Polityka i społeczeństwo

Afera Misiewicza – czyli odwracanie uwagi od bulwersujących zmian PiS-u

Afera Misiewicza - czyli odwracanie uwagi od skandalicznych zmian PiSu
fot. flickr/Sejm RP

Jarosław Kaczyński zdążył już nas przyzwyczaić, że terminy ogłaszania kluczowych decyzji nie są przypadkowe i najczęściej mają na celu odwrócenie uwagi mediów od innej, kontrowersyjnej społecznie sprawy. Wczorajszy atak na Misiewicza zdaje się także pełnić taką rolę. Wszystko za sprawą nowej ustawy Zbigniewa Ziobry, która uczyni go wręcz arcyministrem posiadającym całkowitą kontrolę nad całym sadownictwem. Sprawa pupila Macierewicza świetnie się do tego nadawała, ponieważ wg. Google trends miała dwa razy większą popularność od katastrofy smoleńskiej.

Ustawa zgłoszona już tradycyjnie ścieżką poselską w celu uniknięcia niewygodnych konsultacji społecznych ma jeden cel: oddać ministrowi prawo powoływania prezesów sądów. Na mocy nowych przepisów, to Ziobro bez pytania o opinię środowiska sędziowskiego będzie powoływał m.in. prezesów i wiceprezesów sądów okręgowych i apelacyjnych. Opinia środowiska jest tu sprawą kluczową, ponieważ dotychczas opinie Krajowej Rady Sądownictwa były dla ministra wiążące. Niestety to nie koniec zmian, ponieważ PiS zagwarantował sobie furtkę do wymiany niewygodnej obecnej kadry wraz z wejściem nowych przepisów. Minister sprawiedliwości będzie mógł odwołać całkowicie bezkarnie prezesów sądów, na których miejsce powoła nowych, usłużnych jedynej słusznej opcji kandydatów. Zapisy w kwestii określenia powodów odwołania są tak bardzo ogólnie sformułowane, że mogą zostać dowolnie zastosowane.

Wszystko oczywiście podano w sosie walki z patologiami w sądownictwie, która wymaga większego nadzoru ministerstwa, jednak nie można mieć wątpliwości, że to kolejny skok na stanowiska.

Najbardziej zastanawiające jest to, że PiS po pacyfikacji Krajowej Rady Sądownictwa, którą będzie wybierał Sejm, nie musiał uciekać się do takiego posunięcia. Wybrani przez PiS sędziowie bowiem teoretycznie nie zawetowaliby decyzji Ziobry. To, że zdecydowano się na jeszcze bardziej jawne ręczne sterowanie świadczy o dwóch rzeczach. Po pierwsze PiS ma plan na masową czystkę na najwyższych stanowiskach w sądach, stąd chce mieć bezpośredni nadzór nad procesem. Po drugie, co najważniejsze, partia Jarosława Kaczyńskiego nie ma zaufania do nawet tych sędziów, którzy są wobec niego usłużni. Mogłoby się bowiem okazać, że w obliczu działań, które na lata zbrukają dobre imię sędziów, nawet ci wierni PiS nie będą gotowi zostać notariuszami każdej decyzji Ziobry.

W świetle powyższego kuriozalna jest narracja PiS, że ustawa ma skończyć z “ręcznym sterowaniem rozdawania spraw” czy ze zjawiskiem “sędziów na telefon”. Poseł Wróblewski, marionetkowy wnioskodawca tłumaczył, że “Nasz projekt wzmacnia niezawisłość sędziowską poprzez wprowadzenie losowania przydziału spraw”. W powyższy sposób realizowana jest Goebbelsowska zasada, że “Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”. Pis, aby zlikwidować naciski na sędziów, po prostu ich całkowicie upolityczni, a wszystko sprzeda w wiernych mediach jako triumf sprawiedliwości nad układem. Natomiast fakt, że miliony przyjmą ze spokojem taką retorykę najdobitniej świadczy o stanie demokracji w Polsce.

Fot. Krzysztof Białoskórski

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie