Polityka i społeczeństwo

Morawiecki zamiast rozwoju zaoferował powrót do przeszłości. Absurdy retoryki premiera

Morawiecki okłamał Polaków ws. dochodów z VAT
fot. flickr/KPRM

Mateusz Morawiecki jako wicepremier, a teraz jako szef rządu ma za zadanie wprowadzić polską gospodarkę w erę nowoczesności, czwartą rewolucję przemysłową. Jednak zamiast powiewu świeżości, nowych idei, realnej alternatywy w sprawach gospodarczych, usłyszeliśmy podczas expose coś, co było w Polsce znane od dawna. Premier na gruncie idei wrócił bowiem do schematów myślowych powtarzanych nad Wisłą od ponad stulecia, za każdym razem niestety z równie opłakanym skutkiem w postaci przepaści w dochodach między Polska a zachodem kontynentu.

Na czym polegał problem kwiecistej i pełnej wzniosłych celów wizji Morawieckiego, człowieka, któremu braku oczytania i wykształcenia nie można zarzucić?

Problem premiera polega na powrocie od idei superpaństwa. Idei, która legła u podstaw zarówno komunizmu jak i faszyzmu. Idei, która doprowadziła do gospodarczej ruiny nie tylko ustroje totalitarne, ale także II RP, która tylko i wyłącznie z powodu koszmaru wojny zapisała się tak pozytywnie w świadomości społecznej. W końcu mieliśmy także PRL, który również wierzył w zbawienną moc ręki aparatu biurokratycznego, na próżno.

Słuchając premiera miedzy nowomową i sloganami idea superpaństwa pojawia się bowiem jako myśl przewodnia.

„Państwo wraca do gry na poważnie. Do przedsiębiorczych przedsiębiorców dołącza teraz również przedsiębiorcze państwo”

W myśl Morawieckiego to państwo daje bowiem impuls do rozwoju. Nowy premier wierzy, że do sukcesu doliny krzemowej, potęgi gospodarczej Korei, a także Chin i Japonii nie doprowadził wolny rynek, ale staranne prowadzenie biznesu za rękę przez państwo. “Narodowa suwerenność i tradycja są autem w modernizacyjnych zmaganiach” mówił premier wchodząc na tory retoryki wstawania z kolan i aktywnej roli państwa w kształtowaniu gospodarczego interesu.

Interes ten jest bowiem zagrożony przez zagraniczny kapitał. Jakkolwiek ironicznie to brzmi z ust ex-prezesa zagranicznego banku, ale w expose padły następujące słowa:

“Kiedy zagraniczni eksperci mówią o naszej gospodarce, to coraz częściej podzielają nasze diagnozy. O tym, jak bardzo przez 25 lat ostatnich uzależniliśmy się od zagranicznego kapitału. Najgłośniejszy ekonomista świata Thomas Piketty powiedział – przepraszam za jeden anglicyzm – “foreign owned countries” – jesteście krajem w posiadaniu zagranicy.

Diagnozę dopełniają słowa:

„Polska polityka rozpięta jest między dwie błędne wizje. Z jednej strony wizja rozwoju zależnego, czyli 25 lat III RP która przewiduje dla Polski jedynie rolę peryferii. Z drugiej strony głosy, że Polska miałaby się odgrodzić murem od reszty świata. My chcemy żeby Polska była wielka. Polska jest częścią Zachodu. A jeśli tak, to musi mieć globalne aspiracje i nie bać się konkurencji. Nie bać się współpracy.”

Natomiast rozwiązaniem na bolączki gospodarki ma być:

“Potrzebujemy zatem państwa i silnej tożsamości, by wyrwać się z roli peryferii we współczesnym kapitalizmie. Dlatego jedną z głównych idei dla planu rozwoju jest wykreowanie polskich firm, jako globalnych championów”.

Nie można powiedzieć, że premier nie ma zupełnie racji. W rozwoju Chin, Japonii, Korei olbrzymią rolę miało państwo, które chroniło i wspierało rodzimy przemysł, aby ten urósł do rangi “championów”. Jednak podejście to działało sprawnie tak długo, jak gospodarka znajdowała się na niskim i średnim poziomie rozwoju, ponieważ potem sztywne podejście, korupcja i układy zaczęły rodzić poważne komplikacje. Japonia pogrążyła się w trwającej dekady stagnacji, ponieważ nie potrafiła odejść od kulturowo uwarunkowanego podejścia do ręcznego sterowania gospodarką. Wydajność pracy w kraju Kwitnącej Wiśni jest bowiem niższa niż w krajach zachodu. Chiny się szybko bogacą, ale mają coraz większe problemy. Kraj z gigantycznymi rezerwami walutowymi i nadwyżkami dochodów w ciągu dekady popadł w głębokie zadłużenie, a możliwość kontynuowania obecnego ręcznie sterowanego modelu rozwoju w perspektywie wieloletniej nie wróży dogonienia dochodem na mieszkańca Zachodu. Chiny mogą być największą gospodarką, ale dzięki liczbie mieszkańców, a nie zasobności poszczególnych obywateli. Równocześnie szybko rozwijająca się wciąż Korea Południowa należy do najbardziej wolnorynkowych gospodarek świata, jednych z niewielu państw, które w polityce budżetowej zbliżają się bardziej do pojęcia “państwa minimum” niż promowanego w Europie państwa socjalnego. Kraj ten w latach 80-tych startując z poziomu Polski, obecnie zostawił nas daleko w tyle.

Morawiecki nie zorientował się, że kreowanie championów jest ważną formą, ale uzupełnienia modelu rozwoju opartego na nie blokowaniu przedsiębiorczości. Własne korporacje są narzędziem realizowania polityki zagranicznej, stąd zwłaszcza Chiny tak bardzo na nie stawiają. Jednak nie zmienia to obrazu, że wolny handel i wolna przedsiębiorczość są podstawą rozwoju wszystkich najbogatszych gospodarek. Nie chodzi tutaj tylko o podatki, ale przyjazne firmom, stabilne, ograniczone ilościowo prawo i sprawny wymiar sprawiedliwości. Wartości w Polsce bagatelizowane, ale które okazały się kluczowe dla sukcesu takich krajów jak Szwecja, która jest bardzo bogate mimo wysokich podatków.

Morawiecki nie ma szans na realizację swoich marzeń o skuteczności skorumpowanej reki państwa bez dania szansy przedsiębiorcom. Zwłaszcza w czasach, gdzie małe start-upy, a nie rządowe inwestycje potrafią zrewolucjonizować świat.

Premier obiecywał wprawdzie przedsiębiorcom bardziej przyjazną biurokrację, uproszczenie systemu podatków i danin wobec państwa, czy zmniejszenie liczby praw i regulacji. Jednak to nie one nadawały ton całemu wystąpieniu. Tym bardziej, że Morawicki jako wicepremier zasłynął wzmacnianiem żelaznego uścisku państwa, a nie jego luzowaniem. Uszczelnianie wiążące się z nakładaniem nowych obowiązków na firmy, kosztująca miliardy repolonizacja, dokręcanie podatkowej śruby kolejnym grupom przedsiębiorców i pracownikom. Kpina z obywatela przy zmianach w kwocie wolnej od podatku. W końcu mamy konstytucję dla biznesu, która choć jest krokiem w dobrą stronę, to pojawiła się w grafiku dopiero po dwóch latach rządów, co pokazuje jak wielki priorytet miała dla władzy. Co więcej, wiele bolączek zostało w konstytucji całkowicie pomiętych. Niestety jej zapisy nie są w żaden sposób godne podkreślenia mianem satysfakcjonujących w obecnych realiach, kiedy równocześnie urzędnicy zmieniają na niekorzyść podatników interpretacje przepisów, a firmy zalewają kolejne kontrole drapieżnego na dodatkowe środki państwa.

Premier Morawiecki nie docenia kluczowego znaczenia dla gospodarki małych i średnich przedsiębiorstw, które reprezentują właśnie polski kapitał, a które są poddawane przez nasze państwo największym represjom. Nie potrzeba wielomiliardowych dotacji państwa, starczy, że politycy przestaną przeszkadzać firmom. W przeciwnym wypadku czeka nas powrót do przeszłości, bandy kolesiów na państwowych stołkach, która uwierzyła, że kreska planisty w gabinecie politycznym ma moc sprawczą dokonania realnej zmiany rzeczywistości.

fot. flickr/KPRM

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie