Polityka i społeczeństwo

Rządzący łamią swoją nadrzędną zasadę. Ten niespodziewany ruch może ich słono kosztować

Prawo i Sprawiedliwość przyjmowało do tej pory w swojej polityce jedną żelazną zasadę – nie okazywać słabości wobec opozycji za wszelką cenę. Z tego powodu kolejne próby odwoływania niepopularnych ministrów niejednokrotnie ratowały już ich posady, nawet jeśli stawały się gorące już w samym Prawie i Sprawiedliwości. W przekazie rządu opozycja ma być mała, niepoważna i totalna, składając kolejne wnioski na oślep bez oparcia w faktach – taki mało istotny folklor sejmowy, którym wyborca nie powinien zawracać sobie głowy. Okazanie słabości choć raz uruchomiłoby bowiem lawinę kolejnych uderzeń z zewnątrz, naraziło partię na wizerunkową stratę, a co równie ważne partyjni liderzy nie czuliby się już tak pewni skuteczności parasola ochronnego prezesa, który jest jednym z powodów ślepego posłuszeństwa obozu władzy wobec wodza.

Dziś jednak doszło do poważnego zgrzytu w przyjętych zasadach, ponieważ władza zerwała ze swoją taktyką pozostawiając atakowaną wnioskiem o wotum nieufności premier na przysłowiowe pożarcie przez opozycję. 

Od rana bowiem Beata Szydło w Sejmie broni swojego urzędu, chwali się sukcesami i w konfrontacyjnym tonie nawołuje do opozycji :

„Wniosek o odwołanie rządu jest stekiem kłamstw. Obraża inteligencję Polaków i zabiera czas Wysokiej Izbie”.

“Za co mnie chcecie odwołać? Czym sobie zasłużyłam?”

Jednak jej partyjni koledzy, zamiast jak to było przyjęte obyczajem, lojalnie wspierać premier, wbili jej nóż w plecy podważając wiarygodność jej słów.

Kiedy w dniu próby odwołania przez siły opozycji Beaty Szydło jeden z czołowych polityków PiS, Marszałek Ryszard Terlecki mówi: “Dziś z pewnością poznamy nazwisko nowego premiera”, to sygnał jest bardzo prosty – Beata Szydło nie jest wcale dobrym premierem, któremu nie można nic zarzucić.

Przyczyna takiej zagrywki jest jasna, podbić napięcie, przejąć narrację polityczną i zastosować klasyczną ucieczkę do przodu od obecnych zagrożeń. Wszystko, żeby jak najmniej mówiono o głosowaniach w Sejmie i jak najmniej uwagi przywiązywano do opozycji. Jednak taka taktyka ma także oczywistą słabość. Tak otwarte wręcz przyznanie racji opozycji pozwoli zewrzeć jej szeregi i da nową siłę do działania. Rządowa retoryka staje się bowiem absurdalna. Premier mówi, o steku kłamstw ludzi donoszących na Polskę, a równocześnie odwołuje ją jej własna partia. Czy istnieje bardziej oczywisty sygnał, że przekaz obozu rządzącego jest pozbawiony wiarygodności? Wiarygodność jest natomiast kluczowym czynnikiem, ponieważ PiS uzyskał przyzwoity jej poziom wśród wielu wyborców realizując część swoich obietnic, natomiast opozycja swoimi ciągłymi wpadkami sama siebie jej pozbawiała. Taki wielki rozdźwięk słów i czynów ze strony rządu może jednak wywołać zamieszanie, nad którym władza nie w pełni zapanuje, co może jej poważnie zaszkodzić.

Grając o pełną stawkę Jarosław Kaczyński jest najwyraźniej gotów narazić się na zamieszanie we własnym obozie, aby tylko uśpić czujność swoich oponentów przed przechodzącym przez Sejm walcem “reformy” sądowej i zmian w ordynacji wyborczej.

fot. flickr/KPRM

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Piotr Lipiński

Absolwent Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. W wolnym czasie działacz pozarządowy. Interesuje się polityką i ekonomią.

Facebook

Facebook By Weblizar Powered By Weblizar

Media Tygodnia

Ładowanie