Polityka i społeczeństwo

Nieoczekiwany skutek głośnych głosowań w Sejmie. Prezes PiS znalazł się w potrzasku

Wydawać by się mogło, że prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński jest dziś najbardziej zadowolonym człowiekiem w polskiej polityce. Bardzo dobrze przyjęta została rekonstrukcja rządu nowego delfina Mateusza Morawieckiego, świetnie przeprowadzono także przegrupowanie w strukturach partii, by przygotować się do nadchodzącego maratonu wyborczego. Wisienką na torcie były wydarzenia z ostatnich dni w Sejmie, gdzie opozycja sama, na własne życzenie i praktycznie bez udziału PiS-u dokonała rytualnego samozaorania i sama pogrążyła się w sporym kryzysie. Okazuje się jednak, że kwestia wyrzucenia do kosza ustawy obywatelskiej komitetu “Ratujmy Kobiety” i Barbary Nowackiej wcale nie musi być tylko powodem do radości,  ale może też przyprawić Kaczyńskiego o ból głowy.

Warto pamiętać, że już raz Prawo i Sprawiedliwość odrzuciło radykalny projekt ustawy zakazującej aborcji środowisk pro-life. W październiku 2016 roku, po bardzo burzliwych debatach w Sejmie, projekt przygotowany przez fundację Ordo Iuris został odrzucony głosami posłów PiS. Przeciwko projektowi głosowało 352 posłów, za projektem 58 posłów, a 18 się wstrzymało. Za odrzuceniem projektu całkowitego zakazu aborcji głosowała większość posłów Prawa i Sprawiedliwości, w tym m.in. prezes PiS Jarosław Kaczyński, ówczesna premier Beata Szydło, Antoni Macierewicz czy Krystyna Pawłowicz. Tylko 32 posłów PiS głosowało za przyjęciem projektu, a 9 posłów tej partii się wstrzymało. Mówiło się wówczas, że partia rządząca przestraszyła się licznych protestów i czarnych marszy wkurwionych kobiet i wolała uspokoić emocje zanim rozleją się na cały kraj. Prezes Kaczyński musi zdawać sobie sprawę, że naruszenia kompromisu antyaborcyjnego Polacy po prostu nie chcą i są gotowi w tej sprawie głośno wyrażać swoje zdanie.

W rozmowie z naszym portalem, wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej Borys Budka zwrócił uwagę, że nie bez powodu część polityków partii rządzącej zagłosowała “za” skierowaniem ustawy Barbary Nowackiej do prac w komisji. Tu nie było przypadku – te blisko 60 głosów miało zagwarantować opozycji, że radykalny projekt nie trafi do kosza w pierwszym czytaniu, tym bardziej że przecież PiS obiecywał skończenie z takimi praktykami poprzedników. Do komisji miały trafić obie ustawy i najostrzejsza dyskusja radykałów jednej i drugiej strony właśnie tam miała się przenieść, tak by odsunąć od partii rządzącej pełną odpowiedzialność za jego los. W zaciszu sejmowej sali, której obrady śledzi może promil wyborców, temat mógł czekać na swój finał, być może nawet do końca kadencji. PiS miało sobie kupić czas, nie odnosząc przy okazji wizerunkowych strat. Plan runął i dziś partia Kaczyńskiego ma problem.

W sejmowych kuluarach mówi się, że politycy PiS wcale nie skaczą z radości po wydarzeniach minionej środy. Do komisji sejmowej trafił bowiem tylko radykalny projekt komitetu “Stop aborcji”, czyli środowiska, które już raz PiS zawiódł, i które tym razem zwodzić będzie bardzo trudno. W nieskończoność tematu przeciągać się nie da, a dobrego momentu na przegłosowanie tak radykalnego projektu już w tej kadencji Sejmu nie będzie.

Poseł Budka uważa, że prezes Kaczyński ma w tej chwili duży problem, bowiem bardzo boi się protestów ulicznych i kobiet walczących o utrzymanie kompromisu aborcyjnego. Stał się zakładnikiem środowisk radykalnych, zarówno tych w klubie PiS jak i zwolenników zaostrzenia przepisów w Kukiz’15 oraz PSL, i trudno będzie mu uciec od uchwalenia zmian zaproponowanych przez wnioskodawców projektu “Stop aborcji”. Nie ulega wątpliwości, że poseł Kaczyński boi się powtórki wydarzeń z 2007 roku, gdy za niedotrzymanie obietnic “wzmocnienia ochrony życia” doszło do odejścia z PiS frakcji Marka Jurka i założenia Prawicy Rzeczpospolitej. Dziś może się okazać, że gdy już opadnie kurz po awanturze spowodowanej fałszywym przekonaniem, że w tej kadencji Sejmu możliwe jest złagodzenie przepisów antyaborcyjnych, środowiska popierające ten projekt zrozumieją, że realnym zagrożeniem nie jest wcale stojąca na straży kompromisu z 1993 roku Platforma Obywatelska, tylko znajdujące się pod olbrzymim naciskiem środowisk radykalnych Prawo i Sprawiedliwość. Zdaniem posła PO, przez wydarzenia z minionej środy scenariusz przedstawienia w kampaniach wyborczych PiSu z “ludzką twarzą” stał się nieaktualny.

Dziś już wiadomo, że PiS znajdzie się w potrzasku pomiędzy radykałami z jednej strony, a wściekłymi uderzaniem w ich prawa kobietami z drugiej. Nic więc dziwnego, że zbyt wielkiej radości w PiS nie ma – choć bardzo od tego uciekali, lada moment przyjdzie im się zmierzyć z tym gorącym ziemniakiem i co gorsza najprawdopodobniej środowiskom pro-life ulec.

I choć nie ma się co dziwić wściekłości wyborców partii opozycyjnych, to właśnie coraz większe prawdopodobieństwo radykalnego zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej powinno dziś być ich największym zmartwieniem. Polska nie zasługuje na to, by wprowadzać w niej rozwiązania znane z takich krajów jak Salwador, Nikaragua czy Dominikana. I w tej sprawie warto mimo wszystko wspólnie walczyć i dołączyć do protestów kobiet, które niewątpliwie znów wyjdą walczyć o swoje prawa.

fot. Shutterstock/ Michael Wende

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media - wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie