Gospodarka

Rządzący nie odrobili tej prostej lekcji. Konsekwencje mogą być bolesne

Dyscyplina finansów publicznych jest wielkim wyzwaniem dla każdego rządu. Przez lata na całym świecie panowała moda na coraz większe zadłużanie się, co przyczyniło się do wybuchu wielkiego kryzysu finansowego, który osłabił światowy wzrost gospodarczy na całe lata. Od tamtego czasu jednak coś się zmieniło. Coraz więcej krajów zaczęło dążyć do zwiększenia kontroli nad wydatkami, co dało o sobie znać w obserwowanym właśnie ożywieniu gospodarczym. W tym roku siedem krajów Unii Europejskiej prognozuje zakończenie roku na plusie. Jest to pokłosie kluczowej zasady gospodarczej, że w latach dobrej koniunktury warto oszczędzać, aby w sytuacji kryzysowej móc sprawnie zareagować i nie mieć konieczności ograniczania istotnych wydatków państwa w sytuacji malejących wpływów budżetowych.

Niestety Polska wciąż należy do krajów, które tej prostej lekcji nie odrobiły. Podczas gdy taki kraje jak Niemcy prognozują zanotowanie kilkunastu miliardów euro na plusie, to Polska szykuje deficyt finansów publicznych rzędu 51 mld zł, czyli jeden z największych w historii. Nie zmienia tego powtarzana jak mantra historia o mitycznej nadwyżce budżetu, ponieważ metodologia liczenia deficytu, jaką przyjęła Unia, jest bardziej restrykcyjna niż ta przyjęta w Polsce, co sprawia, że słynny raport o 51 mld dziurze budżetowej odzwierciedla realną, a nie wykreowaną księgowo rzeczywistość finansów publicznych.

Kiedy w 2008 roku wybuchł wielki kryzys finansowy, Prawo i Sprawiedliwość także nawoływało do zwiększenia wydatków i stymulacji gospodarki poprzez państwową interwencję. Tak jak dziś w podobnym stylu nawołuje wicepremier Morawiecki. Jednak ówczesny rząd nie posłuchał „dobrych” rad opozycji, a mimo to deficyt finansów publicznych liczony metodą unijną skoczył do -7,3% PKB w 2009 r. Działo się tak pomimo oficjalnego deficytu budżetowego na poziomie zaledwie 1,9% PKB, ponieważ nasza administracja od lat jest mistrzem zamiatania długów pod dywan. Jest to problem ponadpartyjny.

Polsce udało się wyjść z kryzysu gospodarczego względnie obronną ręką, nie doświadczyliśmy takiej recesji jak nasi zachodni sąsiedzi, jednak nie wykorzystaliśmy w następnych latach potencjału naszej gospodarki. Kiedy Niemcy z determinacją przywracały równowagę finansów publicznych, która w czasie kryzysu uległa olbrzymiej destabilizacji, to w Polsce tkwiliśmy w starych schematach, a dług i deficyt stały się pojęciami oczywistymi. W okresie 2009-12 były one nieuchronne, ponieważ bez nich niemożliwe było sprostanie kryzysowi bez obcinania inwestycji potrzebnych na Euro 2012. Po Euro deficyty zostały, ale zaczęły się zmniejszać, a powstała obecnie koniunktura dala niepowtarzalną okazję do przywrócenia budżetowi stanu równowagi. Jednak rządzący nie mają zamiaru tego robić, 51 mld deficytu świadczy dobitnie, że rząd ma zamiar wykorzystać do granic możliwości unijny próg 3% PKB deficytu budżetowego, którego potrzebuje na sfinansowanie swoich kosztownych obietnic.

Jest to jednak droga donikąd. Od długu publicznego płaci się bowiem odsetki. W tym roku na obsługę długu, czyli tylko i wyłącznie spłatę odsetek zostanie przeznaczone 32 mld zł. To znacznie więcej niż mityczny program 500+. Trzeba podkreślić, jest to wydawanie 32 mld zł bez zmniejszenia długu publicznego choćby o złotówkę, ponieważ spłaćmy tylko bieżące odsetki.

Każdy kolejny pożyczony miliard zwiększa tę kwotę. Nierozsądna struktura wydatków państwa przekłada się także na wolniejszy wzrost gospodarczy, ponieważ mitem jest, że pompowana na ślepo konsumpcja jest panaceum na potrzeby gospodarki. Prawdziwym źródłem wzrostu są bowiem inwestycje, a te wymagają kapitału, a on pochodzi z oszczędności, które są obecnie masowo drenowane z rynku poprzez emisję obligacji skarbowych i upaństwowienie środków z OFE.

Dalsza taka polityka rządu może doprowadzić nas do sytuacji, kiedy kolejna fala kryzysu zastanie nas nieprzygotowanych, na granicy możliwości finansowych skrajnie zadłużonego budżetu. Wówczas konsekwencje gospodarcze i społeczne mogą być ogromne.

fot. flickr/KPRM

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Piotr Lipiński

Absolwent Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. W wolnym czasie działacz pozarządowy. Interesuje się polityką i ekonomią.

Facebook

Facebook By Weblizar Powered By Weblizar

Media Tygodnia

Ładowanie