Polityka i społeczeństwo

Wojna w Syrii, czego staramy się nie widzieć?

Zdjęcie chłopca wydobytego spod gruzów syryjskiego Aleppo obiegło cały świat. Wywołało falę społecznego potępienia dla działań Rosji w Syrii i reżimu Baszszara al-Asada. Po wyrazach oburzenia, historie dzieci z Aleppo stały się kolejnym argumentem w europejskiej debacie o przyjmowaniu uchodźców.

Wojna w Syrii trwa szósty rok, jednak do czasu kryzysu uchodźców nikt w Europie nie przywiązywał do niej większej wagi. Wraz z exodusem setek tysięcy osób z Syrii oraz podążającą z nimi jeszcze większą fala ludzi, którzy uciekali nie przed wojną, ale po prostu biedą, Syria przebiła się do serwisów informacyjnych. Niestety uwaga mediów bywa przelotna i bardzo powierzchowna, więc i dyskusja zeszła szybko na rozważania, czy przyjmować w Europie uchodźców, czy też nie.

Od wielu miesięcy Europa pogrążona jest w paraliżu decyzyjnym i debacie, która tak naprawdę całkowicie omija sedno problemu.

Podstawowa prawda jest taka, że nie ma uchodźców bez wojny. Żaden człowiek nie chce żyć w strachu przed bombami, czy uciekać ze swojego kraju i tułać się po obozach. Jakkolwiek nie spojrzymy na tę sprawę, to ilość ludzi, którzy zostali w Syrii, Libii i innych pogrążonych w chaosie krajach jest wielokrotnie większa, niż liczba tych, którzy dopłynęli do brzegów Europy. Dlaczego zatem tak dużo miejsca poświęcamy tym, którzy do nas zapukali, a o tych, którzy wciąż żyją w cieniu bomb zapominamy?

Europejska debata wygląda jakby na przyjęciu uchodźców cały problem miałby się zakończyć. Zapominamy, że realia wojny są brutalne, a do Europy nie docierają często Ci, których konflikt dotknął najbardziej, ale Ci, którzy są wystarczająco zamożni. Ludzie, którzy stracili majątek całego życia nie mają środków na opłacenie przemytników, w swojej nędzy są skazani na wegetację w gruzach własnego kraju, albo przeludnionych obozach dla uchodźców Libanu i Jordanii. Ich losem świat się nie przejmuje.

Co więcej, nikt nie zwraca uwagi na los mniejszości religijnych. W  Syrii przed wojną sunniccy muzułmanie (dominujący odłam islamu) stanowili 74 % ludności, istniały duże mniejszości chrześcijańskie (10%) oraz 8% alawitów (wraz z innymi odłamami szyitów 13%). Jeśli przyjrzymy się uchodźcom w Europie, to są w miażdżącej większości sunnici. Skąd ta dysproporcja?

Warto zwrócić uwagę, że od wybuchu wojny to chrześcijanie i alawici spotkali się z licznymi atakami terroru, a na terenach pod kontrolą opozycji dochodziło często do egzekucji na tle religijnym. Spodziewalibyśmy się, że powinno być dużo uchodźców z tych grup.

Przyczyn takiej sytuacji jest kilka, jedną z nich jest bezpieczeństwo. Uchodźcy z jednej strony szukają w Europie schronienia, ale równocześnie bywają bardzo okrutni wobec pobratymców. Gwałty, kradzieże, morderstwa nie są wcale rzadkością. Do mediów dotarło nawet kilka historii o tym jak uchodźcy wyrzucali z łodzi na Morzu Śródziemnym swoich towarzyszy chrześcijan.

Jeśli już widzimy Syrię w mediach to w kontekście nalotów rosyjskich, złego reżimu w Damaszku i dobrej opozycji. Niestety, sytuacja w tym kraju nie jest taka prosta, nie ma dobrych i złych, każdy ma swoje egoistyczne interesy. Warto zwrócić uwagę, że za rządów Baszara al-Assada Syria była krajem o dość dużej wolności religijnej. Sam syryjski reżim wywodzi się z alawitów, którzy są jedną z mniejszości religijnych. Przez wiele lat traktowani byli jako obywatele gorszej kategorii i jako tacy służyli licznie w armii, co umożliwiło im w końcu dokonanie przewrotu. Obecny konflikt ma podwójne oblicze, poza sporem natury politycznej jest równocześnie w pewnym sensie wojną religijną, ponieważ syryjski reżim ma bardzo silne poparcie wśród mniejszości religijnych, które szukają w nim nadziei na zapewnienie swojego bezpieczeństwa.

Powinno zastanowić nas, co się stanie z syryjskimi chrześcijankami, jeśli radykalne ugrupowania opozycyjne wygrają wojnę. Przykład daje nam sąsiedni Irak W wyniku amerykańskiej interwencji i destabilizacji regionu, tamtejsi chrześcijanie stali się celem ataków, a po inwazji państwa islamskiego doszło do ludobójstwa, które nie spotkało się z większą reakcją świata zachodniego.

Demokratyczne i rozsądne siły opozycyjne już od dawna są w mniejszości, a wojnę zdominowały ugrupowania radykalne, z których jedno z najsilniejszych to Front Al-Nusra, który wywodzi się wprost z Al-Kaidy.

Mimo to w mediach ciągle trwa gloryfikacja opozycji i całkowicie pomija się zbrodnie dokonywane przez wspierane przez Stany Zjednoczone ugrupowania. Ta hipokryzja pokazuje prawdziwe oblicze konfliktu w Syrii, jako przedłużenia rywalizacji światowych mocarstw, w której życie mieszkańców żadnego z większych graczy nie interesuje.

Jeśli przyjrzymy się powiązaniom poszczególnych stron wojny, to powstanie bardzo skomplikowana układanka. Dzieje się tak, ponieważ poza rywalizacją zachodu z Rosją, Syria jest areną walki o dominację w regionie między Iranem, który wraz z reżimem Asada i Libańskim Hezbollahem od wielu lat tworzy stabilny sojusz,  a Arabią Saudyjską z drugiej strony, która dąży do prymatu w świecie muzułmańskim. W tym samym czasie ,Turcja ma w regionie swoje własne interesy. Wojna w Syrii i Iraku dała w praktyce niezależność tamtejszym Kurdom, co zagraża Turcji, którą zamieszkuje wielomilionowa mniejszość kurdyjska, obecnie w stanie otwartego zbrojnego powstania. W efekcie istnieją podejrzenia, że rząd w Ankarze wspierał przez dłuższy okres rozwój Państwa Islamskiego, które wywierało silną presję na syryjskich Kurdów.

Paradoksalnie może się okazać, że większości graczy nie jest na rękę szybkie zakończenie konfliktu, ponieważ przedłużanie wojny służy ich interesom.

W tej wielkiej hipokryzji ofiarami są jak zwykle najsłabsi. W imię interesów, za którymi idą wielkie pieniądze, naraża się na śmierć miliony ludzi. Pomimo tego, prawda jest na tyle niewygodna, a rozwiązanie konfliktu wymagałoby od zaangażowanych stron tak wielu wyrzeczeń, że wielu polityków i wpływowych ludzi woli udawać, że jedyne co ma znaczenie, to przyjmowanie lub nie przyjmowanie uchodźców, podczas gdy jest to sprawa jedynie wtórna do źródła problemu.

fot. www.aljazeera.com

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Piotr Lipiński

Absolwent Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. W wolnym czasie działacz pozarządowy. Interesuje się polityką i ekonomią.

Media Tygodnia

Ładowanie