Polityka i społeczeństwo

Czy śmierć Fidela Castro to początek kubańskiej wiosny?

El Comandante, jeden z ostatnich symboli komunizmu na świecie, zmarł w piątek wieczorem w wieku 90 lat. Jego prawie półwieczne rządy, które trwały od 1959 do roku 2006, zmieniły nie do poznania kubańską rzeczywistość, choć nie była to taka zmiana jakiej kubański naród oczekiwał. Mimo 10 lat nieobecności na szczytach władzy nie można zaprzeczyć, że samym swym istnieniem Fidel Castro utrzymywał w Hawanie pewien status quo, który może na naszych oczach ulec zmianie. Dla jednych zmarły przywódca pozostanie bohaterem narodowym, dla innych krwawym dyktatorem. Spora część Kubańczyków zarówno w kraju jak i na emigracji zareagowało radością na wiadomość o śmierci Castro. Pojawia się pytanie, czy tak jak parę lat temu mieszkańcy krajów arabskich, tak teraz Kubańczycy zrzucą z siebie jarzmo dyktatury i dojdzie do Kubańskiej wiosny? Czy odejście komunistycznej ikony, będzie oznaczać koniec totalitarnego reżimu? Czy też ta śmierć niczego nie zmieni?

Dla wielu rodaków Fidel podniósł Kubę z kolan. Był pierwszym przywódcą z Ameryki Łacińskiej, który potrafił przeciwstawić się USA. Hasło jego rewolucji brzmiało „Towarzysze, będziemy jedli mało, ale będziemy jedli wszyscy”. W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku taka sentencja miała potężną wymowę, zwłaszcza na największej karaibskiej wyspie. Rozłam jaki panował między elitami, a ubogim społeczeństwem był ogromy. Mieszkający w slumsach Kubańczycy mieli już dość kelnerowania w 5 gwiazdkowych amerykańskich hotelach. Castro dawał narodowi nadzieję na zmiany, jakiej nie dawał poprzedni dyktator Fulgencio Batista.

Rewolucja w pierwszych latach wydawała się wielkim sukcesem. Zmiany następowały szybko, a dzięki ich społecznemu znaczeniu Castro pozostawał popularny. W trakcie pierwszych 10 lat rządów przeprowadzono między innymi reformę rolną, która dawała ziemię bezrobotnym chłopom. W tym czasie wprowadzono również powszechne szkolnictwo oraz opiekę medyczną. Kuba uniezależniła się od USA, a dzięki współpracy ze Związkiem Radzieckim i Chinami jej znaczenie polityczne wzrosło. Nie można jednak zapominać o czarnych kartach czerwonej rewolucji, łamaniu praw człowieka i bezlitosnym rozprawianiu się ze wszelką opozycją.

Reformy społeczne, które miały przynieść poprawę sytuacji materialnej Kubańczyków nie spełniły pokładanych w nich nadziei. Poziom życia przeciętnego mieszkańca wyspy wciąż jest bardzo niski. Średnie zarobki wynoszą 25 USD miesięcznie. Tak niskie zarobki wprawiają nas w osłupienie, jednak na Kubie są standardem. Przeciętny kubański zjadacz chleba zarabia miesięcznie tyle, ile turysta w Hawanie wydaje na dwudaniowy obiad. Komunistyczne władze od lat pragną pogodzić całkowitą kontrolę nad społeczeństwem, ze sprzyjającym gospodarce kapitalizmem. Jednak w przeciwieństwie do Chińskiej Republiki Ludowej, takie próby na Kubie wciąż się nie udały. Większość mieszkańców wyspy żyje na skraju ubóstwa, a przed głodem chronią ich jedynie kartki na żywność. Nic więc dziwnego, że śmierć El Comandante odbierana jest przez jego rodaków skrajnie różnie. Jedni płaczą nad bohaterem inni radują się ze śmierci bezwzględnego dyktatora. Uliczne festyny organizowane są przez ludzi wierzących w nadejście nowego lepszego jutra, w którym ich sytuacja finansowa ulegnie poprawie.

Kubańczycy świętujący na ulicach spodziewają się nadejścia nowej ery. Jednak czy ta nowa era nastąpi? Wpływ Castro na politykę w ciągu ostatnich lat był znikomy. Obecny przywódca Kuby, Raul pozostanie prawdopodobnie kontynuatorem dzieła swego brata. Dotychczasowa administracja Białego Domu pozwoliła na lekką odwilż w relacjach Kuby z USA. Jednak idą zmiany. Bezkompromisowe oświadczenie nowego amerykańskiego prezydenta nie daje zbyt wielkich nadziei na partnerski dialog między tymi krajami. Cytując Donalda Trupa po śmierci Fidela Castro: „Dziś ze świata odchodzi brutalny dyktator, który uciskał własny naród przez blisko sześć dekad”, „Dziedzictwo Castro to plutony egzekucyjne, kradzież, niewyobrażalne cierpienie, bieda i zaprzeczenie podstawowym prawom człowieka” –  Trump dodał i podkreślił, że ma nadzieję, iż „Kubańczycy wreszcie będą żyli w wolności, na którą tak bardzo zasługują”.

Czy w słowach nowego prezydenta USA można doszukiwać się zapowiedzi odzyskania wolności przez Kubańczyków? Szczerze wątpię. Komuniści nie mają żadnych powodów do zrzekania się swej władzy. Opozycja na Kubie jest słaba, a społeczeństwo nie zna innego sposobu życia niż obecny. Stanowisko Donalda Trumpa daje małe nadzieje na pokojową reformę Kuby. Pogorszenie relacji z USA może skutkować większym otwarciem się tej karaibskiej wyspy na Chiny. Państwo środka bez wątpienia będzie zainteresowanie wzmocnieniem swoich wpływów na amerykańskim podwórku. Dopiero taki wzrost strategicznego znaczenia Kuby mógłby spowodować większe zainteresowanie wyspą ze strony USA. Obecnie jednak nic na to nie wskazuje. Podobnie było jednak przed arabską wiosną, wtedy również nic nie przepowiadało politycznych przemian. Należy pamiętać, że noc najciemniejsza jest przed świtem i zmiany następują w najmniej oczekiwanym momencie. Obecnie klucz do wolności Kuby znajduje się w rękach kubańskiego narodu i to od niego zależy czy coś z nim zrobi.

fot.dailymail.co.uk

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Łukasz Buczek

Facebook

Facebook By Weblizar Powered By Weblizar

Media Tygodnia

Ładowanie