Polityka i społeczeństwo

Co PiS obiecało Saryusz-Wolskiemu w zamian za start przeciw Tuskowi?

Saryusz Wolski
fot. flickr/Pietro Naj-Oleari

Jacek Saryusz-Wolski, swoją zgodą na start na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej przeciwko Donaldowi Tuskowi, wywołał powszechną konsternację. Komentatorzy zaczęli zachodzić w głowę, co skłoniło jednego z najbardziej rozpoznawalnych europosłów PO do zmiany frontu o 180 stopni i przyłączenia się do krucjaty Kaczyńskiego przeciwko Tuskowi.

W trakcie kilku dni Saruysz-Wolski kompletnie zmienił retorykę, zaczął atakować dawnych kolegów z partii, a ci nie pozostawali mu dłużni. Zarząd Platformy, na wniosek przewodniczącego Grzegorza Schetyny, podjął decyzję o wykluczeniu Saryusz-Wolskiego z szeregów partii. Dziś zaś europoseł opuścił Europejską Partię Ludową, mimo że jeszcze 24 godziny temu na Twitterze zarzekał się, że nic takiego nie nastąpi.

Hipotez co do nagłej wolty europosła było kilka. Najbardziej popularne z nich mówiły o tym, że Saruysz-Wolski był sfrustrowany stosunkową słabą pozycją wewnątrz PO i chcąc wskoczyć na wyższy poziom w karierze politycznej po prostu wyczuł moment, by zmienić front. Spekulowano, że miał on w nagrodę zastąpić Witolda Waszczykowskiego na stanowisku ministra spraw zagranicznych.  Taki wariant wydaje się być prawdopodobny, gdyż przy całym szacunku dla struktur unijnych, bycie europosłem nijak ma się do ministerialnej teki.

Dziś jednak gruchnęła plotka znacznie cięższego kalibru. Mianowice Saryusz-Wolski miałby zastąpić Beatę Szydło na stanowisku premiera polskiego rządu. Jak donosi Martin Mycielski, piszący dla Politico Europe, w brukselskich korytarzach huczy właśnie od takich spekulacji.

Jest to bardzo intrygująca hipoteza. Tajemnicą poliszynela jest, że pozycja Beaty Szydło w PiS słabnie, zaś sama premier nie sprawia wrażenia osoby, która panuje nad pracami rządu i potrafi zyskać szacunek ministerialnych samców alfa, takich jak Ziobro, Gowin czy Morawiecki. Każdy z nich ciągnie rządową łajbę w swoją stronę, zaś sama łódź nabiera wody.

Od kilku miesięcy przebąkuje się o potencjalnej rekonstrukcji rządu. Rzucając Szydło na pożarcie i zastępując ją Saryusz-Wolskim, Jarosław Kaczyński wykonałby zgrabną ucieczkę do przodu. Sam przecież, mimo licznych namów, nie chce obejmować sterów rządu, gdyż zdaje sobie sprawę, jak bardzo rozsierdziłoby to przeciwników Prawa i Sprawiedliwości.

Przy okazji roszad można by było poświęcić także ministra Szyszkę czy Radziwiłła dla dodatkowego efektu wizerunkowego, zwłaszcza że obaj panowie są ostatnio mocno podpadnięci..

Wariant ten na pierwszy rzut oka wydaje się być mało prawdopodobny, ale po bliższej analizie ma dla prezesa wiele zalet. Kaczyński może postrzegać takie zagranie jako pożądane z punktu widzenia medialnych ataków na PO. Saryusz-Wolski byłby idealnym elementem centralnym zmasowanej nagonki medialnej na Platformę, zresztą już występuje w takiej roli.

Bezcennym z punktu widzenia PiS byłoby też to, że Donald Tusk po wyborze na drugą kadencję w oficjalnych negocjacjach musiałby się potykać z Saryusz-Wolskim jako premierem polskiego rządu.

Wtedy dopiero Kurski i spółka mieliby używanie…

fot. flickr/Pietro Naj-Oleari

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Rafał Nowakowski

Facebook

Facebook By Weblizar Powered By Weblizar

Media Tygodnia

Ładowanie