Polityka i społeczeństwo

Z dwojga złego, lepszy Trump. Co sprawiło, że wygrał?

To była emocjonująca, długa noc. Niczym w bokserskiej walce o mistrzostwo świata, batalia między kandydatami była zażarta, aż do samego końca. Dzisiejsze zwycięstwo Donalda Trumpa przejdzie do historii. Kandydat republikanów, mimo że przeciwko niemu stanęli celebryci, czołowe gwiazdy mediów, a badania opinii publicznej wskazywały na jego porażkę, udowodnił, że w polityce wszystko jest możliwe, bo głosują ludzie, a nie sondaże. Amerykańscy wyborcy okazali się nie być tak podatni na przekaz autorytetów, jak mogłoby się wydawać, ale przecież ta wolność i nieprzewidywalność myślenia jest istotą demokracji.   

Obserwatorzy nie dawali mu zbyt wielu szans. Jednak dzisiejszej nocy, kiedy zaczęły spływać pierwsze wyniki, okazało się, że Trump idzie z Clinton łeb w łeb. Potem było już tylko goręcej. Po 3.00 czasu polskiego wydawało się, że zaczyna prowadzić Clinton, jednak kolejne wyniki wysunęły Trumpa na prowadzenie. Po zwycięstwie w Kalifornii, Clinton co prawda odzyskała przewagę 190 do 186 głosów elektorskich, ale wyniki z uważanej za kluczową Florydy, przechyliły szalę na stronę Trumpa (216 do 209). Po zwycięstwie w Iowa było juz 238 do 209 i Trump coraz pewniejszym krokiem zaczął zbliżać się do magicznego progu 270 głosów, dających wygraną. Cały świat patrzył na Amerykę, a zdobywanie przez Trumpa jeden po drugim, kolejnych stanów, wprawiło pewnych zwycięstwa zwolenników Clinton w osłupienie. Po 7 rano czasu polskiego, kandydat republikanów prowadził już z 254 głosami, a w sztabie demokratów zaczęła gasnąć ostatnia nadzieja. Trumpowi udało się wygrać w kilku wahających się stanach, takich jak wymieniona Floryda i Ohio. Co więcej, na Trumpa zagłosowały także Północna Karolina, czy Luizjana, które miały przypaść Hillary Clinton.

Dlaczego Ameryka wybrała Trumpa?

Choć dla wielu polskich obserwatorów Donald Trump to ekscentryczny miliarder, z ego wielkości budowanych przez niego wieżowców i jeszcze większej  ignorancji w powszechnie zarzucanej mu ksenofobii, czy pogardzie dla kobiet, to jednak nie można lekceważyć tego, co dla swoich wyborców reprezentuje prezydent elekt.

Trump ze swoim hasłem “Make America Great Again” stał się symbolem walki o Amerykę, która ma pewne i stabilne miejsce w świecie. Wielu Amerykanów miało poczucie, że z każdym rokiem sytuacja kraju zmienia się na gorsze. Terroryzm, stojące w miejscu płace, bezrobocie, czy rosnąca potęga Chin i Rosji wywołały u wielu we frustrację.

Trump swoją retoryką przekonał w znacznej mierze Amerykanów w średnim wieku, zwłaszcza pochodzenia europejskiego oraz osoby starsze, ludzi dla których złotym okresem była Ameryka lat 80-tych, kiedy silnym prezydentem-kowbojem był Ronald Regan, gospodarka kwitła, a wrogowie drżeli przed Stanami Zjednoczonymi.

Co więcej, zwycięstwo Trumpa to także żółta kartka dla wszechobecnego systemu poprawności politycznej. Wprawdzie wielu polityków, pod płaszczykiem walki z poprawnością przemyca bezkarność do obrażania innych, ale nie można odmówić Amerykanom, że narasta na świecie problem mediów, które już nie informują, ale propagują, prezentując tylko informacje pasujące do ich własnej wizji świata.

Jednym z takich obszarów mocnej, jednostronnej retoryki była medialna agitacja na rzecz imigrantów. Choć samo założenie szacunku i otwartości na drugiego człowieka jest godne pochwały, to jednak nie usprawiedliwia ukrywania niewygodnych faktów, co często robiono w strachu przed ksenofobią.

Tymczasem wielu Amerykanów czuło się coraz bardziej obco we własnym kraju, gdzie częściej zamiast po angielsku mówi się po hiszpańsku. Można powiedzieć, że po zbyt daleko idącym odchyleniu społecznego barometru w jedna stronę, naturalna była reakcja wielu obywateli w stronę zupełnie przeciwną.

Przed wyborami, wielu obserwatorów wróżyło zwycięstwo Clinton. Kandydatkę demokratów reprezentowała stabilność. Mając wieloletnie doświadczenie uważała na słowa, przez co stawiała się w roli przewidywalnego przywódcy w porównaniu do Donalda Trumpa. Właśnie dlatego, mimo licznych skandali, wydawała się wielu obywatelom rozsądniejszym wyborem. Co więcej, Clinton miała silne poparcie mniejszości, a większość komentujących nie wierzyła, że da się odnieść zwycięstwo bez przypodobywania się Afroamerykanom i Latynosom. Było to wręcz starcie Ameryki konserwatywnej z Ameryką wielokulturową.

Clinton była jednak obciążona licznymi skandalami, od historii z kasowaniem maili, przez oskarżenia o kupowanie decyzji, wpłaty na Fundację Clintonów, aż po odpowiedzialność za wojnę w Libii. Była zatem dla wielu symbolem systemu, który nie działa, przez co paradoksalnie wiele wskazuje na to, że republikanin obrażający ludzi na prawo i lewo był w tej sytuacji mniejszym złem

Można powiedzieć, że wynik wyborów nie odpowiada temu, kim jest Donald Trump, ale temu kim Amerykanie chcą by był. Mur na granicy z Meksykiem może nigdy nie powstać, imigranci mogą nie zostać deportowani, a amerykańska  polityka zagraniczna może pójść w różnych kierunkach, ale te wybory już zmieniły Stany Zjednoczone, ponieważ pokazały obywatelom, że wszystko jest możliwe, choćby inni mówili, że jest inaczej. Demokracja do rozwoju potrzebuje, by obywatele czuli, że ich głos ma znaczenie. Wczorajsze wybory takie przeświadczenie u Amerykanów bez wątpienia wzmocnią, niezależnie od tego jakim prezydentem okaże się Donald Trump.

fot. www.independent.co.uk

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Piotr Lipiński

Absolwent Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. W wolnym czasie działacz pozarządowy. Interesuje się polityką i ekonomią.

Facebook

Facebook By Weblizar Powered By Weblizar

Media Tygodnia

Ładowanie