Polityka i społeczeństwo

Niech jadą! Rząd przygotował już zastępstwo dla protestujących lekarzy

Protest lekarzy rezydentów udowodnił, że sytuacja kadrowa w polskich szpitalach jest w wielkim kryzysie. Etatowe braki, wadliwa organizacja pracy, biurokracja, przepracowanie tych, którzy zostali i niskie wynagrodzenia niszczą system od środka. Jednak władza wydaje się, że podjęła decyzję o pójściu na starcie totalne z medykami. W zaciszu gabinetów przygotowywane jest rozwiązanie, które wcieli w życie już słynne słowa “Niech jadą”.

Rząd nie planuje bowiem naprawić systemu i zachęcać do pozostania w Polsce młodych lekarzy, czy nawet walczyć o powroty emigrantów.

Nie! Władza postanowiła po prostu patologicznym systemie trwać, a na miejsce krnąbrnych lekarzy znalazła sobie zastępstwo. Można powiedzieć, że wymyślono tańszy zamiennik.

Chodzi o szerokie otwarcie na imigrację lekarzy zza wschodniej granicy. Politycy myślą o uproszczeniu procedur w celu zachęty do imigracji, a w dalszym horyzoncie zapełnienia braków kadrowych i zmniejszenia presji płacowej, czyli jednym słowem, aby w ochronie zdrowia “było tak jak było”. Natomiast to jak jest, każdy z nas widzi i ciężko zrozumieć dlaczego rząd, który tak głosi troskę o dobro Polaków, pragnie ten stan rzeczy konserwować.

Władza najwyraźniej pragnie pokazać rezydentom gdzie ich miejsce. W PiS każdy kto śmie mieć inne zdanie, musi zostać zniszczony za wszelka cenę, nawet jeśli państwo poniesie z tego tytułu wysokie straty.

Fikcją jest bowiem to, że ukraińscy lekarze są prostym zastąpieniem polskich specjalistów. Dyplomy i uczelnie na całym świecie z nazwy są takie same, jednak poziomy jakości kształcenia diametralnie się różnią. Z tego powodu obecnie lekarz spoza Unii, zanim zacznie pracę w Polsce, najpierw musi nostryfikować dyplom i uzupełnić różnice w wykształceniu. Wiąże się to także ze zdaniem egzaminu z języka polskiego (medycznego). Powyższe wymogi zniechęcają wielu lekarzy ze wschodu.

Nieprzemyślane poluzowanie tych wymagań doprowadzi jednak do sytuacji absurdalnej. Na papierze będą w Polsce lekarze, ale czy będą oni umieli udzielić fachowej pomocy medycznej? To ostatnie pytanie pozostaje otwarte, ponieważ nostryfikacja dyplomu nie jest wymagana przypadkowo. Jest to forma gwarancji dla obywatela, że osoba, która ma prawo wykonywania zawodu, ma również ku temu kompetencje, co jest prawem pacjenta, aby ochrona zdrowia była dla niego nie tylko profesjonalna ale i bezpieczna. Dyplom ukraińskiej uczelni nie jest bowiem tożsamy z krajową gwarancją kompetencji zawodowych. Nawet polski system kształcenia lekarzy ma wiele wad i wymaga reform, ale mimo to nasi specjaliści mają dobrą reputacje za granicą i wiele krajów uznaje nasz standard kształcenia.

Ministerstwo myśli o modelu niemieckim, czyli możliwości posiadania ograniczonego prawa wykonywania zawodu w miejscu pracy i nadrabiania różnic w wykształceniu już w czasie pracy. Pewne, ale ostrożnie podejmowane kroki w tym kierunku mogą faktycznie być rozsądne. Problem polega na tym, czy pięknie brzmiąca teoria zza Odry zostałby mądrze zastosowana, czy skończy się jak z angielską siecią szpitali, która ma z pierwowzorem niewiele więcej wspólnego niż nazwę.

Naciski na takie rozwiązanie w sytuacji protestu rezydentów pokazują też pogardę dla grupy zawodowej lekarzy. Władzy nie zależy, aby Polacy zostali w Polsce, jedyne co się liczy to utrzymanie totalnej kontroli nad państwem, nawet kosztem obywateli. Rząd, który tak zaciekle sprzeciwia się przyjmowaniu imigrantów, sam planuje podmianę całej grupy zawodowej na obcokrajowców. Jest to niesamowity wyraz hipokryzji. Niestety marzenia rządu o zastąpieniu tych, co wyjechali, są także płonne. Po wprowadzeniu ruchu bezwizowego strumień ukraińskich lekarzy ominie Polskę, a obecne płace w systemie nie są magnesem wystarczającym, aby przyciągnąć całe rzesze specjalistów. Polski sektor prywatny na pewno jest kuszący, ale praca w publicznych szpitalach już nie.

Może się okazać zatem, że z wielkiej podmianki zbyt wiele nie wyniknie. Jest to przykład patologicznego myślenia, gdzie zamiast rozwiązania problemu systemowo woli się dolewać ciągle wodę do dziurawego wiadra. Cenę za arogancję władzy zapłacą zaś wszyscy obywatele, którzy nie mogą liczyć na opiekę w takim zakresie, jak na to zasługują.

Źródło: forsal.pl

fot.flickr/KPRM

POLUB NAS NA FACEBOOKU

 

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Piotr Lipiński

Absolwent Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. W wolnym czasie działacz pozarządowy. Interesuje się polityką i ekonomią.

Facebook

Facebook By Weblizar Powered By Weblizar

Media Tygodnia

Ładowanie