Polityka i społeczeństwo

Kaczyński wpadł w pułapkę prezydenta. Pozycja prezesa PiS jest poważnie zagrożona

Choć publicyści komentujący telenowelę polityczną wskazują ostatnio, że Andrzej Duda powoli wraca do roli serialowego „Adriana”, to nie zauważają, że prezydent Duda osiągnął swój nadrzędny cel, do którego ustawy sądowe są tylko środkiem. Od czasu ogłoszenia, że to prezydent przeprowadzi zmiany w ustawach o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa odbyły się już trzy spotkania w Belwederze, w których prezes PiS Jarosław Kaczyński musiał schować dumę do kieszeni i płaszczyć się przed politycznym młokosem. Co więcej, wiele wskazuje na to, że to nie koniec upokorzeń. Mają się odbyć kolejne spotkania więc ponownie to nieformalny naczelnik państwa będzie petentem a prezydent Duda gospodarzem rozdającym karty.

Wszystko to odbywa się w kontekście jasnej deklaracji prezesa PiS, że dziś nie ma w Polsce miejsca na system prezydencki, a przecież właśnie typowe dla tego systemu obrazki oglądamy przez ostatnie tygodnie. Co więcej, zgoda prezesa Kaczyńskiego na kolejne spotkania to nic innego jak przyjęcie jego warunków i dawanie Andrzejowi Dudzie okazji do posmakowania, jak to jest dyktować warunki sejmowej większości, a więc de facto rządzić.

Jeśli Andrzej Duda przeforsuje swoją wersję ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa jest niemal pewne, że pojawi się u niego olbrzymia pokusa, by jednak istotnie zwiększyć swoją rolę i wyjść spod żyrandola, o czym tak często mówił w kampanii przed wyborami prezydenckimi. Faktyczne wprowadzenia systemu prezydenckiego może okazać się możliwe bez żadnego referendum konsultacyjnego i bez zmiany konstytucji. Wystarczy jedynie częściej wykorzystywać prawo inicjatywy ustawodawczej i powtarzać manewr, jaki zastosował obecnie. Wetować kontrowersyjne ustawy PiS, a następnie przedstawiać swoje wersje danej reformy, zmuszając prezesa PiS do regularnych wizyt i stawiania mu kolejnych warunków. Dodatkowo przy okazji tworzenia kolejnych ustaw z kolejnych obszarów funkcjonowania państwa zwiększałby swoje zaplecze i gromadził wokół siebie większe grono polityków centrowych, co byłoby oczywistym skutkiem wzrostu jego znaczenia. To z kolei niejako mimowolnie budowałoby wokół niego zaplecze przyszłej partii prezydenckiej.

To, że obecna potyczka z prezesem PiS to dopiero początek pewnego procesu, ujawnił wczoraj Andrzej Dera podczas przemówienia z okazji pięciolecia działalności Stowarzyszenia Niepokonani 2012. Minister w Kancelarii Prezydenta potwierdził, że to nie koniec zmian z inicjatywy prezydenta i można spodziewać się kolejnych projektów reformujących wymiar sprawiedliwości w Polsce. Oznacza to, że „spór 40 latków”, jak walkę pomiędzy Andrzejem Dudą a Zbigniewem Ziobrą nazwał w ostatnim wywiadzie prezes Kaczyński, będzie trwał, a być może się nasilał.  Najwyraźniej Andrzej Duda zasmakował nowej rzeczywistości i chciałby, żeby trwała dłużej, a nie była jedynie epizodem.

Zmiana praktyki uchwalania ustaw już stała się faktem, na co zwrócił uwagę dziennikarz RMF FM Tomasz Skory. Do tej pory decyzje o kształcie kluczowych dla dobrej zmiany zapadały w gronie ścisłego kierownictwa PiS na ul. Nowogrodzkiej w Warszawie. Dziś zapadają po negocjacjach w Belwederze, w którym warunków wcale nie dyktuje Jarosław Kaczyński, a sam Sejm, konstytucyjnie odpowiedzialny za ustawodawstwo, staje się de facto elementem zbędnym.

Jeśli prezydent wygra potyczkę ze Zbigniewem Ziobrą i dokona zmian w wymiarze sprawiedliwości, może zyskać nie tylko większą popularność polityczną ale i stać się samodzielnym, niezależnym od PiS ośrodkiem władzy, zdolnym do realizowania zapowiedzi nawet wbrew woli partii rządzącej. Wciąż są w Polsce zmiany, które przeprowadzić pod swoimi auspicjami mógłby prezydent. Prezes Kaczyński może być bezsilny, bo nie zaryzykuje otwartej wojny w gorącym okresie wyborczego maratonu.

Dla samego Dudy natomiast oczywiste jest, że w tym szaleństwie jest metoda. Wzmocnienie swojej pozycji i przejęcie większej inicjatywy w kształtowaniu politycznej rzeczywistości w Polsce w gruncie rzeczy nie byłoby rzuceniem rękawicy Jarosławowi Kaczyńskiemu, tylko jego następcom. Władzę komuś Kaczyński będzie musiał przekazać, gdy już zdecyduje się na emeryturę. Odda najsilniejszemu – a na takiego może wyrosnąć właśnie Andrzej Duda.

fot. Shutterstock/Michael Wende

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Michał Kuczyński

Michał Kuczyński – Absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego. Z zamiłowania bloger i autor tekstów o charakterze publicystycznym. Interesuje się polityką i ekonomią. Prywatnie miłośnik piłki nożnej, muzyki rockowej i dobrego kina. Niegdyś zapalony wiolonczelista.
Zapraszam na mojego Twittera – @KuczynskiM

Facebook

Facebook By Weblizar Powered By Weblizar

Media Tygodnia

Ładowanie