Polityka i społeczeństwo

Nie tylko Kijowski i nie tylko faktury, smutna prawda o upadku KOD

Nie tylko Kijowski i nie tylko faktury, czyli destrukcja KOD
fot. Shutterstock

Historia Komitetu Obrony Demokracji zatoczyła smutne koło. Wczoraj miały miejsce wybory na przewodniczącego komitetu. Nowym szefem został Krzysztof Łoziński, autor słów “trzeba założyć KOD”. Mateusz Kijowski zrezygnował z kandydowania na godzinę przed głosowaniem, tłumacząc się, że nie chce swoim nazwiskiem firmować sprawozdania finansowego organizacji, które jego zdaniem obarczone jest błędami.

Analizując ostatnie wydarzenia trudno jest nie dojść do następującej konkluzji – na naszych oczach rozgrywa się smutny koniec organizacji, której potencjał był swego czasu większy niż niejednej partii politycznej.

Tak jak początkiem końca Nowoczesnej była słynna już Madera, tak w przypadku KOD przysłowiowym gwoździem do trumny była afera fakturowa Mateusza Kijowskiego.

Zaraz po wyjściu na jaw tematu faktur w KOD rozpoczęła się brudna wewnętrzna walka o przywództwo. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że o ile Mateusz Kijowski bardzo przyczynił się do upadku organizacji, to nie jest on bynajmniej jedynym winnym. Do utraty zaufania społecznego do komitetu walnie przyczynili się członkowie zarządu głównego z Radomirem Szumełdą na czele. To właśnie oni zaczęli publicznie prać brudy, a wszystko to w celu skompromitowania Kijowskiego. Jak się okazuje, zamiast obrzydzić Kijowskiego, skompromitowali cały. Kijowskiego nie trzeba było zresztą przesadnie atakować, gdyż były przewodniczący zaorał się sam.

Całokształt wydarzeń, które wybrzmiały wokół komitetu w ostatnich miesiącach, jest bardzo smutny. Całkowicie zmarnowana i zaprzepaszczona została autentyczna, oddolna energia ludzi, którzy nie zgadzają się na demontaż państwa prawnego przez Prawo i Sprawiedliwość. Okazuje się niestety, że Kijowski, Szumełda i reszta członków zarządu głównego nie nadawała się nawet do tego, by dzieci przez pasy przeprowadzać. Zamiast kierować się dobrem organizacji, skupili się na walce o władzę, zaś cel wydawał się uświęcać środki.

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że brudne gierki i walki wewnętrzne rozpoczęły się na długo przed wpłynięciem na wierzch afery fakturowej. Polskie piekiełko w komitecie miało się dobrze przez większą część 2016 roku.

Casus komitetu jest papierkiem lakmusowym polskiego życia politycznego. To właśnie dlatego Polacy nie ufają politykom i nie chcą się angażować. Po prostu zbyt wiele razy się sparzyli. Tu jest właśnie przysłowiowy pies pogrzebany. To, że Kijowski i spółka zarżnęli KOD nie jest tylko wyłączoną sprawą ich organizacji. Całokształt działań kładzie się pokłosiem na i tak niski już poziom zaufania obywateli do życia publicznego.

Największa bura sternikom komitetu należy się jednak za nieświadome pomaganie PiSowi. Liderzy organizacji dwoili się i troili, by udowodnić, że nagonka na KOD, organizowana przez media narodowe, końcem końców okazała się być celna. Poza karygodnym zmarnowaniem potencjału, zaufania i energii dziesiątek tysięcy osób, ten aspekt boli najbardziej. Analizując poczynania Kijowskiego, czy Szumełdy trudno się w nich doszukać altruistycznej walki o demokrację. Gdyby naprawdę chodziło wyłącznie o dobro wspólne, to skaczący sobie do gardeł członkowie zarządu głównego KOD załatwiliby sprawę po cichu, zaś sam Mateusz Kijowski zrezygnowałby z funkcji dla dobra komitetu. Wszystko to niestety idealnie wpisuje się w narrację proPiSowskich mediów, które przedstawiały KOD jako komitet walki o koryto, twierdząc, że z demokracją niewiele to miało wspólnego. Za to należy się władzom KOD nagana z zakazem dalszego angażowania się w działalność publiczną.

Należy oczywiście odróżnić szczere intencje dziesiątek, a w niektórych przypadkach setek tysięcy szeregowych KODerów, którzy w dobrej wierze, bez względu na porę roku, pogodę i niesprzyjające warunki, brali udział w kolejnych demonstracjach. Tym osobom należą się ogromne podziękowania. Mam tylko nadzieję, że szkody wyrządzone przez Kijowskiego i spółkę nie spowodują, że zniechęcą się oni ostatecznie do polityki. Jeżeli tak by się stało, to największym wygranym upadku komitetu może się okazać Jarosław Kaczyński…

fot. Shutterstock/Michael Wende

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Rafał Nowakowski

Media Tygodnia

Ładowanie