Polityka i społeczeństwo

Dziennikarz obnażył niekompetencję Piotra Glińskiego. Poważna wpadka wicepremiera

Politycy słyną z mało konkretnej mowy i sprytnego unikania jasnych odpowiedzi. Jednak zdarzają się okazje, że trafią na rozmówcę, który nie da się zbić z tropu i przebije się przez polityczne pustosłowie pokazując, że przysłowiowo “król jest nagi”. Taki los spotkał dziś wicepremiera Piotra Glińskiego, który był gościem w Porannej rozmowie w RMF FM, którą prowadził Robert Mazurek, znany z bezkompromisowego podejścia do polityków.

 

 

 

 

Piotr Gliński był pytany czy jest dumny z osiągnięć Polskiej Fundacji Narodowej w sprawie obrony nowelizacji ustawy o IPN. Organizacja podlega bowiem pod nadzór resortu wicepremiera. Gliński odpowiedział wymijająco:

“Dumny? To nie jest określenie właściwie – czy mamy być dumni z wszystkich instytucji, które powołaliśmy, czy które zostały powołane?”
Mazurek jednak nie odpuścił i zaczął dopytywać, jak pracuje fundacja i wtedy szybko zaczęło wychodzić na jaw, że wicepremier nie ma na nic w zasadzie wpływu i o niczym nie wie. Jednym słowem – jest całkowicie bezradny:
Nie wiem, będę oceniał pracę tej fundacji jak otrzymam sprawozdanie roczne. Do końca roku, do końca półrocza, czekam”.

W odpowiedzi na taką arogancką deklarację dziennikarz wypomniał, że wiceszef PFN, Maciej Świrski, swoją karierę zawdzięcza właśnie wicepremierowi, który wprowadził go jako pierwszy do swojego resortu. Piotr Gliński próbował rozmyć swoją odpowiedzialność argumentując, że nadzoruje przecież aż 5000 fundacji. Następnie wicepremier swoimi tłumaczeniami zaczął się tylko pogrążać. Mazurek wypunktował, że ciężko PFN traktować jako jedną z 5000 tysięcy zwykłych fundacji, skoro została otwarta z taką pompą przez czołowych polityków i otrzymała aż 250 mln zł z państwowej kasy. Wicepremier w odpowiedzi arogancko udawał, że nie wie o co chodzi.:

Nie wiem, co pan ma na myśli mówiąc o wielkim szumie”.

W odpowiedzi na dalsze drążenie sprawy, że jedynym “sukcesem” PFN jest kampania o “sędzi kradnącej spodnie”, Piotr Gliński zmienił strategię z niewiedzy do uświadamiania, odnosząc się do wspierania przez fundację olimpijczyków:
“Tak, sport jest bardzo ważną wizerunkowo i społecznie kwestią. Także jest uruchomiony program dotyczący współpracy na przykład z wojskiem amerykańskim, które w Polsce stacjonują”.
Tłumaczenia wicepremiera prowadzący program skomentował krótko:
“Myślę, że tysiące naszych słuchaczy w tej chwili zalewa krew”.

Najciekawsze nastąpiło jednak chwile później, kiedy ministrowi w rządzie dziennikarz musiał wytłumaczyć zakres jego kompetencji:
P.G: Ale panie redaktorze, sekundę, jeżeli mamy poważnie porozmawiać, to warto porozmawiać o poważnych sprawach z osobą, która zajmuje się tymi sprawami.

R. M.: Panie premierze, pan się tym zajmuje.

P.G.: Nie, ja się tym nie zajmuję. (…) Nadzór nad fundacją dotyczy tego, że taka instytucja, którą ja prowadzę, raz do roku sprawdza sprawozdanie fundacji.

Jakby tego było mało, wicepremier nie miał lekkiego życia także w innych tematach. Okazało się bowiem, że Piotr Gliński na realizację czołowej obietnicy w temacie kultury potrzebuje… aż trzy kadencje Sejmu! Wicepremiera pytano bowiem o obiecane produkcje w hollywoodzkim stylu, które miały promować polską kulturę i historię. W odpowiedzi padło znamienne:
“Już na ten temat w tym studiu rozmawiałem kilkakrotnie i tłumaczyłem panu, bo jeżeli pan tego nie rozumie, to może trzeba to bardziej dobitnie przedstawić, że poważny film fabularny produkuje się, przygotowuje się produkcję 5, 10 lat, czasami dłużej”.
Lepiej Piotrowi Glińskiemu nie szło także w dalszych pytaniach o sukcesy rządu i jego resortu w promowaniu dobrego imienia Polski.

W jednym wywiadzie okazało się, że wicepremier polskiego rządu nie ma tak naprawdę nad niczym kontroli. Piotr Gliński chciał zasłaniać się niewiedzą i brakiem kompetencji, jednak prawda jest taka, że była to tylko zasłona dymna dla braku rezultatów pracy resortu oraz coraz bardziej widocznego chaosu w szeregach dobrej zmiany. PiS na sztandary wyniósł bowiem hasło “państwa teoretycznego”, czyli niewspółpracującego pomiędzy poszczególnymi swoimi instytucjami. Jednak okazało się, że powyższe określenie pasuje do prac rządu dziś bardziej niż kiedykolwiek.

Źródło: rmf24.pl

fot. flickr/Sejm RP

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Piotr Lipiński

Absolwent Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. W wolnym czasie działacz pozarządowy. Interesuje się polityką i ekonomią.

Media Tygodnia

Ładowanie