Polityka i społeczeństwo

Marek Migalski dla CrowdMedia: Po swoim „Marcu ’68” Jarosław Kaczyński poszuka jakiegoś „Zaolzia”

fot. Shutterstock/ Michael Wende

Czy zyski Jarosława Kaczyńskiego w kraju pokrywają międzynarodowe straty Polski po nowelizacji ustawy o IPN?

Nie zgadzam się, że Jarosław Kaczyński ma w tym konflikcie pod kontrolą nawet sytuację w Polsce. Coś co wydaje się dziś zyskiem, może wkrótce okazać się stratą. Myślę oczywiście o pobudzeniu – i to we własnym obozie Kaczyńskiego oraz na jego społecznym i medialnym zapleczu – nastrojów już nawet nie nacjonalistycznych, ale szowinistycznych, ksenofobicznych i antysemickich.

Kolejni prawicowcy „detonują”, Rafał Ziemkiewicz pisze o „głupich ew. chciwych parchach”, a wieloletni dziennikarz RMF-u ogłasza, że „jesteśmy na wojnie z Żydami!”.

To wszystko zostało uruchomione przez konflikt wokół nowelizacji ustawy o IPN. Dziś wydaje się, że ta mobilizacja musi sprzyjać PiS-owi. Jeśli tacy „zdetonowani” prawicowcy widzą w jakimś polityku obrońcę ich świata, jest to Jarosław Kaczyński. Tylko że to, co jest zyskiem krótkoterminowym, może być stratą, kiedy się okaże, że Kaczyński nad tymi demonami nie zapanuje, ponieważ dla tych przebudzonych antysemitów będzie za miękki.

Wchłaniając kiedyś „Samoobronę” i LPR zmienił swój język i tożsamość własnej formacji. Z centroprawicowca stał się autentycznym populistą. Czemu dziś nie miałby podążyć za Rafałem Ziemkiewiczem?

Podąży, bo będzie musiał. Jego obsesja, żeby nie wyrosło mu nic przy prawej ścianie, sprawi, że będzie absorbował ten język. Jego ludzie będą absorbowali. Tyle tylko, że ta radykalizacja przekreśla – już przekreśliła – jego pomysł na drugą połowę kadencji. Usunięcie Macierewicza, Morawiecki i Czaputowicz jako bardziej cywilizowane twarze, konsolidacja zdobyczy i wyciszenie najostrzejszych konfliktów. To wszystko Kaczyński już dzisiaj zmarnował. Paradoksalnie, to Beata Szydło lepiej by się odnalazła w obecnym konflikcie, bardziej naturalnie wychodziłoby jej mówienie, że tutaj trwa twarda gra z Żydami o polskie interesy.

Ostatecznie Morawiecki i Czaputowicz też to robią.

Jednak im to wychodzi fatalnie, nie do tego zostali przez Kaczyńskiego wymyśleni, oni się w tym zużywają. Konflikt wokół ustawy o IPN przekreślił całą próbę pójścia do centrum, udawania, że wszyscy w tym obozie myją zęby. Gołym okiem widać, że nie. Kaczyński będzie musiał albo spacyfikować ośmielonych endeków, którzy wówczas założą coś nowego z Macierewiczem, Ruchem Narodowym, kibolami, albo będzie ich dalej trzymał przy sobie, ale za cenę jeszcze ostrzejszego języka i jeszcze bardziej radykalnych działań własnych i własnego obozu, niż przy okazji sporu o nowelizację. Jednak próbując odebrać tlen przebudzonym przez własną politykę endekom, on musi wrócić na pozycje, które przy okazji „rekonstrukcji rządu” chciał opuścić. W ten sposób daje szansę opozycji na obronienie się w centrum. Zatem traci także w polityce krajowej, gdzie uruchomił mechanizmy, nad którymi nie panuje – antysemityzm, skrajny nacjonalizm. On tego używa, ale to nie jest do końca jego. On potrafi naśladować ten język, ale ty i ja wiemy, że to nie jest do końca jego bajka.

Ja nie mam już takiej pewności. Może on tylko udawał „żoliborskiego inteligenta”, szczególnie dopóki żył Lech Kaczyński? Może teraz przemawiając do PiS-owskiego ludu Gomułką i Moczarem czuje się bardziej komfortowo, niż kiedyś przekonując Ciebie, Zarembę, Kowala, Krasnodębskiego, że on tak musi tym PiS-owskim ludem manipulować, żeby politycznie przeżyć?

Jeśli całe życie operujesz pewnym narzędziem i ono cię dziś wyniosło do funkcji naczelnika państwa, to masz naturalną tendencję, żeby tego narzędzia coraz częściej i coraz mocniej używać. Zgodnie z przysłowiem mówiącym, że jak masz tylko młotek, to wszystkie problemy zaczynają wyglądać jak gwoździe. U Kaczyńskiego tym młotkiem zawsze była gra ponad posiadane zasoby, radykalizowanie konfliktów. Przeczytałem właśnie komentarz z serwisu wpolityce.pl, że „jeśli mamy już i tak wojnę z Żydami, to musimy przy tej okazji wyeliminować z Polski zagraniczne media”. Ja się obawiam, że to dla Kaczyńskiego i całego obozu nie będzie moment refleksji, ale powtórzenie bliskiej mu zasady: „teraz to się już nie możemy wycofać”.

Ale właściwie jaka jest za to cena? Oczywiście cała koncepcja prawicy zastąpienia Unii przez Trumpa i Netanjahu została na razie przekreślona. Ale jak się burza przetoczy, Trump, Netanjahu czy Brytyjczycy negocjujący z Brukselą warunki Brexitu przypomną sobie, że Kaczyński atakujący i osłabiający Unię jest dla nich wygodny.

Kiedy media niedawno podały, że przy granicy z Litwą Rosja gromadzi rakiety, ja sobie pomyślałem, że gdyby dziś Putin zaatakował Polskę, to wspólnota euroatlantycka będzie miała o kilka punktów mniejszą ochotę ratowania nas, niż przed trzema tygodniami. Wystarczy, że kilku wpływowych zachodnich doradców, kilku ważnych polityków, powie: nie angażujmy się w obciach.

W kluczowej dla Polski sprawie Nord Streamu w tych dniach zostały podjęte dwie decyzje: Niemcy zdecydowały się na kolejny etap budowy, a Trump nie wprowadzi sankcji.

Postawienie na Trumpa było ze strony Kaczyńskiego jakoś racjonalne. Rekonstruując jego sposób myślenia: Unia się rozpada, my jej nie chcemy, bo wiąże nam ręce w polityce krajowej, musimy postawić na Trumpa, tym bardziej, że jesteśmy tacy jak on – w wykorzystywaniu nacjonalizmu, religii. Zatem zapraszamy, czarujemy, Duda się uśmiecha, Agata czaruje Melanię, atmosfera prawie doskonała. A wszystko po to, żeby później, jak Trump usłyszy słowo „Polska”, zareagował: „jaki fajny kraj, jacy fajni politycy, oni są tacy sami jak ja”. Tylko że teraz Trump słyszy od swoich najbliższych doradców, z Departamentu Stanu i z mediów: „a czy ty wiedziałeś, że Twoi kumple z PiS-u to antysemici?”. I tu zaczyna się problem, bo „moja córka jest religijną Żydówką, a zięć Kushner robi dla mnie politykę światową, więc nawet jeśli ci polscy prawicowcy to populiści, jak ja, to jednak głupi, bo antysemici”. A jakie będą konsekwencje realne, trudno dziś powiedzieć – 500 żołnierzy mniej albo wyższa cena na kluczowe uzbrojenie. Ale najbardziej kosztowna jest utrata aktywów w obszarze soft power. Nie tylko pozycji, ale przede wszystkim powagi. W obozie władzy jest dużo osób, które to rozumieją – myślę, że łącznie z Kaczyńskim. Przychodzi mi do głowy analogia, którą jak wszystkie historyczne analogie trzeba oczywiście brać z pewną poprawką. Po Marcu 1968, czyli po wzbudzeniu przez władzę nacjonalizmu i antysemityzmu na użytek wewnętrzny, ale też z koszmarnymi skutkami międzynarodowymi, przyszedł Sierpień 1968, interwencja w Czechosłowacji. Gomułka rozumiał, że na tej hecy wewnętrznej on przegrał międzynarodowo i Polacy to czują. Zatem potrzebuje jakiegoś sukcesu w polityce międzynarodowej.

Najechania Czechosłowacji jako marionetka Breżniewa?

Chciał przez to pokazać, że jego polityka jest jednak skuteczna. Nie tyle, że zawładnęliśmy Czechosłowacją, ale jednak „polskie czołgi są w Hradec Kralove”. To było tak sprzedawane w propagandzie władzy adresowanej do tych samych nacjonalistów i antysemitów, do których Gomułka i Moczar adresowali się parę miesięcy wcześniej w czasie kryzysu marcowego. „Mamy na świecie sojuszników i razem z nimi wygrywamy”.

Zatem po obecnym „Marcu” może być gorzej?

Jarosław Kaczyński będzie chciał mieć jakiś sukces na arenie międzynarodowej. Kiedy ja ostatnio zastanawiałem się nad tym na swoim blogu, jeden z internautów napisał: „przecież sprawa Zaolzia jest nierozwiązana”. To ponury żart, ale oddaje kierunek, w którym Kaczyński będzie teraz musiał iść.

Dziś to „Zaolzie” musiałoby być na Ukrainie. W końcu Kaczyński zdecydował się na zaostrzenie konfliktu także na tym froncie, wpisując do nowelizacji fragment „antybanderowski”. Za co został już publicznie pochwalony przez partię Putina i przez Kadyrowa.

Z kolei ambasador Ukrainy w Polsce Andrzej Deszczycia dwa dni temu powiedział, że Ukraina po ostatnim konflikcie zrozumiała, że teraz jej ambasadorem w Unii Europejskiej jest Litwa. Paweł Kowal przypomniał niedawno, że Ukraina była jedynym narodem na świecie, który do niedawna w sondażach odpowiadał, że najbardziej lubi Polaków.

To była wdzięczność za poparcie Majdanu.

Teraz to jest bardzo szybko marnowane. W tempie, które nawet Kaczyńskiemu musi wydawać się zaskakujące i bynajmniej nie jest sukcesem.

Co ma w tej sytuacji zrobić opozycja. Lewica ich atakuje, że za mało walą w Polskę, prawica, że są zdrajcami, bo nie skupiają się przy Kaczyńskim przeciwko Niemcom, Żydom i Ukraińcom.

Największy problem ma PO, właśnie dlatego, że jest centrowe. Narodowcy tego problemu nie mają, mogą się licytować z Kaczyńskim bez końca. Partia Razem też nie, bo jej prawie nie ma, więc nie musi zabiegać o społeczne poparcie. Ja myślę, że „konserwatywna kotwica”, o której kiedyś powiedział Grzegorz Schetyna, czy w tym wypadku „patriotyczna kotwica”, może się przydać właśnie teraz, kiedy Kaczyński nie potrafił pójść w stronę centrum. Ja nie mówię o licytacji z PiS-em, ale o nieodstępowaniu Kaczyńskiemu identyfikacji narodowej, tożsamościowej. Rozumiem, że nie jest łatwo zachować dyscyplinę głosowań przy tych wszystkich tematach wrzucanych przez PiS. Ale za każdym razem trzeba pokazywać alternatywę – bez głupoty, bez radykalizmu, bez świadomego konfliktowanie Polaków między sobą i z całym światem. Każdą stratę, jaką Polska ponosi w konsekwencji dzisiejszej polityki PiS-u – punktować, pokazywać, że samemu skuteczniej broniłoby się polskich interesów. Platforma ma szansę, bo dzisiaj słowa „mądry konserwatyzm” czy „skuteczny patriotyzm” coraz większej liczbie ludzi przywiązanych do polskiej tradycji, o konserwatywnych poglądach, przestają się kojarzyć z PiS-em.

Rozmawiał Cezary Michalski

Marek Migalski, politolog, polityk, publicysta. W 2009 roku wybrany do Parlamentu Europejskiego z list Prawa i Sprawiedliwości. W PE specjalizował się w polityce wschodniej. W 2010 roku współprowadził kampanię prezydencką Jarosława Kaczyńskiego. Kiedy po przegranej w drugiej turze Kaczyński zaostrzył linię PiS-u (wracając m.in. do tematu „zamachu w Smoleńsku”), Migalski napisał do niego krytyczny list, po którym Ryszard Legutko i Tomasz Poręba złożyli wniosek o wykluczenie go z grupy PiS w europarlamencie. Współtworzył ugrupowanie Polska jest Najważniejsza, a później Polska Razem. W 2014 roku wycofał się z polityki.

fot. Shutterstock/ Michael Wende

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media - wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Cezary Michalski

Eseista, prozaik i publicysta. W swojej twórczości związany m.in. z Newsweekiem i Krytyką Polityczną.

Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu.

Był redaktorem pism "brulion" i "Debata", jego teksty ukazywały się w "Arcanach", "Frondzie" i "Tygodniku Literackim" (również pod pseudonimem "Marek Tabor").

Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, "Życiem" i "Tygodnikiem Solidarność". W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury.

Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. W latach 2006–2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety Dziennik Polska-Europa-Świat, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma.

Media Tygodnia

Ładowanie