Gospodarka

Klęska wizji ministra Morawieckiego. Wzrost PKB jednak na kredyt

Ocena sytuacji gospodarczej w Polsce podlega w przestrzeni publicznej zawiłej politycznej grze, gdzie poszczególne partie uciekają się do różnych form manipulacji, aby udowodnić, że fakty stoją po “właściwej” stronie. Jesteśmy właśnie bombardowani nachalną propagandą sukcesu gospodarczego, gdzie wzrost PKB jest imponujący i zawdzięczamy go działaniom rządu – tak brzmi w uproszczeniu podawany do znudzenia przekaz dnia.

Okazuje się jednak, że w wizerunku kwitnącej gospodarki pojawiło się poważne pęknięcie, które wróży na dodatek poważne problemy na przyszłość. Światło dzienne ujrzały kolejne dane, które pokazują, że obecnie obserwowany wzrost gospodarczy pochodzi w znacznej mierze z kredytu, który jako moc napędowa rozwoju działa niestety tylko na bardzo krótką metę. W ocenie gospodarki trzeba bowiem brać pod uwagę nie tylko dług publiczny, ale także zadłużenie prywatne.

Polacy są w czołówce najszybciej zadłużających się narodów Europy w kategorii kredytów konsumenckich. Tylko od 2015 roku do sierpnia 2017 zadłużenie wzrosło w kraju aż o 20%. Jest to szósty wynik w Unii, za m.in. Hiszpanią (32%) i Włochami (54%), krajami, które kojarzą się bardziej z kryzysem niż kwitnącą gospodarką. Średnia strefy euro to natomiast 14%, a w przypadku Niemiec już tylko 6%.

Nominalnie zadłużenie wzrosło o 27 mld zł, czyli o więcej niż wynosi roczna wartość programu 500+, który stanowi drugi mechanizm napędzania konsumpcji w Polsce. Statystyki wzrostu za rok 2016 odzwierciedlały dominującą rolę konsumpcji we wskaźnikach wzrostu gospodarczego z równoczesnym załamaniem się inwestycji. W I kwartale 2017 roku udział konsumpcji jeszcze się powiększył sięgając niemal 3 z 4% notowanego wzrostu PKB.

Takie źródła wzrostu są jednak nie do utrzymania. Kredyty konsumenckie, priorytet państwa położony na świadczenia socjalne nad inwestycjami należą do jakościowo najgorszych źródeł wzrostu PKB. Kluczem jest ich nietrwałość. To co obserwujemy dzisiaj to wzrost zadłużenia konsumentów, które nie jest odzwierciedleniem biedy, ale większej zasobności portfela. Wielu Polaków zdecydowało się na zrealizowanie zakupów, które wcześniej odkładano. Świadczy o tym dobitnie wzrost wartości kredytów przy spadku samej ilości udzielonych pożyczek. Jest to jednak kolejny sygnał, że uruchomiony nagły zastrzyk konsumpcji ma charakter całkowicie tymczasowy.

Zaistniała sytuacja stoi w sprzeczności nawet z założeniami wicepremiera Morawieckiego, który deklarował, że będzie dążył do większego oszczędzania przez Polaków. Dzieje się tak, ponieważ prawdziwym źródłem siły gospodarki są inwestycje i kapitał. Inwestycje generują nowe źródła dochodu, które zasilają gospodarkę przez następne lata. Aby jednak inwestować potrzeba kapitału, a ten powstaje z oszczędności. Obecnie Polska należy do państw o bardzo niskim poziomie kapitału, co jest uwarunkowane właśnie niską stopą oszczędności. Efekt jest jeden – silne uzależnienie gospodarki od kapitału zagranicznego. Jeśli wicepremier Morawiecki marzy o przełamaniu przez Polskę barier rozwojowych, to musi postawić na trwałe mechanizmy wzrostu. Silna gospodarka produkuje, a potem kupuje. Sama konsumpcja to najprostsza droga do katastrofy.

Tak wielkie przełożenie konsumpcji na PKB wynika niestety z wady samej metodologii obliczania Produktu Krajowego Brutto, który ocenia wielkość gospodarki na zasadzie lustrzanego odbicia, ponieważ jest bezpośrednim miernikiem wydatków, a nie produkcji. W PKB mówiąc wprost dług jest traktowany na równi z wypracowanym dochodem.

Taktyka zadłużania się może trwać niestety tylko tak długo, jak będzie skąd pożyczyć kolejne miliardy. Jednak w którymś momencie gospodarka wyczerpie źródła wolnej gotówki i dojdzie do bolesnego zderzenia ze ścianą. Na podobnej zasadzie wybuchł wielki kryzys finansowy w 2008 roku, kiedy latami wzrost PKB na zachodzie napędzano boomem w nieruchomościach, który był prowadzony na kredyt bez oparcia w realnych dochodach.

Rozsądna polityka gospodarcza nastawiona jest na planowanie lata do przodu, a nie na doraźne korzyści. Skutki przedkładnia bieżącego sporu politycznego nad gospodarczą racją stanu mogą nie być zauważalne od razu, ale prędzej czy później ich konsekwencje odczujemy wszyscy.

Źródło: money.pl

fot. flickr/KPRM

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Piotr Lipiński

Absolwent Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. W wolnym czasie działacz pozarządowy. Interesuje się polityką i ekonomią.

Facebook

Facebook By Weblizar Powered By Weblizar

Media Tygodnia

Ładowanie