Gospodarka

Morawiecki ogłasza rewolucję dla przedsiębiorców. Przełom czy kolejna zasłona dymna?

Mateusz Morawiecki przez dwa lata rządów PiS deklarował, że to mali i średni przedsiębiorcy mają być jego oczkiem w głowie. Jednak czas mijał, a obiecanych ulg i deregulacji działalności firm nie można było ujrzeć na horyzoncie. Kiedy jednak pozytywne zmiany czekały w zamrażarce, w tym samym czasie rząd zasypywał przedsiębiorców nowymi regulacjami podatkowymi, których wdrożenie kosztowało wiele czasu i pieniędzy. W końcu wicepremier zdecydował się odkryć swoje karty i światło dzienne ujrzała wizja długo obiecywanej rewolucji.

Przyjrzyjmy się zatem ile jest “rewolucji w rewolucji” resortu.

Morawiecki ogłosił długą listę 50 ulg i uproszczeń dla przedsiębiorców. Słowem kluczem jest tutaj tzw. ‘mały podatnik”, który rozlicza się z fiskusem na preferencyjnych zasadach. Ta kategoria firm płaci niższy 15%, a nie 19 procentowy CIT. Resort planuje poszerzyć krąg firm kwalifikujących się pod tę kategorię poprzez podwyższenie maksymalnego poziomu przychodów firmy z 1,2 do 2 mln euro. To jednak tylko początek. Mają zajść daleko idące zmiany w rozliczaniu kosztów uzyskania przychodu. Pierwszym przywilejem jest umożliwienie jednorazowego zaliczenia do kosztów uzyskania przychodu całej wartości nowych środków trwałych, zamiast jak dotychczas przez cały okres amortyzacji.

Prostymi słowy firma, która zdecyduje się na zakup nowego sprzętu, od razu będzie miał możliwość uzyskać odliczenie podatkowe za całą jego wartość, a nie w perspektywie całego okresu użytkowania. Jest to duża ulga dla firm w krytycznym momencie ponoszenia tak wysokich kosztów.

Mały podatnik będzie musiał sprostać także mniejszej biurokracji, CIT będzie mógł rozliczać 4, a nie 12 razy w ciągu roku. Zmiany obejmą także możliwość rozliczana pracy małżonków na zasadach takich jak innych pracowników, co oznacza możliwość uwzględnienia w kosztach uzyskania przychodu. Podatnik, który wykaże stratę podatkowa będzie miał także prawo do jednorazowego jej rozliczenia do poziomu 5 mln zł, co oznacza, że w kieszeni przedsiębiorcy zostanie aż do 900 000 zł. Zapowiadana rewolucja to także uproszczenia w wymogach szkoleń BHP dla najmniej wypadkowych branży. To także poszerzenie kręgu firm objętych uproszczoną sprawozdawczością finansową.

Przyglądając się rewolucji Morawieckiego warto zwrócić uwagę na kilka aspektów.

Zmiany zaproponowane przez rząd są potrzebne i są krokiem w dobrą stronę. Często na łamach naszego portalu opisywaliśmy patologiczne propozycje rządu, które zaciskały pętlę na uczciwe firmy. Tym razem jednak można Morawieckiego pochwalić, ponieważ zmiany są nacelowane na grupę firm, która najbardziej ich potrzebuje. Obniżając wymogi wobec małych rośnie bowiem szansa, że część z nich wyrośnie na średnich i dużych.

Magia rewolucji zdecydowanie jednak pryśnie po uwzględnieniu kosztów. Ministerstwo szacuje koszt reformy na 2,5 mld zł w ciągu 10 lat, co oznacza 250 mln zł rocznie. Przypomnijmy że w tym samym czasie rząd obiecuje ściągnięcie kilkunastu miliardów zł więcej poprzez politykę uszczelniania. Zatem realnie nie można mówić o rewolucji z perspektywy całej gospodarki, ale tylko w jej ograniczonym, choć bardzo newralgicznym fragmencie. Z perspektywy całej gospodarki możemy wciąż mówić o wzroście, a nie spadku obciążeń. Jest to teza tym bardziej uzasadniona, że Morawiecki ogłosił korzystniejsze metody rozliczania kosztów uzyskania przychodu dla “małego podatnika”, jednak jeszcze kilka tygodni temu burzę wywołała propozycja wprowadzenia nowego podatku od nieruchomości komercyjnych i zmiana rozliczania kosztów uzyskania przychodów dla pozostałych firm. Efektem miało być podwyższenie przedsiębiorcom podatków poprzez zwiększenie podstawy opodatkowania przy zachowaniu nominalnie takiej samej stawki CIT. Resort szczególnie mocno uderzył w firmy, które rozwijają działalność w oparciu o finansowanie zewnętrzne – kredyt. Przypomina to zasadę dziel i rządź. Wicepremier obniża podatki jednym i podwyższa drugim, a matematyka budżetu i tak wychodzi na swoje.

Można zatem propozycje resortu potraktować jako dobry sygnał, zwłaszcza że są pierwszym zwrotem w kierunku deregulacji zamiast totalnej kontroli państwa. Jednak nie można dać się zwieść, że problem został rozwiązany. Państwo nie może jedną ręką dawać ulg, a drugą zaciskać na szyi przedsiębiorcy. Docelowo, aby polska gospodarka mogła wykorzystać cały swój potencjał, konieczne jest wdrożenie rozwiązań, które będą stwarzały dobre warunki do rozwoju dla wszystkich firm, a nie tylko wybranych.

Źródło: money.pl

fot. flickr/KPRM

 

POLUB NAS NA FACEBOOKU

 

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Piotr Lipiński

Absolwent Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. W wolnym czasie działacz pozarządowy. Interesuje się polityką i ekonomią.

Facebook

Facebook By Weblizar Powered By Weblizar

Media Tygodnia

Ładowanie