Polityka i społeczeństwo

Polacy wpadli w sidła rządu. Nowe przepisy uderzają w prawa pracowników

Rząd szykuje daleko idące zmiany w kodeksie pracy. Przygotowana rewolucja nie będzie jednak służyć pracownikom, ale w ostatecznym rozrachunku jest elementem strategii umacniania władzy partii rządzącej. Zwykli Polacy poniosą jednak wysokie koszty rządowego eksperymentu.

PiS zaczął od manipulowania regulacjami czasu pracy. Do kodeksu zostaną wprowadzone zapisy, które w praktyce dadzą firmom narzędzia do dokręcenia śruby pracownikom bez zaoferowania im jakiejkolwiek racjonalnej rekompensaty.

Rząd zlikwiduje bowiem dotychczasowy system rozliczania nadgodzin. Dziś za ponadwymiarowy czas pracy należy się wynagrodzenie w zwiększonej stawce godzinowej, które trafia bezpośrednio do pracownika. W nowym prawie środki za nadgodziny nie popłyną już do pracownika, ale zostaną zatrzymane przez pracodawcę. Będą one trzymane na specjalnym koncie powierniczym, ale ich los nie będzie zależał od woli zatrudnionego, tylko ugody firmy ze związkami zawodowymi. W ramach takiego rozwiązania będzie mogło być przetrzymane wynagrodzenie za aż 168 godzin pracy. Wielkim planem rządu jest uelastycznienie czasu pracy, którego koszty zostaną zrzucone na szeregowego pracownika. Konto powiernicze ma służyć bowiem wypłacie wynagrodzeń w okresach, kiedy zapotrzebowanie na pracę jest mniejsze, wtedy to pracodawca mógłby obniżyć wymiar godzin pracy lub nawet całkowicie zwolnić pracownika z tego obowiązku. W praktyce polskiej gospodarki jest ryzyko scenariusza, że managerowie rozplanują grafiki w taki sposób, że wynagrodzenia za nadgodziny pracownicy nigdy realnie nie odbiorą.

Staje się to realne tym bardziej, że trudniej będzie owe nadgodziny wykazać. Pracodawca będzie mógł zapisać obligatoryjną godzinną przerwę obiadową, która nie będzie wliczana do czasu pracy, czy nawet zarządzić odpracowanie poza wymiarem nadgodzin przysłowiowe przerwy na papierosa. Co gorsza ulegnie zmianie definicja nadgodzin. Będzie to praca w ponadnormowym wymiarze wyłącznie na polecenie pracodawcy. Oznacza to, że pracownicy, którzy zostają po pracy, ponieważ zostali przeciążeni nadmiernymi do standardowego czasu pracy obowiązkami, zostaną pozbawieni ochrony. Będą bowiem w świetle prawa pracowali z własnej inicjatywy, czyli wynagrodzenie nie będzie im się za wypracowane nadgodziny należało.

Stracą także pracownicy wykonujący pracę twórczą lub badawczą, ponieważ dla nich pojęcie nadgodzin zniknie w zasadzie całkowicie, ponieważ rząd wydłuży dla nich tygodniowy czas pracy do 48 godzin. W tym celu pojawią się w prawie nowe kategorie zatrudnionych: pracownicy mobilni, twórczy i badawczy. Jest to w założeniu mechanizm walki z umowami cywilnoprawnymi, czyli sposób na zdobycie dodatkowych wpływów do budżetu.

Powyższe zmiany to ukłon w kierunku dwóch grup. Pierwszą są pracodawcy. Uelastycznienie warunków pracy działa korzystnie dla gospodarki i wielu ekonomistów wręcz to postuluje. Niestety pomysł rządu od rozwiązań ekspertów różni to, że ci ostatni zakładają obowiązkową zgodę obu stron, a propozycja rządu traktuje pracownika jako wykonawcę poleceń osób trzecich.

Jest w tych zapisach jednak haczyk, który ujawniania prawdziwego głównego beneficjenta zmian. Jest to “Solidarność”, pod którą widać wyraźnie skonstruowano przepisy. Jedyną bowiem ochroną przed nieuczciwymi praktykami pracodawcy będzie centrala związkowa, która zgodnie z prawem będzie musiała zgodzić się na obniżenie czasu pracy, czy zwolnienie z tego obowiązku załogi. Jest to kolejna inicjatywa, która ma na celu wymusić w zasadzie obowiązkowe członkostwo w związkach zawodowych, a ich liderom da olbrzymią władzę. Piotr Duda niedawno żądał, aby wprowadzić obowiązek zawierania układów zbiorowych w firmach. Nowe prawo jest cichą realizacja tego oczekiwania, ponieważ kwestie nadgodzin w sposób szczegółowy będzie regulował najczęściej właśnie układ zbiorowy.

Jest to jednak układ wiązany. Potężne struktury związków trzymające w garści rdzeń gospodarki będą narzędziem wpływu, które będzie mogło zdecydować o wyniku wyborów, co jest, jak można przypuszczać, nagrodą ze strony związków dla PiS za forsowanie takich rozwiązań. Niestety zwyciężyła hipokryzja, ponieważ walcząc o swoją władzę związki sprzedały wolność osobistą pracownika, który nie będzie mógł samodzielnie, w sposób podmiotowy, o sposobie świadczenia swojej pracy decydować.

Źródło: forsal.pl

fot. flickr/KPRM

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media - wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie