Polityka i społeczeństwo

Dokąd prowadzi nas twitterowa dyplomacja Trumpa?

Twitter należy do największych portali kształtujących obraz współczesnych social mediów. Dla polityków stworzył on niebywałą możliwość przeniesienia gorących sporów do sieci, co przyciąga jak magnes śmiałków szukających szansy na zdobycie większej rozpoznawalności. O ile jednak utarczki między szeregowymi politykami są na Twitterze codziennością, to jednak do tej pory światowi przywódcy nie używali social mediów jako podstawowego narzędzia międzynarodowej dyplomacji. Tak było do czasów Donalda Trumpa…

Prezydent – elekt Stanów Zjednoczonych odrzucił tradycyjną, ostrożną, zakulisową dyplomację na rzecz komunikowania się ze światem w obrębie 140 znaków. Dla wielu wyborców taka forma może wydawać się atrakcyjna, niektórzy powiedzą, że w końcu mamy polityka, który w prostych słowach “mówi jak jest”. Niestety to co w kampanii wyborczej może wydawać się nawet urocze, to w realiach kontaktów i konfliktów pomiędzy mocarstwami staje się komunikacyjnym koszmarem.

Trump przez swoje Tweety zdążył już podważyć  kilkudziesięcioletnie podstawy amerykańskiej dyplomacji z Chinami. Najpierw przez Twittera poinformował o odbyciu rozmowy z Prezydent Tajwanu, który Chiny uznają za część swojego terytorium. Ameryka od lat prowadzi podwójną grę wspierania nieoficjalnie Tajwanu, ale oficjalnie uznawania tylko rządu w Pekinie. Niepodważanie integralności terytorialnej Chin i legalności rządu było bowiem warunkiem niezbędnym do ustanowienia normalnych kontaktów między państwami. Taka nagła zmiana kierunku bez żadnych wyjaśnień doprowadziła do wzrostu napięcia na linii Pekin-Waszyngton. Szczególnie, że Chińczycy na podstawie tylko 140 znaków nie mogli jednoznacznie stwierdzić, jak daleko sięgają intencje Donalda Trumpa.

“The President of Taiwan CALLED ME today to wish me congratulations on winning the Presidency. Thank you!”

Trump pozostał niestrudzony i potem przez Twittera atakował Chiny za spór na Morzu Południowochińskim, a po Nowym Roku wystrzelił z oskarżeniem, że Chińczycy odnoszą olbrzymie korzyści na jego zdaniem jednostronnym handlu z USA, ale nie chcą pomóc ws. Korei Północnej.

“China has been taking out massive amounts of money & wealth from the U.S. in totally one-sided trade, but won’t help with North Korea. Nice!”

Kolejne kontrowersje wzbudza rosyjski wątek na Twitterze Prezydenta-elekta. Trump przed Bożym narodzeniem jednym Tweetem zaostrzył spór wokół broni jądrowej, grożąc Rosji rozbudową amerykańskiego arsenału broni masowego rażenia. Komunikat był tak lakoniczny, że komentatorzy nie wiedzieli nawet co tak naprawdę zapowiedział prezydent. (więcej: Spór Putina z Trumpem)

Tymczasem nie minęło dużo czasu i po ujawnieniu raportu poświęconego rosyjskiej ingerencji w amerykańskie wybory, Trump napisał już, że Posiadanie dobrych stosunków z Rosją jest dobre, a nie złe. Tylko głupi ludzie myślą, że to coś złego”.

Trump jest także aktywnym komentatorem w dziedzinie polityki gospodarczej. 5 stycznia odniósł się do decyzji Toyoty o budowie nowej fabryki w Meksyku na potrzeby amerykańskiego rynku. Prezydent zagroził, że albo fabryka powstanie w USA, albo firma będzie musiała zmierzyć się z wysokim cłem na swoje towary.

Trump prowadzi w opisany powyżej sposób niemal całą komunikację ze światem. Do śmierci Fidela Castro czy zamachów w Europie także odnosił się przez Twittera.

Na taki styl prowadzenia polityki zareagowały chińskie rządowe media, tym samym w ostrożny sposób dały sygnał, jak władze w Pekinie widzą całą sprawę. Agencja Xinhua nazwała twitterową obsesję Donalda Trumpa niepożądaną w relacjach obu krajów, wskazując, że polityka międzynarodowa dla ludzi obdarzonych zdrowym rozsądkiem, bardziej przypomina zawieranie umów biznesowych niż dziecięcą zabawę.

Twitter nie powinien stać się narzędziem dyplomacji, ponieważ w relacjach międzynarodowych olbrzymie znaczenie mają szczegóły, których nie da się zawrzeć w 140 znakach. Tweety, zwłaszcza te obdarzone dużym ładunkiem emocjonalnym, typowym dla Trumpa, wprowadzają olbrzymi zamęt w polityce, ponieważ partnerzy Stanów Zjednoczonych nie mając pełnej informacji o zamiarach prezydenta, mogą zareagować w sposób przesadny, a to może zagrozić polityczno-gospodarczej stabilności na świecie. Zamiłowanie Trumpa do Twittera staje się dla amerykańskiej dyplomacji wielkim obciążeniem, które wzrośnie niepomiernie, po objęciu przez Trumpa urzędu. Wtedy każdy kolejny tweet będzie traktowany jeszcze poważniej, dlatego prezydent-elekt powinien się jak najszybciej opanować. Dyplomacja to nie kampania wyborcza, mocne słowa i oskarżenia nie są tutaj najlepszym rozwiązaniem.

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Piotr Lipiński

Piotr Lipiński - Student Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. W wolnym czasie działacz pozarządowy. Interesuje się polityką i ekonomią.

Media Tygodnia

Facebook

Facebook By Weblizar Powered By Weblizar