Polityka i społeczeństwo

Rząd ich wykorzystał i zapomniał. Wsparcie rodziców ciężko chorych dzieci to fikcja

Po odrzuceniu projektu Ratujmy Kobiety rząd staje ponownie twarzą w twarz z silną presją środowisk pro-life, które domagają się zaostrzenia prawa aborcyjnego. Ulegnięcie im oznaczałoby dla rządu duże straty wizerunkowe, stąd dobra zmian szuka już sposobu na obejście bokiem projektu tak, aby nie narazić się zbyt mocno obrońcom życia. Ku przestrodze warto sobie w tej sytuacji przypomnieć, co się stało podczas procedowania poprzedniego projektu zakazującego aborcji autorstwa Ordo Iuris. Odrzucenie ustawy doprowadziło do takiej fali hejtu skrajnie konserwatywnego elektoratu, że przerażona partia rządząca postanowiła zrobić z ciężko i śmiertelnie chorych dzieci przysłowiową żywą tarczę wobec narastającego oburzenia społecznego.

Tak narodził się napisany na kolanie, bez konsultacji społecznych i eksperckich, projekt “Za Życiem”, potocznie zwany “4000+”. PiS wprowadził wówczas jednorazowe dofinansowanie w wysokości 4 tys. zł z tytułu urodzenia ciężko chorego dziecka połączone z innymi instrumentami wsparcia rodzin i opieki na dzieckiem. Rządzący zarzekali się wówczas, że chodzi o godności i ochronie życia, jednak widać dziś wyraźnie, że najsłabsi – rodzice z chorymi dziećmi – zostali zwyczajnie politycznie wykorzystani.

Projekt działa już rok i widać coraz bardziej wyraźnie, że nie przyniósł realnej zmiany. Podstawowym problem był fakt, że PiS przygotowując ustawę “bez żadnego trybu”, nie miał czasu na analizę problemu i jedyne co zrobił, to zdublował fragmenty innych, już obowiązujących, ustaw, a na czubek bubla prawnego dołożył od siebie 4000 zł. W 2017 roku z tego świadczenia skorzystało 4126 rodziców, co kosztowało budżet 16,5 mln zł. Są to jednak kwoty nic nie znaczące w stosunku do realnych potrzeb.

Działaniu programu przyjrzała się “Rzeczpospolita”. Rozmówcy gazety z sektora opieki społecznej przyznali, że ustawa w ich pracy niewiele zmieniła, ponieważ powielała mechanizmy, które działały od lat. Zmianą miało być finansowanie opieki w hospicjach perinatalnych, co jest novum, ponieważ nie było dla nich do tej pory miejsca w systemie. Jednak równocześnie kuleje system informowania pacjentek, które nie dowiadują się od lekarzy o takiej możliwości. Co gorsza na, całe dofinansowanie tworzenia i funkcjonowania miejsc opieki nad dziećmi do lat 3 przeznaczono zaledwie 4,2 mln zł. Biorąc pod uwagę tylko 4126 zeszłorocznych beneficjentów 4000+, to mówimy tu o zaledwie 1000 zł na osobę. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej rozpisało w tej sprawie konkurs – MALUCH plus 2017 – edycja specjalna „Za życiem”. Jednak pomoc ma charakter wybiórczy, w obecnej edycji utworzono bowiem zaledwie 642 miejsca opieki w 32 gminach w Polsce. Można mówić zatem bardziej o programie pilotażowym niż podejściu systemowym. Nie dziwi to, ponieważ za takie środki nie ma mowy o zagwarantowaniu dostępnej opieki na wysokim poziomie. Powstało “coś”, co pozwala rządowi mówić, że poszliśmy do przodu, podczas gdy rozwiązanie tak naprawdę jest pozorne.

Ważną instytucją wg ustawy mieli stać się także asystenci rodziny. Ich zadaniem jest doradztwo, poradnictwo, udzielanie informacji z zakresu leczenia, pielęgnacji i opieki nad dzieckiem, w sprawach dotyczących życia codziennego, urzędowych i zawodowych. Co warte podkreślenia, na ich usługi znalazło się już 10 razy więcej środków (41,5 mln zł) niż na miejsca opieki nad dziećmi. Jednak dziwi to mniej zważywszy na wcześniejsze istnienie już tej instytucji w systemie, której roli nowa ustawa istotnie nie zmieniła. 

Taka selektywna polityka wynika z samej natury sporu aborcyjnego, koncentrującego się na powstrzymaniu aborcji, kiedy to warunki życia dzieci i ich rodziców później nikogo specjalnie już nie obchodzą. Dla polityków jest to wygodne, ponieważ to właśnie późniejsza opieka nad rodzinami i dziećmi generuje największe koszty. Problem dzieci śmiertelnie chorych, ciężko chorych i niepełnosprawnych wymaga bowiem całościowego podejścia systemowego. Nie docenia się w naszym kraju skali trudności i problemów jakie dotykają takie rodziny. Rozpadnie się związków, wycofanie z aktywności zawodowej i życia społecznego, trudności finansowe, wszystko to jest codziennością z jaką zmaga się wiele rodzin. Na rozwiązanie tak olbrzymiego problemu potrzeba wysiłku liczonego w setkach milionów, czy nawet kilku miliardach zł w skali budżetu państwa. Jednorazowy zasiłek 4000 zł to kropla w morzu potrzeb, która wygląda dobrze tylko w mediach.

Źródło: rp.pl

fot. flickr/KPRM

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Piotr Lipiński

Absolwent Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. W wolnym czasie działacz pozarządowy. Interesuje się polityką i ekonomią.

Media Tygodnia

Ładowanie