Polityka i społeczeństwo

Policjanci boją się o swoją przyszłość. Bunt przeciwko tej władzy narasta

Mocny wywiad z policjantem ochraniającym miesięcznice. Służby ofiarą PiS
Fot. Shutterstock

Najnowszy numer Polityki opisuje coraz intensywniejsze ściganie protestujących przeciwko władzy. Operacyjne rozpracowywanie środowisk, groźby, wulgaryzmy, poniżanie i szykany o podłożu politycznym zatrzymanych po proteście pod siedzibą Dyrekcji Lasów Państwowych oraz protestujących 11 listopada przeciwko hasłom neofaszystowskim na Marszu Niepodległości, to chleb powszedni w codziennej pracy policjantów. W całej formacji są policjanci bardzo gorliwi w wykonywaniu poleceń przełożonych, ale są też tacy którzy są zmęczeni całą atmosferą panującą w szeregach i nie chcą uczestniczyć w całym procederze. Dochodzi do nerwowych sytuacji, wybuchają konflikty, a niektórzy pod wpływem nerwów są w stanie powiedzieć do siebie „ty debilu”.

Jedna barierka waży 70 kg., a podczas miesięcznic rządowych miesięcznych na Krakowskim Przedmieściu jest ich rozstawianych kilometry. Metalowe płoty trzeba załadować do aut, zawieźć i rozstawić, potem taką sama operację należy wykonać w drugą stronę. Policjantom siadają kręgosłupy i to w dosłownym słowa znaczeniu – pisze tygodnik. Ludzie zaczęli się buntować i uciekać na zwolnienia lekarskie w okolicach miesięcznic. Na pomoc ściągnięto studentów Wyższej Szkoły Pożarniczej, ale oni też się zbuntowali. Ostatnio do obsługi miesięcznic zaangażowano skazanych odsiadujących wyroki w Białołęce – czytamy w Polityce.

Czy to jest dobry symptom czy zły pozostawiam do oceny czytelnikom, ale w policji panuje ogromy strach przed rozliczeniem. Wiadomo, że nikt nie rządzi wiecznie i kiedyś nastąpi zmiana władzy. Doświadczeni policjanci starają się, żeby nie zostawić żadnych śladów i taka sytuacja jest zobrazowana po zatrzymaniu 45 protestujących przeciwko neofaszystowskim transparentom.

„(…) To, że nie wypisano protokołu zatrzymania nie wyklucza, że ktoś jest zatrzymany. Spisywać można kilkanaście minut, no kilkadziesiąt, ale nie kilka godzin. Chodzi w tym o to, żeby nie można było tego zaskarżyć jak zatrzymania” – mówią anonimowo policjanci. Takie zatrzymanie musi ktoś podpisać i zostaje ślad. „(…) Starsi, bardziej doświadczeni policjanci robią wszystko, żeby takich śladów nie zostawić, żeby potem za to nie beknąć” – kwituje policjant z 20-letnim stażem. Czy tylko ja mam skojarzenia z paleniem teczek przez SB? To pewnie i tak jest wierzchołek góry lodowej.

Polityka cytuje Zdzisława Czarneckiego, prezydenta Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych – „Oni są na rozdrożu, nie wiedzą, komu mają służyć. Nie mają zaufania do swoich przełożonych, którzy jeśli nawet na wyraźne żądanie wydadzą jakiś rozkaz na piśmie, to i tak tam będzie enigmatyczne „zgodnie z ustawą” czy „zgodnie z rozmową”. Żeby, jakby co, uciec przed odpowiedzialnością. I ja ich przestrzegam, że tak jak teraz uznano służbę w PRL za służenie państwu totalitarnemu z wszelkimi tego konsekwencjami, tak za kilka lat i oni mogą zostać postawieni w stan publicznego, grupowego oskarżenia za służbę tej władzy (…)”.

Generał Adam Rapacki, kiedyś zastępca komendanta głównego policji, podsekretarz stanu w MSWiA odpowiedzialny za policję, a dziś prezes stowarzyszenia Generałów Policji RP, zapowiada utworzenie „czarnej księgi policyjnej hańby”. Będą tam zapisywane nazwiska konkretnych policjantów, którzy przekroczyli uprawnienia w imię politycznej nadgorliwości – „Niech wszyscy mają świadomość, że za swoje decyzje trzeba będzie kiedyś indywidualnie odpowiedzieć” – przytacza na koniec jego słowa Polityka. 

Nie da rady nie pokusić się o skojarzenia z poprzednim systemem. Można było przypuszczać, że tuszowanie śladów mogących mieć w przyszłości wpływ na ewentualne rozliczenia będzie miało miejsce. Kiedyś pewnie ciężarówki będą wywoziły dokumenty do spalenia na wysypiskach śmieci. Zawsze tak jest w przypadku PiS-u, gdy coś zarzucają swoim – już teraz poprzednikom – robią to samo tylko ze zdwojoną siłą. Przed wyborami prawicowa prasa biła na alarm, że są niszczone jakieś dowody czy dokumenty niesłychanych zbrodni. Po dwóch latach nikt nie został na taką okoliczność przesłuchany, a co dopiero mówić o aktach oskarżenia. Rzymianie mawiali – „Gdy trwa wojna, nie istnieje prawo” i Prawo i Sprawiedliwość taką zasadę wyznaje. Tylko ten Rzym, kiedyś będzie zdobyty. 

Fot. Shutterstock/Rafal Olechowski

Follow me on Twitter

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Bartosz Wiciński

Facebook

Facebook By Weblizar Powered By Weblizar

Media Tygodnia

Ładowanie