Polityka i społeczeństwo

Oburzające kulisy śledztwa w sprawie wypadku Beaty Szydło. Prokuratura chce obalić niewygodne zeznania

Jeśli ktoś jeszcze nie do końca rozumie, jakie znaczenie ma przejęcie przez partię rządzącą pełni władzy nad wymiarem sprawiedliwości czyli prokuraturą, sądem powszechnym, Sądem Najwyższym i Trybunałem Konstytucyjnym to doskonale widać to na przykładzie śledztwa w sprawie wypadku Beaty Szydło z lutego tego roku. Dzieją się w nim rzeczy niesłychane, pokazujące jak może wyglądać każde hipotetyczne spotkanie się szarego obywatela z przedstawicielami coraz potężniejszej i przekonanej o swej bezkarności władzy. Sprawę opisuje najnowszy “Newsweek”.

Sprawa pozornie banalnego wypadku drogowego urosła do gigantycznych rozmiarów, prowadzona jest przez trzech prokuratorów i po raz kolejny przedłużono termin jej zakończenia. Przesłuchano dziesiątki świadków, niektórych po wiele razy, często z udziałem psychologa badając ich poczytalność. Jak widać zespół śledczych musi mieć bardzo duży problem z ich zeznaniami – według doniesień tygodnika może chodzić o osoby, które wychodząc z klubu dla niepijących alkoholików zeznawali, że kolumna rządowa nie korzystała z sygnałów dźwiękowych. Nic dziwnego – ta kwestia ma kluczowe znaczenie dla określenia ostatecznej odpowiedzialności za wydarzenie. Jeśli bowiem kolumna jechała “na cicho”, jak ponoć często miała w zwyczaju, to winę ponoszą funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu a nie młody kierowca seicento, którego niektórzy politycy PiS skazali już kilka godzin po wydarzeniu.

Co ciekawe, oprócz bezpośrednich świadków zdarzenia, których zeznania prokuratura usilnie stara się obalić, istnieją też inni świadkowie, którzy wspominają, że w tego typu sytuacjach borowcy nigdy nie mieli włączonych sygnałów, i tak było także tym razem.

“(…) Wiele razy widziałem, jak pędzili z nią [z Beatą Szydło – red.] wte i wewte. Ani syreny, ani świateł. Jak przyjeżdżała do sklepu w dwa samochody, to też po cichu” – mówili Newsweekowi.

W sprawie dzieją się też inne, dziwne i niepokojące rzeczy. Jednym z prokuratorów, który zajmuje się sprawą, jest prokurator Maria Zębala. Biegłym Instytutu Ekspertyz Sądowych jest natomiast jej mąż Jakub. Wielu prawników wprost komentuje, że to złamanie wszelkich zasad a prokurator albo powinna się wyłączyć od tej sprawy, albo podziękować mężowi za współpracę w tej sprawie. Nic jednak takiego się nie stało.

Jak widać praca nad odpowiednim poprowadzeniem śledztwa wre i niestety widać gołym okiem, że prokuratura będzie szukać tak długo, aż znajdzie coś, co pozwoli wyjść przedstawicielom rządu i BOR-u obronną ręką. Poziom zaangażowania w sprawie o zwykłą drogową kolizję zadziwia tym bardziej, gdy zwróci się uwagę na inne śledztwo, w którym sprawa również dotyczy przedstawicieli władzy a konkretnie partii ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry. W sprawie potencjalnych nieprawidłowości w finansowaniu Solidarnej Polski sytuacja jest diametralnie odmienna – według naszych ostatnich ustaleń akta śledztwa liczą zaledwie 3 tomy, mimo ponad roku trwania śledztwa. Tu jak widać sprawy nie da się zrzucić na kogoś innego. Postanowiono ją zatem schować do szuflady.

Źródło: Newsweek

fot.flickr/gazeta

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media - wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie