Gospodarka

Program 500+ zalicza gigantyczne fiasko. Rząd pochwalił się sukcesem zbyt szybko?

Efekt 500+ się wyczerpuje. Rząd chwalił się sukcesem zbyt szybko?
Fot. Flickr

“Brawo Polacy, brawo PiS” krzyczały jeszcze kilka tygodni temu nagłówki prawicowych portali, gdy ogłoszono wstępne dane dotyczące urodzeń dzieci w 2017 roku. Na podstawie danych Głównego Urzędu Statystycznego za okres od stycznia do października 2017 roku, kiedy to urodziło się 341,1 tys. dzieci, przedstawiciele rządu Prawa i Sprawiedliwości ogłosili już wielki sukces programu “Rodzina 500+” w kontekście jego wpływu na zwiększenie w Polsce dzietności. Przekroczona magiczna granica 400 tys. urodzeń miała być dowodem niezwykłej skuteczności “dobrej zmiany”.

Sprawę z dumą komentowała minister Rafalska, która przekonywała, że zdezaktualizowały się ostrożne prognozy GUS z 2014 r., zgodnie z którymi w Polsce w 2017 r. miało się urodzić 346 tys. dzieci. Zwróciła uwagę, że prawie w każdym miesiącu 2017 r. urodziło się więcej dzieci w porównaniu do miesięcy 2016 r., w związku z czym uprawnione jest mówienie o tendencji wzrostowej urodzeń w Polsce. Co więcej, według szefowej resortu pracy liczba urodzeń w 2018 r. może jeszcze wzrosnąć, o ile będą spełnione pewne warunki. Wskazała nie tylko na kontynuację wypłat świadczenia 500 plus, ale i sytuację na rynku pracy, m.in. wzrost płac i stabilizację zatrudnienia.

Dziś jednak okazało się, że symulacje dotyczące 2017 roku mogły być jednak zbyt optymistyczne. Jak donosi Dziennik Gazeta Prawna, z danych systemu PESEL za grudzień 2017 i styczeń 2018 wynika, że liczba narodzin zmalała. W grudniu było ich niemal tysiąc mniej niż 12 miesięcy wcześniej, a w styczniu niemal 7 tys. mniej. Według rejestru PESEL liczba dzieci urodzonych w styczniu tego roku jest także niższa niż w 2016 r.

Jeśli okaże się, że to nie chwilowe zawahanie, a nowy trend, może to potwierdzać sądy części demografów, że rosnąca liczba urodzeń, jakiej byliśmy świadkami przez poprzednich kilkanaście miesięcy, to chwilowa kumulacja kilku czynników, która zachęciła Polaków do szybszego starania się o dziecko. Chodzi o sytuację w rodzinach, w których rodzice planowali posiadanie pierwszego czy kolejnego potomka, ale wstrzymywali się z uwagi na sytuację życiową, np. brak stabilizacji materialnej lub zawodowej.

– Ci, którzy chcieli mieć dziecko, przyspieszyli swoją decyzję, natomiast wyczerpuje się potencjał do rodzenia kolejnych dzieci – zauważa Zofia Szweda, demograf ze Szkoły Głównej Handlowej. Chodzi o to, że roczniki wyżu demograficznego z początku lat 80. mają dziś co najmniej 35 lat. Szansa na kolejne dzieci jest u nich coraz mniejsza. – Jako demografowie liczyliśmy, że uda się ruszyć ten wyż, by ci ludzie chcieli mieć kolejne dzieci. Trochę się udało, ale z pustego i Salomon nie naleje. Dziś chodzi o to, by zwiększał się współczynnik dzietności, czyli liczba dzieci na kobietę, a nie ogólna liczba urodzeń. Raczej nie mamy co liczyć na to, że kobiety masowo zaczną rodzić po troje czy czworo dzieci – podkreśla rozmówczyni DGP.

Pojawiają się opinie, że samo rozdawanie pieniędzy z rządowego programu przestaje być czynnikiem motywującym. Rośnie świadomość, że świadczenie rozleniwia i zwiększa bierność zawodową kobiet, co będzie skutkowało niższą emeryturą w przyszłości. Z kolei, choć sytuacja na rynku pracy jest świetna, a młode mamy mogłyby szybko wrócić do pracy, to wciąż bardzo duże są problemy z dostępnością żłobków i przedszkoli, a rząd zamiast pomagać, woli uderzać w pracujące mamy, by jak najwięcej pieniędzy z 500+ wróciło do budżetu.

Źródło: DGP

Fot. KPRM

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Crowd Media

Redakcja Crowd Media - walimy prosto z mostu, nie boimy się nazywać rzeczy po imieniu. Dołącz do nas. Zarejestruj się i dodaj swój artykuł.

Media Tygodnia

Ładowanie