Polityka i społeczeństwo

Dziś wszyscy jesteśmy w PiS-ie, a jutro? Obrazki z polskiej polityki – Cezary Michalski

Kaczyński stawia na oportunistów, bo wierzy, że to w Polsce najliczniejsza partia

Każdy wielopartyjny system w naszym kraju (jak w każdej demokracji na peryferiach, jeśli za centrum uważamy Greenwich) zmierza ku jednopartyjności. Gdzie monopartią nie jest żadna partia prawicowa, lewicowa, centrowa, liberalna czy konserwatywna, ale partia władzy.

Kiedy w 1989 wygrał „obóz solidarnościowy”, niedawni członkowie PZPR biegli do różnych frakcji nowej partii władzy z różnych frakcji partii, która władzę traciła. Jedni dobiegli do Unii Demokratycznej, inni do Wałęsy, byli nawet tacy (Tuderek, Jasiński, Karski – ten ostatni zbyt młody na PZPR, biegł więc z ZSP i PRON), którzy biegli do Kaczyńskiego, kiedy ten z Wałęsą już burzliwie się rozstał, ale jeszcze lepił rząd Olszewskiego i po raz pierwszy wydał się wielu człowiekiem, który porządzi dłużej.

Kiedy w okolicach 2001 roku, po rozgromieniu AWS-u, Polską zaczął rządzić tandem Kwaśniewski i Miller, w stronę postkomunistycznej lewicy, która miała rządzić wiecznie (choć porządziła jeszcze tylko trzy lata, do afery Rywina), zmierzali – jak trzej królowie do żłobku w Betlejem, tylko że ci nie z darami, lecz raczej po dary – ludzie z różnych stron obozu postsolidarnościowego. Po podwójnym zwycięstwie Kaczyńskiego nad Tuskiem w 2005 roku była bieganina z Platformy do PiS-u (Zyta Gilowska czy Andrzej Sośnierz to tylko najbardziej znani spośród wielu polityków centralnych i samorządowców, którzy wówczas tę drogę raźno przebyli). Po zwycięstwie Tuska nad Kaczyńskim w 2007 była bieganina z PiS-u do PO.

Dziś biegną do Kaczyńskiego. Przebierają nogami oportuniści od Kukiza, z Nowoczesnej, z PO. Z poziomu posłów, senatorów i samorządowców, a nawet zwykłych ciur obozowych, którzy nikim już nie są, albo jeszcze nie są, ale mają nadzieję, że w partii władzy zdołają się odkuć.

Jedni chcą uciec przed Kamińskim i Ziobrą, ich agentami, prokuratorami, czerezwyczajnymi komisjami i (samo)sądami. Inni chcą się przejechać na karuzeli obsadzanych przez partię władzy spółek Skarbu Państwa, z której nie schodzi się bez 500 000 złotych w pensjach i odprawach (może dlatego w niektórych wyjątkowo dojnych spółkach zarządy, rady nadzorcze, cała kierownicza nomenklatura do poziomu dyrektorów działu sprzedaży czy reklam, zmieniły się w ciągu dwóch lat po 3-4 razy). Swoją drogą Jarosław Kaczyński wymyślił genialny program „socjalny” (nawet młoda lewica dała się na to nabrać) 500 plus dla ludu osłaniające 500 000 plus dla partyjnych żołnierzy.

Żeby jednak trafić do partii władzy, odnaleźć tam dobrobyt oraz bezpieczeństwo, potrzebny jest czyściec – kąpiel błotna, lekka samokrytyka, trochę bicia się w cudze piersi… w sumie, nic uciążliwego. Kaczyński ustawił dwie bramki, na których posadził dwóch różnych bramkarzy. Jedna nazywa się Wolni i Solidarni, stoi przy niej Kornel. Druga to Porozumienie (do niedawna Polska Razem), tej pilnuje Gowin. Pierwsza to reglamentowany populizm, dlatego te drzwiczki zostały otwarte głównie dla ludzi Kukiza. Druga to reglamentowane elegancja i umiarkowanie (Gowin jest heroicznym klasykiem obu tych wartości, przynajmniej od czasu, kiedy przy uchwalaniu kolejnej PiS-owskiej ustawy łamiącej Konstytucję RP znów zagłosował za, ale nie zaklaskał), te drzwiczki zostały otwarte dla ludzi z Nowoczesnej i PO.

Kornel Morawiecki na swojej bramce plecie jak potłuczony, raz nacjonalistycznie, raz broniąc imigrantów, raz autorytarnie, raz domagając się więcej wolności. Ale uciekinierom od Kukiza w niczym to nie przeszkadza, bo wcześniej wybrali lidera, którego „dyskurs” jest jeszcze mniej składny.

Jarosław Gowin na swojej bramce przemawia godnie i konserwatywnie. Publicznie mówi wyłącznie o wartościach (na ważniejsze rozmowy o kasie i niekaralności delikwenci doprowadzani są przez niego na Nowogrodzką). Zupełnie świeżo, przewerbowując krakowskiego radnego PO Tomasza Urynowicza, który jest o tyle ważny, że wraz z jego utratą koalicja Platformy i Majchrowskiego traci w mieście większość, Gowin z miedzianym czołem oświadczył, że „dziś w Platformie nie ma miejsca dla ludzi przywiązanych do tradycyjnych polskich wartości. Takich jak patriotyzm, wiara, czy rodzina”. To „dziś” z mowy Gowina oznacza, że „patriotyzm, wiara, czy rodzina” były w PO, kiedy on tam był. Wygląda więc na to, że „tradycyjne wartości” przychodzą wraz z Gowinem i wraz z nim wychodzą.

Ludzie, którzy na takie alibi się łapią: Saryusz-Wolski, poseł Gryglas z Nowoczesnej, dwaj senatorowie i paru samorządowców z PO, sami sobie wydają najgorsze świadectwo. Nie wiadomo nawet – głupoty czy bezczelności. Nie mieli problemu z „tradycyjnymi wartościami”, kiedy rząd PO legalizował i finansował in vitro, kiedy ratyfikował konwencję antyprzemocową (żeby nie było wątpliwości, mnie się to podobało, ale ja nie wycieram sobie gęby „tradycyjnymi wartościami”). Mają problem dzisiaj, mimo że Schetyna wciąż ogłasza zarzucanie coraz to nowej „konserwatywnej kotwicy”. Ale wtedy PO była partią władzy, a dziś nie jest. Wygląda więc na to, że oni wszyscy – od Saryusz-Wolskiego, po radnego Urynowicza – umówili się z Platformą wyłącznie na władzę. Kiedy Schetyna ze swej części umowy nie może się wywiązać, bo Platforma nie rządzi, oni także czują się zwolnieni z wszelkiej lojalności. Tym bardziej, że za oportunizm zawsze jest nagroda: kasa, utrzymanie stanowisk, bracia Karnowscy nie uznają cię za „lewaka”, ojciec i syn Wildsteinowie nie nazwą „piątą kolumną”, a Kamiński i Ziobro nie wsadzą.

Przez drzwi Gowina oportuniści z Nowoczesnej i PO przechodzą mniej licznie, niż by chciał Kaczyński, ale zbyt licznie, byśmy mogli odzyskać szacunek dla naszej „klasy politycznej”. Z jednej strony Platforma oczyszcza się z najgorszych oportunistycznych śmieci. Z drugiej strony, dobrze że krwawienie nie jest zbyt obfite. Bowiem od tego, czy to krwawienie uda się zatrzymać, będzie zależała nie tylko przyszłość Grzegorza Schetyny, ale także całej liberalnej Polski, której PO jest najsilniejszą partią czyli instytucją. Ja nie wierzę w manifestacje, nawet te najbardziej tłumne, które się wieczorem rozchodzą się do domów. Wierzę w instytucje. Poza instytucjami – że pozwolę sobie sparafrazować dawnych Ojców Kościoła – nie ma zbawienia, ponieważ poza instytucjami w ogóle nie ma żadnego istnienia. W Polsce instytucji nigdy nie było zbyt wiele i nie były trwałe. Dlatego boję się o Platformę. Dziś dowiadujemy się, jaki procent ludzi poszedł kiedyś do tej partii wyłącznie dlatego, że była to partia władzy. Na razie nie jest to dużo, oby tak zostało. Ponieważ tylko partia może odebrać władzę partii. Kaczyński to wiedział, dlatego przez osiem lat w opozycji robił wszystko, żeby zachować przynajmniej partię kadrową. Podlewał ją pieniędzmi z budżetowych dotacji i SKOK-ów, ogrzewał promieniami czarnego słońca religii smoleńskiej. Partia mu wyrosła, dotrwała do „kelnerskich taśm” i dała mu władzę.

Także dziś PiS-owi może odebrać władzę tylko inna partia. Przynajmniej dopóki jesteśmy demokracją – choćby „nieliberalną”, „suwerenną”, choćby zmierzającą w kierunku Putinowskiego autorytaryzmu. A najsilniejszą spośród partii liberalnej Polski pozostaje PO.

fot. flickr/KPRM

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Cezary Michalski

Eseista, prozaik i publicysta. W swojej twórczości związany m.in. z Newsweekiem i Krytyką Polityczną.

Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu.

Był redaktorem pism "brulion" i "Debata", jego teksty ukazywały się w "Arcanach", "Frondzie" i "Tygodniku Literackim" (również pod pseudonimem "Marek Tabor").

Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, "Życiem" i "Tygodnikiem Solidarność". W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury.

Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. W latach 2006–2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety Dziennik Polska-Europa-Świat, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma.

Media Tygodnia

Ładowanie