Polityka i społeczeństwo

Premier znalazła sposób, jak pozbyć się niewygodnego członka rządu. Polityczna zemsta tuż przed rekonstrukcją?

Rekonstrukcja rządu jest dobrym pretekstem dla władzy, aby odświeżyć swój wizerunek i pozbyć się z ministerialnych ław politycznego balastu i po prostu niewygodnych ludzi. Jednak zmiany personalne w rządzie wymagają dużego wyczucia. Z jednej strony rząd nie może pokazać słabości, czyli nie może zwolnić nikogo, kto w oczach samego elektoratu dobrej zmiany nie budzi negatywnych emocji, w przeciwnym razie byłoby to równoznaczne z przyznaniem racji “totalnej opozycji”, a na to władza nie może sobie pozwolić. Równocześnie jednak trudne jest pozbycie się ludzi, którzy stali się niewygodni, ale nie dali premier medialnego pretekstu do politycznego ścięcia głowy. Do tych ostatnich należy bez wątpienia minister cyfryzacji Anna Streżyńska, która ma dobrą medialną reputację “eksperta” i nie budzi negatywnych społecznych emocji. Jednak jej grzechem było parokrotne wyłamanie się z jednolitej linii rządu krytykując innych polityków PiS, zwłaszcza Antoniego Macierewicza. Usunięcie minister bez pretekstu mogłoby odbić się rykoszetem na wizerunku rządu, który sięga po personalną zemstę. Zdaje się jednak, że premier wpadła na genialny pomysł, jak wybrnąć z tego problemu.

Beata Szydło była pytana dzisiaj o rekonstrukcję i skomentowała sprawę przekierowując uwagę mediów z personaliów na zmiany struktury ministerstw:

„Nie chcę się koncentrować tylko i wyłącznie na zmianach personalnych, ale chcę, żebyśmy porozmawiali o zmianie w strukturze, dlatego że po tych dwóch latach, również moje doświadczenia wskazują na to, że powinniśmy zastanowić się nad zmianą polegającą chociażby na tym, że pewne resorty, w mojej opinii, trzeba połączyć, pewne zadania trzeba być może przesunąć do innych resortów

Jeżeli zostanie przyjęta moja koncepcja, czyli połączenia przynajmniej dwóch resortów i być może przesunięcia zadań z jednego do dwóch pozostałych, to wtedy naturalną rzeczą będzie, że te zmiany personalne, będą musiały nastąpić”.

Podsumowując, jeśli nie można personalnie kogoś usunąć, to trzeba zlikwidować jego miejsce pracy, a wtedy problem sam się rozwiąże. Likwidując Ministerstwo Cyfryzacji nie będzie konieczności dymisji i zamieszania medialnego wokół politycznego linczu w obozie władzy. Jest to podobna strategii do tej, jaką PiS zastosował przy czystkach w instytucjach publicznych zmieniając ich strukturę. Ironią losu dziś tą samą metodą “rewolucja zaczyna pożerać własne dzieci”.

Problemy minister sięgają wiosny tego roku i słynnej wypowiedzi:

„Równie często zdarza mi się nie zgadzać fundamentalnie z opozycją, co z rządzącymi”.

Streżyńska spierała się wówczas z Antonim Macierewiczem, który dążył do odebrania minister części kompetencji i militaryzacji cyberbezpieczeństwa.

Tak otwarta krytyka wykraczała poza dopuszczalny limit niezależności w ławach rządowych, stąd jak można wnioskować z zachowania polityków PiS, już wówczas podjęto decyzję, że minister będzie musiała odejść.

Ostatnie tygodnie przyniosły także przecieki kontrolowane ze środka partii rządzącej, które próbowały zniszczyć wizerunek minister. Oskarżano ją o to, że jej eksperckość jest tylko zabiegiem PR, bo w rzeczywistości Ministerstwo Cyfryzacji nie wywiązuje się ze swoich zadań, co obciąża rząd. Anonimowe źródło wylicza problemy takie jak ciągły brak projektu ustawy o cyberbezpieczeństwie mimo zbliżającego się unijnego terminu, ogłoszenia przetargu na platformę internetową do zamówień publicznych, który daje zaledwie kilka miesięcy na przygotowanie nowej usługi. Minister wytyka się ponad to zrealizowanie zaledwie 6 nowych usług cyfrowych.

Niechęć PiS do minister w świetle przecieków ma być warunkowana merytorycznie, a nie politycznie.

Niestety ciężko wierzyć w takie zapewnienia. Wspomniane niedociągnięcia systemowe w resorcie są jak najbardziej realne i można Annę Streżyńską z ich rozliczać, niemniej jednak i tak wypadają one blado na tle blamażów w wykonaniu wielu innych członków gabinetu Beaty Szydło, którzy mimo braku swojej merytoryki i bezspornego obciążenia wizerunku rządu mogą czuć się bezpiecznie. Obowiązuje stara zasada – „pokaż mi człowieka, a ja znajdę paragraf”. Partyjna lojalność i użyteczność dla wodza a nie państwa są jedynym czynnikiem decydującym o pozycji w hierarchii polskiego rządu, co niestety ma opłakane skutki dla jakości rządzenia.

fot. flickr/KPRM

POLUB NAS NA FACEBOOKU

 

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Piotr Lipiński

Absolwent Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. W wolnym czasie działacz pozarządowy. Interesuje się polityką i ekonomią.

Facebook

Facebook By Weblizar Powered By Weblizar

Media Tygodnia

Ładowanie