Polityka i społeczeństwo

Kolejna służba zniszczona przez dobrą zmianę. Minister Błaszczak chce przykryć swoje błędy

Kolejna służba zniszczona przez dobrą zmianę. Minister Błaszczak chce przykryć swoje błędy
fot. flickr/ Sejm RP

PiS szło do wyborów w 2015 roku z hasłami odnowy i odbudowy aparatu państwa. Państwo miało stać się silniejsze i skuteczniejsze, a podległe mu służby pod rządami „dobrej zmiany” miały stać się bardziej profesjonalne i lepiej wyposażone. Jak to wygląda na przykładzie wojska polskiego możecie przeczytać tu. Dziś warto zwrócić uwagę jak to wygląda na przykładzie praktycznie nieistniejącego już Biura Ochrony Rządu (BOR).

Historycznie rzecz biorąc BOR powstał w 1956 roku. Zgodnie z ustawą uchwalona tuż przed Świętami swój żywot zakończy w lutym przyszłego roku, a precyzyjnie rzecz biorąc sztylet w serce formacji wbije tandem Błaszczak (ksywa „Mariusz”) – Zieliński (ksywa „Konfetti”). Co legło u podstaw takiej decyzji? Czy była to katastrofa w Smoleńsku w 2010 roku, w której zginęło 96 osób (w tym 9 funkcjonariuszy BOR)? Nie. Prawdziwy powód to katastrofa wizerunkowa tej formacji, która ma miejsce pod rządami PiS.

Kiedy w 2015 roku Prawo i Sprawiedliwość wymieniło całe kierownictwo BOR nasiliły się polityczne żądania opracowania raportu, który w sposób jednoznaczny wskazywałby winę BOR za „zamach” w Smoleńsku. Raport nie powstał, a każdy kto choć trochę zna kulisy tej katastrofy lotniczej doskonale wie, że to nie BOR był najbardziej odpowiedzialną formacją za jej przebieg. Oczekiwanie od Biura, że samo się napiętnuje, było żałosne.

Kolejną katastrofą wizerunkową, która mogła doprowadzić do prawdziwej katastrofy, tj. śmierci pierwszej osoby w państwie była opona w prezydenckim samochodzie, która wybuchła w trakcie jazdy. Nie był to (jak podejrzewała psychoprawica) skutek zamachu na Andrzeja Dudę, ale skutek niedbalstwa kierownictwa BOR pod światłym przewodnictwem Mariusza Błaszczaka (o pomniejszych wypadkach i stłuczkach nie wspominając). Gwoździem do trumny BOR była afera, która zakończyła błyskotliwą karierę jej szefa, gen. Andrzeja Pawlikowskiego oraz jego kolegi, płk. Grzegorza Małeckiego – szefa Agencji Wywiadu. Krótko mówiąc: obaj panowie mieli niejasne powiązania z ludźmi tworzącymi spółkę Sensus Group, którym prokuratura postawiła zarzut wyłudzenia prawie 2 mln zł z PKP w związku z zabezpieczeniem Światowych Dni Młodzieży.

PiS nie byłoby sobą, gdyby podczas prac nad likwidacją BOR i powołaniem w jej miejsce Służby Ochrony Państwa nie przeprowadziło lustracji i weryfikacji funkcjonariuszy. Okazuje się, że ruszyła lawina weryfikacji kwitów w IPN, a jeśli ktoś miał w rodzinie ojca lub matkę, którzy choć jeden dzień pracowali w BOR przed 1989 rokiem są na cenzurowanym i typowani są do bezprawnego odstrzelenia, bo nie od dziś wiadomo, że „grzechy” rodziców obarczają ich dzieci (*nie dotyczy prokuratora stanu wojennego Stanisława Piotrowicza oraz innych aparatczyków PZPR w szeregach PiS).

Traktowanie z buta wszystkich funkcjonariuszy musiało zakończyć się kadrową katastrofą. Wniosek o odejście ze służby z dniem 1 lutego 2018 roku (dzień wejścia w życie nowej ustawy) złożyło ok. 200 oficerów BOR. To 10% stanu osobowego całej służby (!). Odchodzą najlepiej wyszkoleni i najbardziej doświadczeni funkcjonariusze w momencie, kiedy nowa ustawa nakłada na BOR znacznie więcej obowiązków niż dotychczas. To obrazuje skalę upadku morale i niechęć do ochraniania ludzi, którzy krok po kroku niszczą każdą napotkaną na swojej drodze instytucję.

Źródło: Gazeta Wyborcza

fot. flickr/ Sejm RP

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media - wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie