Polityka i społeczeństwo

PiS staje się zakładnikiem własnych radykalnych obietnic. To może być zapowiedź ich klęski

Dzisiaj w Polsce potrzeba nam wspólnego działania i wiary w to, że można dużo zrobić, kiedy jest się razem i dużo wiary w to, że można podejmować najtrudniejsze nawet wyzwania. I to budowanie wspólnoty i bycie razem w tym, w tych codziennych najważniejszych sprawach jest, niezwykle potrzebne. Trzeba skończyć z jęczeniem i mówieniem, że nie można. Słowa: „nie da się, „nie można”, „nie zrobimy tego” – powinny zniknąć z języka polskich polityków i polskiej polityki – mówiła pod koniec sierpnia 2015 roku ówczesna kandydatka Prawa i Sprawiedliwości na premiera, posłanka Beata Szydło z Brzeszcz. Wyborcze hasło “Damy radę” zrobiło furorę i przekonało niedowiarków, że PiS będzie bardzo skuteczne w realizowaniu swoich postulatów, nawet jeśli w procesie ich realizacji trafią na przeszkody.

Dziś, po dwóch latach rządów Zjednoczonej Prawicy Beata Szydło została odstawiona na boczny tor. Poza działaniami polegającymi na rozdawaniu pożyczonych pieniędzy publicznych i realizacją nieodpowiedzialnych budżetowo obietnic, z trudem można wskazać sfinalizowanie z sukcesem takich rozwiązań, o których brak partia Jarosława Kaczyńskiego oskarżała poprzedni rząd, a które dla żelaznego elektoratu PiS były bardzo istotne. Nic więc dziwnego, że w sieci coraz częściej można wyczytać zdania zniechęcenia wobec niemocy PiS czy wręcz oskarżeń o to, że weszli w buty znienawidzonej Platformy. Zwrócił dzisiaj na to uwagę Jan Kunert z Polsat News, który skomentował kwestię zakomunikowania przez przewodniczącego Komitetu Stałego Rady Ministrów rezygnacji z uchwalenia w najbliższym czasie tzw. dużej ustawy reprywatyzacyjnej.

Przy okazji warto zauważyć, że oprócz niesprowadzenia wraku prezydenckiego tupolewa czy rezygnacji z uchwalenia ustawy reprywatyzacyjnej takich niepowodzeń można wymienić więcej. Bo przecież:

  • miał być koniec arogancji władzy, a władzy tak butnej i pełnej pychy jeszcze nie było
  • miało być tanie państwo, a mamy największy rząd i najwięcej wiceministrów w historii
  • miał być koniec z kolesiostwem i nepotyzmem, a co chwila słyszymy o kolejnych Misiewiczach w skali, jakiej najnowsza historia Polski nie znała
  • miało być przyjazne państwo, a jest wszechobecna kontrola, inwigilacja na olbrzymią skalę i ignorowanie zapytań publicznych/ukrywanie publicznych danych
  • mieliśmy wstać z kolan, a zdewastowaliśmy wizerunek Polski i staliśmy się pariasem Unii Europejskiej
  • miała być większa transparentność działania państwa i większy pluralizm w mediach, a jest totalnie zawłaszczenie mediów publicznych, wymiaru sprawiedliwości, urzędów centralnych i konstytucyjnych instytucji przez biernych, miernych ale wiernych działaczy partii rządzącej
  • miał być pomnik na Krakowskim Przedmieściu, będzie na pl. Piłsudskiego, z naruszeniem prawa, procedur, dobrego smaku i z polityczną burzą w tle
  • miało być przykładne ukaranie ubecji i esbecji i zdegradowanie Jaruzelskiego i Kiszczaka, a jest kapitulacja i Kiszczakowa z olbrzymią rentą po mężu
  • miał być ujawniony aneks z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, jest blamaż Macierewicza i zatrudnianie ludzi z przeszłością w tych służbach w wielu instytucjach MON czy MSZ
  • miała być “prawda” smoleńska, jest goła prawda, której dziś nikt w PiS nie chce na głos powiedzieć – Macierewicz oszukiwał prezesa i zwolenników teorii spiskowych

Kaczyński stoi dziś przed fatalnym wyborem drogi, jaką pójdzie w najbliższych miesiącach. Radykalni i twardogłowi domagać się będą realizacji drastycznych obietnic i grozić odpłynięciem z poparciem do nowego, polskiego Jobbiku (jak plany większej emancypacji ruchów narodowych nazywa poseł Winnicki). Z kolei marzyć o większości konstytucyjnej nie można bez skutecznego sięgnięcia po wyborców centrum, których realizacja wyżej wymienionych obietnic skutecznie zraża.

Prezes PiS tylko pozornie jedzie trzypasmową autostradą do władzy w kolejnych kadencjach. Coraz więcej jest bowiem zwężeń, ograniczeń prędkości czy złośliwych policjantów z drogówki z bardzo dobrze skalibrowanymi wideorejestratorami. Już wkrótce, gdy ogłupiająca propaganda publicznych mediów przestanie działać, a publiczne pieniądze na wyborcze prezenty się skończą, zamiast zwiększonej ilości mandatów poselskich mogą się jedynie posypać słone mandaty drogowe.

fot. flickr/KPRM

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Crowd Media

Redakcja Crowd Media - walimy prosto z mostu, nie boimy się nazywać rzeczy po imieniu. Dołącz do nas. Zarejestruj się i dodaj swój artykuł.

Media Tygodnia

Ładowanie