Gospodarka

W reformie emerytalnej zapomniano o tej istotnej kwestii. Czego rząd nam nie mówi?

1 października weszła w życie niezwykle szkodliwa dla gospodarki, ale i dająca olbrzymie profity polityczne zmiana wysokości wieku emerytalnego tj. powrót do wieku 65 lat dla mężczyzn oraz 60 lat dla kobiet. Z tej okazji wczoraj media zalały dumne komunikaty premier Szydło, wicepremiera Morawieckiego czy minister Rafalskiej – ta władza pozuje na bliską ludowi i wypełniającą swoje wyborcze zobowiązania. Wbrew ekspertom rynku pracy, wbrew światowym trendom i wbrew zdrowemu rozsądkowi. Bo przecież Polak jest bardziej umęczony pracą niż jego zachodni sąsiedzi i zasługuje na daninę od państwa o wiele lat wcześniej – można wręcz dojść do wniosku, że to zachodnie gospodarki gonią polską, a nie odwrotnie.

O tym, że to jedno wielkie kłamstwo i utrzymywanie dziurawej jak ser szwajcarski szalupy tylko poprzez coraz bardziej energiczne wypompowywanie z niej wody, nikt w rządzie nie powie. A ta szalupa zatonie prędzej czy później, bo system jest skrajnie niewydolny i nie do utrzymania w dłuższym okresie. Wczoraj przedstawiciele rządu zapewniali, że budżet na 2018 rok jest przygotowany na zwiększone wydatki – wicepremier Morawiecki powiedział o dodatkowych 10 mld złotych, którymi w razie potrzeby wzmocniony zostanie ZUS, zaznaczając jednocześnie, że jeśli Polacy jednak zamiast pobierać emeryturę zdecydują się na dalszą pracę, to budżet na tym zaoszczędzi i być może aż 10 mld nie zostanie wykorzystanych. Ja pokuszę się o tezę, że 10 mld to będzie stanowczo za mało – rząd nie docenił bowiem tego, że Polacy potrafią liczyć i wyciągać wnioski. A te są oczywiste – system, który dziś obowiązuje i oferuje emerytury na poziomie ok. 60-70% ostatniej pensji, jest na skraju wyczerpania, jednak wciąż obowiązuje. Ci, którzy dziś zdecydują się złożyć wnioski o świadczenie emerytalne, niższej emerytury już nie dostaną. Stare polskie powiedzenie mówi, że lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu, dlatego lepiej dziś zarezerwować sobie jako taką emeryturę i dorabiać do wyższej kwoty, niż poczekać na rynku pracy z 2-3 lata, podczas których system może załamać się kompletnie i szanse na satysfakcjonujące świadczenie przepadnie bezpowrotnie. Wbrew przekonaniu rządu, stosującego nieustannie zasadę, że „ciemny lud to kupi”, polski lud jest zaskakująco mądry i przenikliwy, gdy chodzi o ich pieniądze.

O tym, że rząd zdaje sobie sprawę ze skrajnej niewydolności obecnego systemu emerytalnego świadczą trwające w rządzie prace nad wprowadzeniem tzw. emerytury obywatelskiej, o czym pisaliśmy kilka tygodni temu. Na poziomie rządowym już wiedzą, że obecnie obowiązujący system emerytalny trzeba za wszelką cenę dotrzymać do wyborów w 2019 roku, gwarantując emerytom możliwie najwyższe emerytury, co pozwoli im utrzymać wysokie poparcie w tej grupie społecznej. Po wyborach ci, którzy się na system niedochodowy nie załapią, obudzą się w innym, gwarantującym nie 60-70% ostatniej pensji a 30%. O tym jednak głośno nie powiedzą – lepsza jest propaganda sukcesu i podkreślanie swojej wiarygodności w realizowaniu obietnic wyborczych.

fot. flickr/KPRM

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Michał Kuczyński

Michał Kuczyński - Absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego. Z zamiłowania bloger i autor tekstów o charakterze publicystycznym. Interesuje się polityką i ekonomią. Prywatnie miłośnik piłki nożnej, muzyki rockowej i dobrego kina. Niegdyś zapalony wiolonczelista.
Zapraszam na mojego Twittera - @KuczynskiM

Facebook

Facebook By Weblizar Powered By Weblizar

Media Tygodnia

Ładowanie