Polityka i społeczeństwo

Możliwe wcześniejsze wybory samorządowe – zamach PiS na samorządy

Kaczyński na premiera
fot. Fotokon/shutterstock

Prawo i Sprawiedliwość odniosło w zeszłym roku miażdżące zwycięstwo polityczne. PiS wygrał wybory parlamentarne, ma własnego prezydenta i  jako pierwsza partia po 89 roku rządzi samodzielnie, bez konieczności oglądania się na koalicjanta. Do pełni szczęścia Jarosławowi Kaczyńskiemu brakuje jednak władzy w samorządach.

Tam w większości województw rządzi koalicja PO-PSL, a w 9 regionach Platforma ma swojego Marszałka. Dlatego też PiS rozpoczął ofensywę, skierowaną przeciwko samorządom. W czerwcu głośno było o tym, że CBA weszło do urzędów marszałkowskich w całym kraju. Jednocześnie na celowniku mediów i prokuratury znaleźli się prezydenci miast z nadania PO, Hanna Gronkiewicz – Waltz w Warszawie, Krzysztof Żuk w Lublinie i Hanna Zdanowska w Łodzi. Żeby było jasne, prezydent Warszawy sama jest sobie winna, długo bagatelizowała nieprawidłowości, związane z reprywatyzacją i zamiatała je pod dywan, zaś cały proceder odbywał się za jej rządów, co przynajmniej pośrednio ją obciąża. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że reprywatyzacja w stolicy odbywała się również w czasach, gdy to Lech Kaczyński był prezydentem Warszawy. Zarówno PO jak i PiS są współwinne całego zamieszania.

Abstrahując jednak od problemów prezydent Warszawy, jak na dłoni widać, że PiS prowadzi szeroko zakrojoną akcję, mającą na celu znalezienie haków na konkurencję polityczną i skompromitowanie tym samym samorządów. Niedawno z ust polityków partii rządzącej można było usłyszeć, że wzrost PKB spowolnił się, bo samorządy sabotują gospodarkę i nie inwestują. PiS szuka też nieprawidłowości w wydatkowaniu środków unijnych, a także problemów budżetowych, które pozwoliłyby mu wprowadzić do kluczowych miast zarząd komisaryczny.

W kuluarach sejmowych huczy od spekulacji, że Prawo i Sprawiedliwość szykuje się do przeprowadzenia przyspieszonych wyborów samorządowych. Te miałyby się odbyć wiosną 2017. Czemu PiS miałby się zdecydować na taki wariant? Przede wszystkim dlatego, że:

    1. PiS chce dobić Platformę. Ta jednak posiada silną bazę, w postaci sprawowania władzy w samorządzie terytorialnym. Utrata przez PO władzy w samorządach może skończyć się rozpadem tej partii.
    2. Otwiera się szansa na wykończenie PSL. Prawo i Sprawiedliwość przejęło od ludowców elektorat wiejski, co było widoczne analizując szczegółowe wyniki wyborów do sejmu w 2015. PSL ledwo przekroczyło w nich próg 5%. Gdyby odbyły się przyspieszone wybory samorządowe, to właśnie PSL straciłby najwięcej.
    3. Opozycja jest słaba, rozbita i niegotowa na przyspieszone wybory. Jest to główny powód strategiczny organizowania przedwczesnych wyborów na szczeblu samorządowym. PiS ma liczne i karne struktury w terenie. Z kolei PO jest w odwrocie, a Nowoczesna nie zdążyła jeszcze wystarczająco się rozwinąć. Opozycja nie jest po prostu gotowa na taki blitz krieg ze strony partii rządzącej.
    4. Prawo i Sprawiedliwość cieszy się wysokim poparciem w sondażach. Im więcej czasu będzie mijało od wyborów, tym większe zagrożenie dla partii rządzącej, że to poparcie będzie malało. Po co zatem czekać 2 lata, skoro już teraz można spuścić opozycji tęgie lanie?
    5. Wygrana w wyborach samorządowych to dla PiS pełnia władzy i spełnienie marzenia prezesa Kaczyńskiego o wszechwładzy jego partii.

Powyższy scenariusz brzmi kusząco dla zwolenników partii rządzącej, jednocześnie wywołując dreszcze i zimne poty wśród tych, którzy uważają, że PiS demoluje demokrację w naszym kraju.

W jaki sposób może dojść do wcześniejszych wyborów? Opcji jest kilka. Od korekty granic województw, po zmianę ordynacji wyborczej, połączoną z wprowadzeniem przepisów przejściowych, skracających kadencję obecnych władz. Rozważany jest również wariant, polegający na wprowadzeniu komisarzy wyborczych do większych miast, na skutek kontroli prowadzonej przez CBA.

Po przejęciu kontroli nad Trybunałem Konstytucyjnym, co powinno nastąpić pod koniec grudnia, nic nie stanie już na przeszkodzie, by w drodze ustawy zmienić przepisy i jednocześnie wygasić kadencję samorządów.

Rozważane są dwa warianty:

  • ograniczony, w którym przyśpieszone wybory odbyłyby się tylko w miejscach najbardziej dla PiS newralgicznych – Warszawa czy województwo Mazowieckie.
  • ogólnokrajowy – przyspieszone wybory na wszystkich szczeblach samorządu terytorialnego. Ten wariant wymaga wprowadzenia daleko idących zmian ustawowych i jest bardziej ryzykowny. Jednocześnie, przy jego powodzeniu, PiS przejmuje władzę w Polsce na wszystkich możliwych szczeblach.

Do przeprowadzenia skutecznego ataku na samorządy potrzebne jest przekonanie opinii publicznej, że w organach lokalnych panuje korupcja, dzieje się źle, i że to samorządy blokują skok cywilizacyjny, który rząd PiS tak usilnie stara się przeprowadzić.

Jak widać negatywna kampania wizerunkowa, wymierzona w samorządy, trwa w najlepsze. Stare powiedzenie mówi, że nie ma dymu bez ognia. Musimy zatem poczekać na rozwój wypadków, mając jednak świadomość, że lada moment możemy mieć przyśpieszone wybory…

fot.Fotokon/shutterstock

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Michał Górski

Społeczniak, renegat, często idący pod prąd. Chciałby żyć w lepszej Polsce, ale Polska nie chce być lepsza. Wyśmiewa absurdy, wytyka głupotę, ale nie ma monopolu na rację. Dlatego walczy po swojemu, nie waląc głową w mur.

Facebook

Facebook By Weblizar Powered By Weblizar

Media Tygodnia

Ładowanie