Polityka i społeczeństwo

Kłamią w sprawie generała? Ekspert miażdży najnowsze doniesienia smoleńskie

Wczoraj wieczorem Tomasz Sakiewicz, naczelny Gazety Polskiej i główny wspólnik Antoniego Macierewicza w tzw. „przemyśle smoleńskim” ogłosił kolejny już przełomowy przełom w sprawie badania katastrofy smoleńskiej. Z opublikowanych przez Telewizję Republika stenogramów z posiedzeń tzw. Komisji Millera ma rzekomo wynikać, że uczestniczący w niej eksperci manipulowali treścią raportu (choć byli jej twórcami) tak, by jednoznacznie wskazać na obecność gen. Błasika w kokpicie prezydenckiego Tupolewa.

Nie wiedzieć dlaczego, pracownicy mediów niegdyś niepokornych, a dziś otwarcie sprzyjających władzy ze słów „Materiały z CLK wskazują na nieustaloną osobę. My wszyscy, my wiemy, albo generalnie w przestrzeni medialnej, wiadomo kto tam był na podstawie analiz traseologicznych, wiadomo kto tam był”, wyciągnęli wniosek, że gen. Błasika jednak w kokpicie nie było, a napisanie, że jednak był, jest fałszerstwem raportu. Wiadomo, w środowisku Prawa i Sprawiedliwości białe jest czarne i na odwrót, ale tutaj to już trzeba być uczciwym, że zwolennicy teorii spiskowej dokonali spektakularnego samozaorania.

Rodziny polityków PiS, którzy zginęli w Smoleńsku, udają, że tego nie widzą i dziś od rana, na łamach portalu niezalezna.pl trwają demonstracyjne wybuchy oburzenia. A to Małgorzata Wassermann mówi wprost o rozliczeniu tych, co sfałszowali raport (przypomnę że byli jego autorami), a to Magdalena Merta sugeruje, że autorzy raportu zostali kupieni przez siły mające na celu obrazę polskich żołnierzy. Wszystko byle tylko jeszcze raz odgrzać ten dawno już przeterminowany kotlet i jeszcze trochę zarobić na „zamachu w Smoleńsku”. Nic jednak dziwnego. Specjalna speckomisja powołana przez Antoniego Macierewicza, mimo olbrzymich pieniędzy przeznaczanych na jej pracę, nie ustaliła absolutnie nic nowego, nie przedstawiła ani jednego nowego kontrdowodu, nadal nie była na miejscu katastrofy, nie badała wraku a tym bardziej czarnych skrzynek. Szykuje się spektakularna klęska więc na pierwszy plan wychodzi kwestia nie samej katastrofy a sposobu jej badania.

Warto jednocześnie zwrócić uwagę, że choć wszystkie dowody wskazują na winę załogi samolotu i nadzorującego ich działania gen. Błasika, to od samego początku Antoni Macierewicz próbuje te kwestie zakrzyczeć, stojąc, jak mówi, na straży dobrego imienia polskich żołnierzy. Gdy cztery dni temu odbywał się ponowny pogrzeb gen. Błasika, Antoni Macierewicz mówił nad jego trumną, że poległ śmiercią bohatera i do ostatniej chwili bronił prezydenta Kaczyńskiego. W tym kontekście bardzo dziwnie wygląda dzisiejsze oburzenie na prawicowym portalu. Na swoim blogu zwrócił na to uwagę fizyk Michał Jaworski, niegdyś uczestnik I Konferencji Smoleńskiej pod auspicjami Macierewicza, obecnie jeden z głównych krytyków teorii spiskowej. I trzeba przyznać, że niemiłosiernie wypunktował niekonsekwencję prawej strony.

Wychodzi bowiem na to, że w piątek Antoni Macierewicz przekonywał, że gen. Błasik do ostatniej chwili ratował prezydenta, a w poniedziałek jego ludzie zanoszą do Telewizji Republika dokumenty, z których ma wynikać, że ratować go nie mógł, bo w kokpicie nie tylko był nieobecny, ale i absolutnie pilotom żadnego polecenia nie wydawał. Raczej trudno mu było bohatersko ratować prezydenta siedząc obok niego w milczeniu.

Po drugie, jeśli zgodnie z poniedziałkową teorią gen. Błasik nie wchodził do kokpitu (choć wskazują na to wciąż nie podważone dowody), to wówczas całą odpowiedzialność za katastrofę ponoszą wyłącznie piloci, którzy samodzielnie podjęli decyzję o szaleńczym zniżaniu się w głębokiej mgle, co skończyło się wszyscy wiemy jak.

„(…) Taka plama na obliczu pilotów to  wysoka cena za bohaterską nieobecność generała w kokpicie. Próby przenicowania nieszczęśliwego zbiegu okoliczności oraz złych obyczajów na bohaterski wyczyn będą musiały prowadzić do kolejnych absurdów a wciągani w tryby propagandy Macierewicza nieszczęśliwi  krewni ofiar niestety przestaną budzić współczucie. Albo inaczej – współczucie z powodu tragicznej śmierci bliskiego zamieni się we współczucie z powodu naiwnego przyzwolenia na wykorzystywaniu ich w celach politycznych i biznesowych. Ciekawe czy do Pani Kochanowskiej, która sama przecież nie ma wiedzy potrzebnej do oceny wydarzeń z zakresu lotnictwa***, dociera, że za cenę pokazania się w telewizji czyni krzywdę Pani Protasiukowej.”  – pisze Jaworski.

Pozostaje zatem pytanie, dlaczego Antoni Macierewicz chce za wszelką cenę wybielić gen. Błasika, który powinien ponieść konsekwencje już wcześniej, po katastrofie wojskowej CASY w Mirosławcu. Tylko dlatego, że w jego obronie stanął wówczas Lech Kaczyński i nie dopuścił do jego odwołania przez ówczesnego szefa MON Bogdana Klicha? Jeśli mieliśmy bowiem do czynienia z bohaterską obroną aż do własnej śmierci, to czy na pewno powinna być mowa o Błasiku broniącym prezydenta Kaczyńskiego czy może odwrotnie?

Źródło: Niezależna.pl/Salon24

fot. Shutterstock/praszkiewicz

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Michał Kuczyński

Michał Kuczyński - Absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego. Z zamiłowania bloger i autor tekstów o charakterze publicystycznym. Interesuje się polityką i ekonomią. Prywatnie miłośnik piłki nożnej, muzyki rockowej i dobrego kina. Niegdyś zapalony wiolonczelista.
Zapraszam na mojego Twittera - @KuczynskiM

Facebook

Facebook By Weblizar Powered By Weblizar

Media Tygodnia

Ładowanie