możliwości wszechstronnego szkolenia i zapewnionej drogi awansu”.

I w tym momencie dochodzimy do kolejnej interesującej zagrywki ministra. Mieliśmy już spiek i układ, który uzasadnia czystki personalne w wojsku, uświadczyliśmy kozła ofiarnego wszystkich niepowodzeń ministra. Macierewicz jednak nie poprzestał na powyższym i postanowił powiązać opozycję z PRL-owska bezpieką. W wywiadzie pada zdanie, że Fundusz Przyspieszonego Rozwoju próbował reaktywować minister Tomasz Siemoniak. W domyśle zatem jeden z czołowych polityków PO był w zmowie z realizującą interesy Kremla grupą w armii. Zastanawia jednak to, że mimo całej potęgi połączonych sił Platformy Obywatelskiej i ludzi złotego funduszu, to ostatecznie nie udało się funduszu reaktywować. Czyżby nawet w wizji Antoniego Macierewicza wróg okazywał się być równocześnie nadzwyczaj silny, ale równocześnie słaby, do całkowitego pokonania? Taki absurd retoryki nie dziwi, ponieważ wywodzi się on z arkanów sztuki manipulacji, która historycznie zyskała taką popularność wśród reżimów pierwszej połowy XX wieku, że znalazła się wśród 14 cech faszyzmu Umberto Eco.

Jednak to nie koniec. Szef MON próbuje połączyć ze sobą bezpiekę z byłym prezydentem Bronisławem Komorowskim. Odnośnie buntu generałów padły bowiem słowa:

“I nikt nie czuje się zażenowany tym, że chodzi o funkcjonariuszy wojskowej bezpieki, i tych, którzy bili czołem przed gen. Stanisławem Koziejem czy prezydentem Bronisławem Komorowskim. Robili to wówczas, gdy milczenie gen. Mieczysława Cieniucha, dowodzącego “grupą wsparcia” dla ekspertów pracujących w Smoleńsku, pomagało upowszechniać kłamstwo smoleńskie. Robili to także wówczas, gdy na kilka miesięcy przed agresją rosyjską na Ukrainę Bronisław Komorowski ogłaszał doktrynę, że przez dwadzieścia lat nie będzie wojny w Europie, a Rosja nam nie zagrozi”.

Połączenie prezydenta i generałów ze sprawą Smoleńska i wojny na Ukrainie nie jest przypadkowe. Sumarycznie ma bowiem powstać wizerunek upadłej elity, która realizuje destrukcyjną dla obronności państwa politykę. Służą temu także kolejne słowa, które prowadzą dalszą militaryzację katastrofy smoleńskiej: ofiary nie zginęły, a poległy, nie pasażerowie, a towarzysze broni. Prawie jak gdyby 10.04.2010 rok wybuchła wojna, z której sobie po prostu nie zdaliśmy sprawy.
“Wówczas nie mieli odwagi ani bronić swoich towarzyszy broni leżących w błocie smoleńskim, ani Polaków skazywanych na bezradność wobec Rosji.”

Cały wywiad wskazuje na duży poziom desperacji ministra, co znajduje  odzwierciedlenie w wyrazach żalu wobec własnego środowiska:

“Niestety, ze strony środowisk patriotycznych, ze strony obozu dobrej zmiany zakres przeciwstawienia się temu atakowi jest niewielki”.

Antoni Macierewicz czuje się niepewny swojego stanowiska w obliczu wiszącej w powietrzu niczym miecz Damoklesa rekonstrukcji rządu. Odwrócenie uwagi, dotarcie z mocnym przekazem do wyborców, pokazanie swojej użyteczności i niezbędności w sekciarskiej części elektoratu PiS to najwyraźniej próba wysłania sygnału, że cena za odwołanie go z funkcji może być dla obozu władzy wysoka. Jednak za takiego rodzaju manipulacje minister powinien ponieść odpowiedzialność. Bezkarne szkalowanie dobrego imienia tak wielu osób nie może być akceptowane. Jeśli w wojsku istnieje faktycznie spisek, to opinia publiczna chętnie zobaczy dowody. W przeciwnym razie Macierewicz idzie drogą Witolda Waszczykowskiego, który mówił o nielegalności wyboru Donalda Tuska na podstawie nieistniejących ekspertyz. Wyrok sądu ostudził jednak boleśnie szefa MSZ, teraz najwyraźniej nadszedł czas na Antoniego Macierewicza.

Źródło: interia.pl

fot. flickr/KPMR

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie