Polityka i społeczeństwo

Wraca temat wypadku Beaty Szydło. Kierowcy Seicento grozi do 3 lat więzienia

Wszyscy pamiętamy wypadek byłej już premier Beaty Szydło z lutego zeszłego roku, kiedy to wracając do domu w kolumnie rządowych limuzyn doszło do kolizji z Fiatem Seicento, prowadzonym przez 21 letniego Sebastiana K, a następnie do uderzenia rządowej limuzyny w drzewo. W wyniku zdarzenia premier Szydło oraz dwóch funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu trafiło do szpitala. Nieco ponad miesiąc temu pisaliśmy na łamach naszego portalu o oburzających kulisach śledztwa, jakie toczy się w tej sprawie.

Sprawa pozornie banalnego wypadku drogowego urosła do gigantycznych rozmiarów, prowadzona jest przez trzech prokuratorów i po raz kolejny przedłużono termin jej zakończenia. Przesłuchano dziesiątki świadków, niektórych po wiele razy, często z udziałem psychologa badając ich poczytalność. Jak widać zespół śledczych musi mieć bardzo duży problem z ich zeznaniami – według doniesień tygodnika może chodzić o osoby, które wychodząc z klubu dla niepijących alkoholików zeznawali, że kolumna rządowa nie korzystała z sygnałów dźwiękowych. Nic dziwnego – ta kwestia ma kluczowe znaczenie dla określenia ostatecznej odpowiedzialności za wydarzenie. Jeśli bowiem kolumna jechała “na cicho”, jak ponoć często miała w zwyczaju, to winę ponoszą funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu, a nie młody kierowca seicento, którego niektórzy politycy PiS skazali już kilka godzin po wydarzeniu.

Tymczasem, jak donoszą reporterzy RMF FM, udało im się dotrzeć do opinii biegłych którzy zrekonstruowali zdarzenie z Oświęcimia. Ku zaskoczeniu wszystkich, okazuje się, że do zbadania okoliczności wypadku wystarczyły głównie zapisy monitoringu (na którym przecież nie ma dźwięku). Zdaniem biegłych kierowca fiata na widok uprzywilejowanego samochodu zjechał do prawego krawężnika i zatrzymał się. Gdy ten samochód go minął, włączył się do ruchu i wtedy uderzyła w niego limuzyna Beaty Szydło. Przy tym manewrze wymagane jest upewnienie się, czy droga jest wolna i nie ma znaczenia, czy nadjeżdżający pojazd jest uprzywilejowany. To zdaniem biegłych wynika wprost z przepisów o ruchu drogowym.

Zdaniem biegłych limuzyna jechała mniej więcej 55 kilometrów na godzinę. Jej kierowca zaczął hamowanie, trafił na studzienkę w jezdni – co utrudniło manewr. Biegli wyliczyli, że funkcjonariusz na reakcję miał sekundę. Po uderzeniu w fiata, pancerna limuzyna wjechała w drzewo z prędkością 30 kilometrów na godzinę.

Nie wszyscy pamiętają, że zaraz po wydarzeniu strażacy bardzo pieczołowicie i możliwie najszybciej starali się zasłonić mocno rozbity przód rządowego Audi. Zbyt mocno jak na uderzenie z tak niską jednak prędkością.

Fot. TVN 24

Co do kwestii ekspertów badających okoliczności wypadku byłej premier również pojawiały się kontrowersje. Jednym z prokuratorów, który zajmuje się sprawą, jest prokurator Maria Zębala. Biegłym Instytutu Ekspertyz Sądowych jest natomiast jej mąż Jakub. Wielu prawników wprost komentuje, że to złamanie wszelkich zasad, a prokurator albo powinna się wyłączyć od tej sprawy, albo podziękować mężowi za współpracę w tej sprawie. Nic jednak takiego się nie stało.

Co ujawniona opinia biegłych oznacza dla kierującego Seicento Sebastiana K.? Art. 177 k.k. stanowi, że jeżeli sprawca działając nieumyślnie spowodował wypadek komunikacyjny, w wyniku którego u pokrzywdzonego doszło do naruszenia czynności narządu ciała lub rozstroju zdrowia powyżej 7 dni, wówczas grozi mu za to kara pozbawienia wolności do lat 3. Prokuratura ogłosiła, że śledztwo zakończy się za miesiąc, czyli akt oskarżenia musi już być na ukończeniu.

Źródło: RMF FM

fot. flickr/KPRM

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media - wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie