Polityka i społeczeństwo

Fatalny błąd PiS. Przez tę decyzję przegrają wybory w Warszawie

W miniony wtorek dziennik “Rzeczpospolita” donosił, że choć decyzja w sprawie kandydata Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta Warszawy jeszcze nie zapadła, to według badań opinii publicznej, zlecanych ponoć zarówno przez partię rządzącą, zarówno wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki z Solidarnej Polski, jak i marszałek Senatu Stanisław Karczewski mają olbrzymie szanse, by pokonać kandydata Platformy Obywatelskiej, posła Rafała Trzaskowskiego w drugiej turze. Dziś jednak, wobec ujawnienia decyzji Prawa i Sprawiedliwości o wykorzystaniu władzy wojewody nad placem Piłsudskiego i planach błyskawicznego wybudowania na nim dwóch pomników smoleńskich wydaje się, że tamte badania można wyrzucić do kosza.

Abstrahując już od samego wyboru projektu pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej, który do żywego przypomina drabinkę Jarosława Kaczyńskiego, na którą ten co miesiąc wdrapywał się w trakcie smoleńskich miesięcznic, warto odnotować, że PiS po prostu warszawiaków bezczelnie okłamał, argumentując przejęcie władzy nad placem względami bezpieczeństwa. Pisowski wojewoda bezczelnie łgał przekonując, że władza absolutnie nic nie planuje budować na placu Piłsudskiego, który do tej pory był miejscem łączących nie tylko wszystkich warszawiaków, z uwagi na jego apolityczny charakter, ale też był obowiązkowym punktem turystycznym gości z Polski i ze świat. Decydując się na tak skrajne upolitycznienie tego miejsca, przy pomocy podstępu, kłamstwa i wbrew przepisom prawa, PiS ostatecznie traci wiarygodność wśród mieszkańców stolicy i jednocześnie kala to miejsce w sposób niewybaczalny.

Dziś, w miejscu rozpoczętych prac przygotowawczych pod pomnik, który ma zostać zbudowany błyskawicznie (mniej niż 2 miesiące), swój sprzeciw wyrazili posłowie PO oraz wybrany już na oficjalnego kandydata tej partii Rafał Trzaskowski.

– Ten plac [Piłsudskiego] PiS zdecydowało się anektować, łamiąc prawo i trzy ustawy, a dowiadujemy się że chce również budować pomnik [smoleński]. O samym pomniku możemy rozmawiać, mówiłem o tym wielokrotnie że przy okazji wyborów samorządowych można byłoby przeprowadzić referendum, natomiast główny skandal polega na tym że PiS nie skonsultowało tej decyzji ani z władzami samorządowymi Warszawy, ani z warszawiakami. Ten plac jest dla nas bardzo ważny i nie wiem po co on został anektowany – czy tylko po to żeby stawiać pomniki, czy żeby tutaj mogły odbywać się manifestacje, marsze których nikt nie będzie kontrolował. Dlatego twardo sprzeciwiamy się takiemu traktowaniu warszawiaków, bo Warszawa to nie folwark, który można traktować jako anektowane terytorium – stwierdził kandydat na prezydenta miasta na briefingu. Jak dodał, wczoraj zwrócił się do wojewody żeby pokazał warunki zabudowy, jak pomnik ma wyglądać.

– PiS zabiera warszawiakom plac Piłsudskiego. Plac szczególny dla Warszawy, ale też szczególny dla całej Polski, bo to tutaj odbywają się najważniejsze uroczystości państwowe. Nie może być zgody aby dla satysfakcji jednego człowieka – Jarosława Kaczyńskiego – uprawiać tego typu politykę historyczną. Ten plac jest placem warszawiaków, a nie placem PiS-u. Nie godzimy się na jego zabieranie – dodał Marcin Kierwiński.

Nawet gdyby PiS chciało oponować i przedstawić swój przekaz do zwolenników postawienia w tym miejscu pomnika, nie za bardzo ma kim. Każdy polityk PiS, który tę decyzję chciałby dziś bronić, jest z góry skazany na klęskę, co zauważyła popularna prawicowa komentatorka Kataryna.

Tak desperacka próba przyspieszenia kwestii budowy pomników smoleńskich, które (oba) mają zostać zbudowane jeszcze przed wyborami samorządowymi, poddaje pod dużą wątpliwość wiarygodność wyników wewnętrznych sondaży, które dają PiS-owi zwycięstwo w stolicy. Co więcej, wygląda na to, że ich wyniki wyciekły do mediów nieprzypadkowo, by pokazać nieuchronność takiej, a nie innej decyzji o postawieniu pomników i dając wojewodzie “usprawiedliwienie” dla jej wydania. Jeśli ten plan uda się zrealizować, to wygrana w wyborach w stolicy przestanie być nadrzędnym celem – tym jest zadowolenie smoleńskiego elektoratu i sumienia Jarosława Kaczyńskiego.

To, że sprawa zaanektowania pl. Piłsudskiego będzie naczelnym tematem kampanii wyborczej w stolicy staje się oczywistą oczywistością. Rada Warszawy już dziś wprost zapowiada, że tryb, w jakim została wydana decyzja o budowie pomnika jest skandaliczna i urąga kulturze prawnej. Lider klubu PO w Radzie Warszawy, Jarosław Szostakowski zapowiada też, że nawet jeśli pomniki powstaną, to zostaną rozebrane natychmiast po utracie przez PiS władzy. Czy w ogóle powstaną, też nie jest wcale takie pewne, bo warszawskie władze zamierzają w sądzie udowodnić, że wojewoda nie tylko złamał rozporządzenie, które ogranicza jego władztwo nad pl. Piłsudskiego na kwestie “obronności i bezpieczeństwa państwa” (pomnika się pod tą kwestię nie da podciągnąć”, ale w ogóle nie ma prawa władać tym terenem, bo decyzja o jego przejęciu jest nieważna. Jedna decyzja sądu o wstrzymaniu prac budowlanych może zrujnować cały misterny plan partii rządzącej zadowolenia prezesa PiS, ale także potwierdzić klęskę w jesiennych wyborach samorządowych.

Inaczej mówiąc, PiS postanowiło strzelić sobie spektakularnego samobója.

Źródło: 300polityka.pl

fot. flickr/Sejm RP

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Michał Kuczyński

Michał Kuczyński - Absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego. Z zamiłowania bloger i autor tekstów o charakterze publicystycznym. Interesuje się polityką i ekonomią. Prywatnie miłośnik piłki nożnej, muzyki rockowej i dobrego kina. Niegdyś zapalony wiolonczelista.
Zapraszam na mojego Twittera - @KuczynskiM

Media Tygodnia

Ładowanie