Gospodarka

Kontrole, obostrzenia i ciągła inwigilacja. To koniec wolności gospodarczej w Polsce?

W 2007 roku wyborcy tłumnie ruszyli do urn, by powiedzieć „STOP” państwu opresyjnemu, którego marzeniem było nieustanne kontrolowanie obywateli i przedsiębiorców. Wolność gospodarcza była wówczas na ustach wszystkich, a jednym z pierwszych ruchów nowej koalicji rządzącej było powołanie komisji „Przyjazne państwo”, której przewodniczył liberalny gospodarczo polityk Platformy Obywatelskiej Janusz Palikot. Niestety, skutkiem ograniczenia ingerencji państwa w sferę działalności przedsiębiorstw było rozluźnienie kontroli nad przedsiębiorcami, bardziej łagodne warunki rejestracji działalności gospodarczej i mniej restrykcyjne przepisy obejmujące tę materię. Skutkiem, z pewnością niepożądanym, było zwiększenie skali oszustw podatkowych i wzrost tzw. luki w VAT.

Przedsiębiorcy cieszyli się większą swobodą, a budżet tracił. Dlatego tak bardzo nośnym hasłem obecnej władzy jest walka o uszczelnienie systemu podatkowego, prowadzona zresztą w bardzo wymowny i przebiegły sposób, bowiem nie poprzez pokazywanie kolejnych ograniczeń wolności gospodarczej, a poprzez wskazywanie na co można wykorzystać środki w ten sposób pozyskane. W ten sposób, udało się doprowadzić do sytuacji, w której obywatele są zadowoleni z działań, które w sposób oczywisty są dla nich niekorzystne w sferze wolności. Nie każdy bowiem zauważył, że system w którym wolność gospodarcza była podstawą polityki gospodarczej, zmienił się w system totalnej inwigilacji i wszechobecnego państwa.

Ministerstwo Finansów opublikowało w ostatnich dniach sprawozdanie operatywne z wykonania budżetu państwa za okres od stycznia do sierpnia 2017 roku. Widać w nim w sposób bezdyskusyjny, że dochody z podatków rosną w nieznanym od lat tempie, potwierdzając słuszność przyjętych przez resort finansów praktyk.

Analizą tych danych zajął się analityk m.in. magazynu Forbes Rafał Mundry, który na swoim profilu na Twitterze przedstawiał wczoraj jego fragmenty.

Na wykresach wszystko wygląda bardzo efektownie. Brak jest jednak informacji, jaka jest rzeczywista cena tych efektów. A jest bardzo wysoka, choć wydaje mi się, że wciąż nie wszyscy przedsiębiorcy zdają sobie z tego sprawę.

Od 1 stycznia 2018 roku wszyscy przedsiębiorcy w kraju będą musieli składać do urzędów skarbowych rejestry VAT w formie Jednolitego Pliku Kontrolnego. Resort finansów planuje także wprowadzenie mechanizmu podzielonej płatności (przedsiębiorca będzie zobowiązany do posiadania specjalnego rachunku na podatek VAT), a także kas fiskalnych online. Do tego pakiety paliwowy i przewozowy, które w gruncie rzeczy monitorują przemieszczenia towarów wrażliwych na terenie kraju. Wszystkie te działania zmierzają w kierunku totalnego uszczelnienia systemu podatkowego – to fakt. Tworzą jednak rzeczywistość gospodarczą, w której organy państwa (w szczególności Krajowa Administracja Skarbowa) w pełni inwigilują każdego przedsiębiorcę w kraju. Dzięki comiesięcznemu przesłaniu ewidencji VAT-owskich władza zyska pełną wiedzę o bazie kontrahentów każdego podatnika, pozna ceny stosowane w poszczególnych branżach, marże, upusty czy rabaty handlowe. Wszystko to ma, według zapowiedzi analityków KAS, ograniczyć liczbę kontroli podatkowych. Problem w tym, że w gruncie rzeczy, każda analiza ksiąg podatkowych, nawet jeśli wykonywana przez „zaawansowane technologie informatyczne”, czyli różnego rodzaju algorytmy analityczne jest tak naprawdę kontrolą podatkową tychże ksiąg.

Owszem kontrolą wstępną, ale także nieograniczoną w czasie. Łamiącą wszelkie zasady wynikające z ustawy o swobodzie działalności gospodarczej. Trwająca miesiąc w miesiąc, wchodząca z butami fiskusa w niemal każdą sferę działalności przedsiębiorcy. Podobny efekt będą miały kasy fiskalne online czy zapowiadany przez MF monitoring płatności na rachunkach bankowych. Bez zawiadomień podatnika o zakresie kontroli, bez wskazania imiennie pracowników lub funkcjonariuszy KAS przeprowadzających kontrolę. Bez protokołu z czynności, do którego można wnosić zastrzeżenia i poddać je kontroli instancyjnej.

Wszystko, o co walczyli przez lata przedsiębiorcy przed sądami administracyjnymi broniąc się przed zbytnią opresyjnością państwa, przed wszczynaniem kontroli na chwilę przed okresem przedawnienia czy wykorzystywaniem mnogości procedur administracyjnych, by kontrole toczyć w nieskończoność, dziś stało się obowiązującą rzeczywistością. Kontrola jest permanentna, choć formalnie w ogóle się nie zaczyna. I co ciekawe odbywa się z szerokim poparciem obywateli i przedsiębiorców, choć właśnie za tendencję do stworzenia państwa wszechobecnego ponad dekadę temu odsunięto od władzy PiS.

Zaskakujący jest zwrot w mentalności polskich (choć europejskich także) przedsiębiorców. Niestety w przeciwieństwie do państwa minimalnie ingerującego w gospodarkę, państwo gospodarczo policyjne ma zazwyczaj tendencje do wypaczeń i postępującego wzrostu swojej opresyjności znacznie poza granice wymagane przez sytuację budżetową. Podatnicy przypomną sobie o tym, gdy za każde najdrobniejsze przewinienie przyjdzie im płacić olbrzymie kary. Wówczas ponownie zwrócą się jako suweren ku władzy, która obieca im przywrócenie swobody w gospodarce. Tymczasem musimy na tę chwilę jeszcze trochę poczekać.

fot. flickr/KPRM

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Michał Kuczyński

Michał Kuczyński - Absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego. Z zamiłowania bloger i autor tekstów o charakterze publicystycznym. Interesuje się polityką i ekonomią. Prywatnie miłośnik piłki nożnej, muzyki rockowej i dobrego kina. Niegdyś zapalony wiolonczelista.
Zapraszam na mojego Twittera - @KuczynskiM

Facebook

Facebook By Weblizar Powered By Weblizar

Media Tygodnia

Ładowanie