Polityka i społeczeństwo

Andrzej Duda demaskuje zdrajcę w obozie prawicy. Przebiegłe zagranie prezydenta

W PiS już wiedzą, jak uderzyć w prezydenta. Ten plan może zniszczyć głowę państwa
fot. flickr/KPRM

Prezydent prowadzi niebezpieczną grę próbując stworzyć dla siebie przestrzeń na polskiej prawicy bez zostania skonsumowanym przez Prawo i Sprawiedliwość. Wymaga to od głowy państwa uniezależnienia się od rządu, ale z drugiej strony nie dokonywania ruchów, które zraziłyby do niego elektorat Zjednoczonej Prawicy. Wiele wskazuje na to, że prezydent podjął już decyzję o swojej strategii. Od ostatniego spotkania Kaczyński-Duda nie milkną komentarze, że politycy dokonali politycznego dealu, aby dokonać deeskalacji sporu. Najnowsze zagranie prezydenta zdaje się potwierdzać optymistyczne wypowiedzi licznych polityków prawicy o porozumieniu.

Jednak dogadanie się nie oznacza wcale publicznej kapitulacji głowy państwa, Andrzej Duda zastosował bowiem bardzo sprytną taktykę. W najnowszym wywiadzie do „DoRzeczy” prezydent mocno uderza i ogłasza zdemaskowanie zdrajcy w obozie prawicy, który odpowiada za ataki na Pałac Prezydencki. O dziwo głowa państwa odcina od razu od jakiejkolwiek winy partię rządzącą zastrzegając:

” Ataki na mnie pochodzą głównie z jednego środowiska. Bynajmniej nie jest to środowisko Prawa i Sprawiedliwości „

Jeśli to nie PiS nie jest winny to kto? Totalna opozycja?

Otóż prezydent na kozła ofiarnego całej wojny między rządem a Pałacem Prezydenckim postanowił wskazać Zbigniewa Ziobrę. Andrzej Duda mówi wprost, że ataki i konflikt pochodzi od jednego z koalicjantów obozu Zjednoczonej Prawicy.  Jest to bardzo wymowna odpowiedź na deklarację ministra sprawiedliwości, który podczas konwencji Solidarnej Polski stwierdził “Wyciągam rękę do prezydenta. Nie liczą się osobiste ambicje”. Zgody nie będzie, a elektorat otrzymał jasny przekaz, że nie ma rozłamu między rządem i prezydentem, a problemem jest jedynie przerost ambicji małego koalicjanta.

Prezydent nie poprzestaje na wskazaniu zdrajcy i atakuje Solidarną Polskę w słowach, które bardzo oddziałują na wyobraźnie elektoratu PiS. Prezydent odwołał się bowiem do autorytetu prezydenta Lecha Kaczyńskiego i zdrady Zbigniewa Ziobry wobec tej legendy prawicy:

„Wyborcy doskonale pamiętają, że te same osoby w 2011 r., zaraz po wyborach parlamentarnych, zdradziły Prawo i Sprawiedliwość, próbowali rozbić klub parlamentarny PiS i partię. Potem wielokrotnie, publicznie i ostro atakowały śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego w związku z podpisaniem Traktatu Lizbońskiego”

Co oznacza taki zwrot akcji? Wiemy przecież, że zawetowane przez prezydenta ustawy nie były samodzielną inicjatywą Zbigniewa Ziobry. Jasnym jest też, że przekaz do ataku na głowę państwa po wetach wyszedł od samego Jarosława Kaczyńskiego, a czołowi ludzie imperium medialnego PiS dawali się Andrzejowi Dudzie we znaki. Mimo to prezydent odcinana PiS stanowczo od odpowiedzialności i udaje, że wszystkiemu winny jest tylko Ziobro.

Nie ma wątpliwości, że to jest warunek porozumienia Kaczyński-Duda. Głowa Państwa nie mogła zgodzić się na warunki, w których Pałac Prezydencki straciłby twarz w całym sporze. Nie było też mowy, aby Jarosław Kaczyński przyznał się przed swoim niedawnym protegowanym do błędu. Z tego powodu obaj politycy musieli się umówić w połowie drogi, że będą udawać że sporu z PiS nie było, a Zbigniew Ziobro będzie kozłem ofiarnym odpowiedzialnym za zasiewanie sporów na łonie prawicy. Prezydent będzie wyglądał na twardego gracza, który nie ustępuje i walczy jedynie z patologiami w środowisku prawicy, a nie z prawicą. Natomiast Jarosławowi Kaczyńskiemu zrzucenie odpowiedzialności za spór, jego wygaszenie jak i samo przyparcie Ziobry do muru tez jest na rękę, aby zwiększyć swój żelazny uścisk na coraz bardziej krnąbrnych ministrów.

Jednak prezes PiS nie pozwoliłby na krok w tył i umożliwienia prezydentowi zachować twarzy jeśli nie uzyskałby czegoś w zamian, co oznacza, że już ogłoszone złożenie przez PiS poprawek do prezydenckich projektów ustaw nie będzie sprawą iluzoryczną. Wiele wskazuje na to, że prezydent umożliwi PiS osiągnięcie części swoich celów pod warunkiem, że rząd ustąpi z kilku najbardziej medialnie głoszonych przez pałac postulatów, ponieważ wówczas reforma sądów posunie się do przodu, a Andrzej Duda będzie dalej budował wizerunek wyważonego, niezależnego i na dodatek skutecznie lobbujące ośrodka politycznego. W powyższy sposób mimo pozornej niezgody z resortem sprawiedliwości rośnie ryzyko, że skandaliczny proces, który zatrzymano w lipcu ruszy ponownie z destruktywna mocą.

Źródło: Do Rzeczy

fot. flickr/KPRM

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Piotr Lipiński

Absolwent Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. W wolnym czasie działacz pozarządowy. Interesuje się polityką i ekonomią.

Facebook

Facebook By Weblizar Powered By Weblizar

Media Tygodnia

Ładowanie