Polityka i społeczeństwo

Odrodzenie nacjonalizmu. Elity zawiodły?

Choć do końca roku zostało jeszcze trochę czasu, to już można powiedzieć, że był on rokiem prawicy. Najbardziej symboliczny Brexit i wynik amerykańskich wyborów prezydenckich pokazały przesunięcie nastrojów społecznych ku konserwatyzmowi, przechodzącemu często w nacjonalizm. Na przestrzeni całej Europy dotychczas dominujące ugrupowania polityczne znalazły się w ogniu krytyki.

Zaczęli zyskiwać eurosceptycy od Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa, po siły o mocno nacjonalistycznym nastawieniu, jak Front Narodowy Marine Le Pen we Francji, czy radykalna Alternatywa dla Niemiec.

Warto zadać sobie pytanie, skąd pochodzi nowa siła skrajnej prawicy? Jak to się stało, że większość obecnie rosnących formacji istnieje od wielu lat, ale do tej pory funkcjonowała na marginesie życia politycznego?

Na europejskiej scenie politycznej od lat funkcjonował ugruntowany podział na prawicę i lewicę. Znajdował on odzwierciedlenie w podziale frakcji w europarlamencie, gdzie mamy prawicę rozumianą jako konserwatystów, centrowych chadeków (chrześcijańscy demokraci) i lewicę – socjaldemokratów. Ten podział w ciągu ostatnich dwóch lat, w oczach wielu obywateli całkowicie się zdezaktualizował. Ugrupowania eurosceptyczne i narodowe zaczęły przejmować monopol na tożsamość prawicy, starając się zepchnąć na lewicę nawet te ugrupowania, które same identyfikują się po prawej stronie.

Na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci zrobiono wiele, aby tolerancja i szacunek w przestrzeni publicznej stały się nie pobożnym życzeniem, ale standardem. Spowodowało to, że choć prawica i lewica znacznie się różniły, to istniały granice, których obie strony solidarnie nie przekraczały. Granice te dotyczyły z jednej strony języka debaty publicznej, a z drugiej dążenia do nie wykluczania żadnych grup społecznych z życia politycznego. Takie założenia wydawały się szczególnie potrzebne w sytuacji pojawienia się znacznych mniejszości etnicznych i innych grup wykluczonych, których integracja z resztą mieszkańców w jedną społeczność była ważnym zadaniem w Zachodniej Europie.

Jednak działania na rzecz integracji zakończyły się tylko pozornym sukcesem, a w odpowiedzi na coraz liczniejsze wady systemu zaczęły pojawiać się tematy politycznego tabu. Z jednej strony niewygodnym było, że duża część mniejszości żyje w zamkniętych społecznościach, postępuje proces gettoizacji, a dzieci imigrantów nie mają perspektyw zawodowych czy społecznych. Życie na marginesie wywołuje frustracje i prowadzi do wzrostu przestępczości, a poczucie odrzucenia zwiększa ryzyko radykalizacji. Nie jest to wymysł Georga Sorosa, tak jak chciałaby skrajna prawica, ale brutalna rzeczywistość.

Ten brak krytycyzmu działał jednak i w druga stronę, ponieważ doprowadził do utraty racjonalności w polityce imigracyjnej. Zabrakło jasnego zdefiniowania kryteriów przyjmowania imigrantów i celów imigracji, a przede wszystkim ich stanowczego egzekwowania. Kontrola nad procesem migracji została utracona na lata przed kryzysem uchodźców, ale zjawisko nie wywoływało większego niezadowolenia tak długo, jak postępowało stopniowo i nie było innych przyczyn społecznego buntu.

Ta nieracjonalność w pewnym momencie nie wynikała już z ignorancji elit, ale z kalkulacji politycznej, ponieważ okazało się, że imigranci są liczną grupą wyborców, która zaczyna decydować o wynikach wyborów. Dlatego politycy unikali publicznego podejmowania niektórych drażliwych tematów.

Jednak nawet powyższa sytuacja nie doprowadziłyby do wytworzenia przestrzeni dla skrajnej prawicy, gdyby nie szereg “zbiegów okoliczności”.  Tym co dało radykalnym nastrojom wiatr w żagle był zwykły ludzki strach. Retoryka antyimigracyjna głoszona przez nacjonalistów przez lata nie spotkała się z szerokim poparciem społecznym, do czasu kilku wydarzeń, które wstrząsnęły rzeczywistością w Europie.

Nastroje eurosceptyczne zaczęły wzrastać w Europie już zanim pojawiło się pojęcie kryzysu uchodźców. Przyczyną nie była imigracja, ale kryzys ekonomiczny Unii Europejskiej, który doprowadził do zatrzymania wzrostu płac, poza dużymi miastami oraz wysokiego bezrobocia. Coraz więcej osób zaczęło szukać przyczyny nieszczęść, znajdując ją w absurdalnych unijnych regulacjach.

Wraz z falą uchodźców nastroje społeczne zaczęły zmieniać się już błyskawicznie. W sytuacji ekonomicznie niepewnego jutra, łatwo było przekonać wielu ludzi, że to imigranci są winni ich problemom, ponieważ kradną miejsca pracy i pasożytują na systemie opieki społecznej. Zamachy terrorystyczne dopełniły obrazu, wprawiając społeczeństwo w poczucie nieustannego zagrożenia.

Tym jednak, co uwiarygodniło wszystkich „antysystemowców”, było obnażenie korupcji i bezradności elit politycznych. Unia Europejska nie potrafiła znaleźć rozwiązania na zaistniały kryzys, a liderzy zamiast działać, w kółko debatowali. Rządy jak i media nie chciały prowokować przemocy wobec imigrantów ani siać paniki, dlatego wyciszały wszystkie skandale. W przypadku przemocy seksualnej w Kolonii w Niemczech sprawa wszyła na jaw i wywołała efektu odwrotny od zamierzonego. Co więcej ostatnie dwa lata charakteryzowały afery, takie jak Panama Papers czy ciągłe publikacje tajnych nagrań i maili przez WikiLeaks, które potwierdziły wielką skalę korupcji politycznej. Masowy dostęp do internetu pozwolił ujawnić też wiele medialnych manipulacji.

Wzrost nastrojów prawicowych można określić jako ideologiczną kontrrewolucję. Przez lata wartości religijne i tożsamość narodowa podlegały silnej presji środowisk liberalnych, które do osiągania swoich celów często sięgały po metody manipulacji i zakłamywania rzeczywistości. Tak jak w 2008 roku, po sztucznie pompowanej przez inwestorów i rządy gorączce giełdowej doszło do krachu. Nieuchronne było załamanie dotychczasowego kursu politycznego, ponieważ zaczął on zbyt mocno odrywać się od rzeczywistości. Skrajna prawica stała się zagrożeniem, które Unia Europejska sama sobie wyhodowała przez swoje decyzje.

Niestety radykalizm w swojej naturze rodzi jeszcze większe skrajności. Zgubna dla gospodarki i społeczeństwa polityka Unii Europejskiej budzi w części Europejczyków słuszny sprzeciw. Jednak partie i środowiska, które wykorzystują tę energię, w wielu przypadkach nie mają poza pustymi hasłami żadnej alternatywy do zaoferowania. Agresja społeczna w rękach polityków działa na ślepo, czego przykładem było krzywdzące nastawienie do Polaków na Wyspach Brytyjskich w kampanii przed Brexitem, co zaowocowało atakami w okresie po głosowaniu.

Sprzeciw łatwo staje się siłą destruktywną, dlatego najważniejszym pytaniem pozostaje, czy będzie potrafił przerodzić się w siłę twórczą. Wszystkie drogi są dla prawicy otwarte, ale nie będzie to łatwe zadanie, ponieważ w momencie wygranej, sama stanie się swoim największym wrogiem. Symbolem nieodpowiedzialności może stać się Nigel Farage, który doprowadził do Brexitu, a następnie zrezygnował z przywództwa. Zostawił tym samym Wielką Brytanię w bardzo ciężkim położeniu, bez jakiegokolwiek planu na przyszłość. Jeśli władze w Londynie nie podołają zadaniu, ośmieszy to eurosceptyków i może sprawić, że znów znajdą się na marginesie. Może też okazać się, że liderzy konserwatywnej rewolucji mają równie krótki horyzont myślowy, jak i brukselscy biurokraci.

fot. libcom.org

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Piotr Lipiński

Absolwent Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. W wolnym czasie działacz pozarządowy. Interesuje się polityką i ekonomią.

Facebook

Facebook By Weblizar Powered By Weblizar

Media Tygodnia

Ładowanie